Obiecałam sobie, że wbrew innowacyjnemu sieciowemu pomysłowi nigdy nie zaloguję się na naszej klasie (pl.). Moją obietnicę szlag trafił, spotkałam starą szkolną przyjaźń (bynajmniej nie romantycznego chłopaka), wystraszyła mnie swoim łagodnym usposobieniem, poniekąd. Czy przez parę lat można się tak radykalnie zmienić?
Karolinka zaprosiła mnie do restauracji, najlepszej w naszym rodzinnym mieście, i zaczęła snuć opowieść o życiu, rodzinie, studiach. Opowieść, bo do tej pory nie jestem pewna w ilu procentach bajka ta była prawdą, morał jednak udało mi się wyciągnąć. Karolinka była tuż przed obroną pracy magisterskiej, podekscytowana egzaminem zasypała mnie niuansami wykradania pytań komisji. Oczywiście śmiechem – żartem, bo przecież nie mogła mi powiedzieć wprost, że żadnej pracy nie napisała, a bronić mała jedynie pieniędzy, które na nią wydała. Zawsze była lawirantką, ale teraz, dziś wydała się łagodna, jak jej szare oczy, spokojna, bez nerwowych tików, które za czasów licealnych nawiedzały ją po kolejnej weekendowej imprezie. Była nadpobudliwa, wybuchała płaczem, to znów śmiechem, krzyczała bez powodu, potrafiła kłócić się z nauczycielem, dopóki nie został wezwany dyrektor, a Karolinka dyscyplinarnie wylatywała raz po raz ze szkoły. Trzy razy dostawała wilczy bilet, o dziwno w dwie strony – wracała zrehabilitowana, odmieniona po sanatorium w Egipcie.
Miała oczy sarny, płochliwe i zaczepne, za nimi krył się piekielny ogień. Zmieniła się, teraz skromna, taktowna, nawet cicha, pytała o mnie, a przede wszystkim o starą klasę. Przypomniały jej się rozliczne wycieczki, z których wracaliśmy w pomniejszonym składzie. Tylko połowa uczniów z naszej klasy zdała maturę, i to akurat nie przez niedopuszczenie czy tępotę, a dostarczenie jej członków rozlicznym resocjalizacyjnym instytucjom. Ciężkie były te 4 lata – ambitni uczniowie, dostatni rodzice i prestiżowa szkoła. Wydawałoby się – mieszanka obiecującej przyszłości. Bomba z opóźnionym zapłonem. Po pierwszych latach harówki udało nam się w końcu wyjechać na dłuższą zagraniczną wycieczkę. Była nagrodą za wysoki ogólnokrajowy ranking szkół. Koleżanki i koledzy poczuwszy luz pokazali, co ich naprawdę boli. Elitarna trójka w skład, której wchodziła Karolinka, poprowadziła wyselekcjonowaną imprezę z wszelkimi atrakcjami. Odurzeni dobrami, które dostarczyli tubylcy nie mogliśmy zapanować nad zaprószonym ogniem. Karolinka dostała belką w głowę, upadała rozcinając sobie skórę na potylicy. Wyciągnęłam ją cudem z palącego się pokoju, na co potem usłyszałam splunięte na ziemię słowa: ty się nawet upić nie możesz! Obudziliśmy się w zakładzie zamkniętym… Pech chciał, ze cała odpowiedzialność spadła na okolicznych hotelowych lowelasów, którzy mocno silili się na subordynację. Karolinka poczuła zew…
Wymieniłyśmy się adresami mailowymi. Potem Karolina wpadła na pomysł zalogowania się na naszej klasie. Trochę kosztowało ją wkręcenie mnie w założenie konta. Odnaleźliśmy starych znajomych. Wymielałyśmy fajne listy, zacierałyśmy dawne niesnaski, a mnie coraz bardziej ciekawił inny odcień tej samej dziewczyny. Jej otwarcie pozwoliło mi znów uwierzyć w odpowiedz na pytanie:, dlaczego? Dlaczego zamknęła mnie na całą noc w piwnicy jednego z przyzamkowych baraków. Urwany skobel nie był dobrą wymówką.
