• Moje podwórko Śr, 28 stycznia 2009 Komentarzy: 10

    Konrad B.

    Konrad B.

    Panika paraliżuje. Najczęściej zachodzi od tyłu, zakłada pętle na krtań i nie pozwala krzyczeć. Nie wiem czy to kwestia opanowania emocji, wrażliwości, lat. Jak we śnie, niemym kinie, nie wydaję żadnego dźwięku, myśli błądzą w przeciwstawnym do pożądanego kierunku.

    Panika, kiedy dotykam gorącego żelazka, i zanim jeszcze poczuję ogień, myśl – odpadnie ręka. Panika, że złapią mnie, kiedy nad ranem snuję się po ulicach miasta w nadziei znalezienia właściwej ulicy. W upojeniu.

    Przerażenie, kiedy wjeżdżam na wiadukt z napisem „objazd” – w prawo lub w lewo. Te 3 kilometry zamieniające się w najdłuższą trzydziestominutową barykadę przed egzaminem. Słyszę swoje nazwisko z drugiego końca korytarza, a potem pytania. Wolnej, nie wypowiadam, zwolnij, bo wjedziesz w dupę temu oplowi, a komisja bredzi coś o analizie i syntezie. Z rąk wypada puste opakowanie po tabletkach. Nie, panie profesorze, wpadam na trop zagnieżdżonej gdzieś logiki i składam w echolalię kolejne zgłoski. Zaprzeczyć komisji? Dlaczego nie mogę udowodnić, że myśli w popłochu rozpierzchły się po ulicy, a pytanie jest absurdalne?

    Przerażenie w oczach dziecka w szczekającym ataku kaszlu. Mamo, karetka przyjedzie? Popłoch nie pozwala się ubrać, zabiera klucze, bierze drugie dziecko na ręce i w nocy brnie w poszukiwaniu taksówki. Nikt nie przyjedzie, jesteśmy tylko my i panika.

    Tumult na schodach. Wciśnięte w kąt ciało próbuje przedrzeć się na dół. Tłum napiera na górę, z dala od duszącego dymu. Do nieba.

    Albo panika na morzu. W ciepłych falach popołudniowego słońca. Za daleko od brzegu, by móc dostrzec jego skrawek. Jestem sama miedzy niebem w dole, a piekłem na górze, a słona woda barykaduje właz powiek. Myśli krążą nad jednym pytaniem: czego jeszcze nie zrobiłam? Zamiast poddawać sytuacje analizie przelatują minione obrazy i żal, że sił braknie, by przeciwstawiając się falom. Jest ciepło, tylko to trzyma jeszcze na powierzchni. I słona woda. Szczury lądowe nie wchodzą do wody… Próbuję uchwycić koniec liny koła ratunkowego. Przerażenie w końcu odbiera siły i dryfuję bezwładnie w modlitwie do rafy o szybszy przypływ. To już koniec.

    I ten głupi rechot, kiedy nogi dotykają sztyletowatych kamieni. Wraca przytomność z przedchwilowego ataku destrukcji, tym razem z ostrożnością: nie połam nóg, szczurze!

    Panika to mechanizm, który zawiązuje rozumowanie w ciasny kłębek instynktu. Panika może być cicha, bądź głośna, w środku lub na zewnątrz. Niekiedy pogrąża ratownika, osadza na trupie swoje trofeum. Dla zachowania pozorów, dla przeżycia.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

styczeń 2009
P W Ś C P S N
« grudnia   lutego »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u