
Każdy zapewne zna bajkę o Czerwonym Kapturku – dziewczynce która wyruszyła z wiktuałami do domku swojej babci. Droga wiodła przez las, gdzie czaiło się zło. Wszystko zakończyło się dobrze. Kapturek był rozsądna dziewczynką, a jej babcia i matka dobrymi nauczycielkami.
Bajka pokazuje prastary schemat, konflikt pierwiastka męskiego i żeńskiego. Bajka dla dzieci czy dla dorosłych? Wg E. Fromma Kapturek jest symbolem dojrzewającej kobiety (czerwony strój mówi sam za siebie), stojącej przed problemem płci. Ostrzeżenie matki, by nie zbaczała ze ścieżki, nie upadła i nie stłukła butelki, stanowi przestrogę przed niebezpieczeństwem seksu i utraty dziewictwa. W drodze przez życie – las niebezpieczeństw, dziewczynka spotyka wilka. Wzbudza w nim pożądanie i zwierzę zwodzi ją na leśne ostępy. Kapturek, znosząc harmonogram życia ustalony przez matkę daje się zapędzić w gęsty las. Stąd nie ma prostych ścieżek, ale usprawiedliwia się zbieraniem kwiatów dla babci. Wilk ze ślinotokiem świdruje koszyk dziewczynki: „Dasz mi choć łyk wina?”
Zboczenie ze ścieżki zostaje ukarane przez wilka – mężczyznę. Nie udało się mu skonsumować Kapturka, wiec ukarana zostaje babcia.
Jednak motywem bajki nie jest jedynie przestroga przed niebezpiecznym seksem.
Wilk jest przerysowany. Oprócz swego cwaniactwa i braku litości jest też kanibalem. Mężczyzna pożera kobietę. Przeciwnego zdania są kobiety, które lubią mężczyzn i rozkoszują się seksem.
Końcówka bajki podkreśla szczególną nienawiść i uprzedzenie do mężczyzna. Bohaterka wystawia wilka na pośmiewisko. Połykając babcię próbował naśladować kobietę w ciąży (pewną rolę spełnia tu leśniczy, którego rola nie polega wcale na bohaterstwie; tylko na rozpruć zwierza), karą będą zszyte w brzuchu kamienie – symbol bezpłodności. Wilk zdycha. Zgodnie z prastarym prawem odwetu, zachcianka wilka zostaje ukarana, dodatkowo jest wyśmiewany na przywłaszczenie sobie roli kobiety brzemiennej. Triumf święcony przez nienawidzące mężczyzn kobiety kończy się pełnym ich zwycięstwem.
Symboliczna wersja Kapturka nie nadaje się jednak dla dzieci. A może one rozumieją ją całkiem podobnie?