Zgodnie z wielką celowością Karolinki, spotkaliśmy się w jednym z bieszczadzkich hoteli, w całkiem niezłym składzie. Byli prawie wszyscy, którym udało się dociągnąć nasz kasowy skład do końca. Nawet ten Tomek…
Karolina była już wtedy inna, zachowywała się tak, jakby żyła w podwójnym świecie: patrzyła albo w dół, gdy była zażenowana i smutna, albo w górę, gdy chciała zakomunikować ważną dla siebie sprawę. Raz wyrażała się za pomocą westchnień pojękiwań, to znowu za pomocą pomyłek ogólników i teorii. Zamiast do ludzi mówiła raczej do siebie, a w momencie naszego zaprzeczenia machała rękoma i wypowiadała: to ja już nic nie wiem. Dotyczyło to sytuacji, kiedy doznawała rozczarowań z powodu rozpadu pseudoteorii, którymi była naszpikowana a nawet zrośnięta.
Na imprezie cała śmietanka artystyczna urządziła show. Przedawkowali wszystko, czym mieli i wszyscy oprócz mnie. Zawsze umiałam się wyłamać, sprawność nie pozwalała mi na ekstrawagancje pijaka albo ćpuna. Doznałam déjà vu. Znów zaleźliśmy się w zakładzie, bo podobno na pogotowiu nie dało się nas „uratować”. Mnie wypuszczono od razu. Karolinka utknęła w łóżku związana pasami. W nocy próbowała przeciąć sobie żyły piórem, dźgając gdzie popadło. Chyba jedyną rzeczą, której nie zdołali jej zabrać w amoku. Sine wybroczyny na całych rękach, to desperacja, krańcowe wykończenie. Czego brakowało tej kobiecie do szczęścia?
Nie mieści mi się z głowie, jak taka zdzira mogła zostać nauczycielką – Tomek przysiadł się na korytarzu.
Zostałam, czekałam na jej matkę.
Teraz składa mi się w całość to, czego nie rozumiałem – ciągnął. – Karolina miała obsesję na punkcje dzieci. Pochłaniała stosy książek pedagogicznych, potem studia z psychologii wychowawczej, ciągle szukała złotego środka jak wychować i rozwinąć idealne dziecko. Ale i to jej nie wystarczało. Chodziła do szpitali, domów dziecka, do dzieci niekochanych i opuszczonych, jako wolontariuszka. A teraz wiem dlaczego – by spotkać siebie. Sama się biczowała, i wiesz co robiła? Nagle, pod jakimkolwiek pretekstem przestawała się nimi opiekować. Uciekała w depresyjną podróż, rozpamiętywanie własnych krzywd i powodzeń. Ona ma cholerny uraz do matki. Już dawno powinni ją zamknąć.
Nie mieściło mi się to w głowie! Wariatkowo i mi się udzieliło.
A ona przeraźliwe krzyczała: nienawidzę tej idiotki, nie dzwońcie po nią!
Ta elegancka kobieta rozmawiała z psychiatrą głośno, nieprzyjemnym tonem na korytarzu. Nie chciała wejść do gabinetu. Lekarz przeglądał pokaźny plik z historią choroby Karoliny.
Depresja jest powodowana stłumioną agresji wobec pani – doleciało do mnie. Karolina życzy pani śmierci. Ale przeraźliwie się boi, czuje sprzeciw moralny. Silna kontrola przemienia to życzenie w nakaz samobójczy. W karcie aż roi się od wizyt w szpitalu. Córka była cały czas na lekach? Tak… w szpitalu zawsze ktoś się Karoliną zajmował, pani także musiała.
Nie będzie pan mi tu robił wykładów. Powtarzanie różnorakich wyroków lekarzy nic nie da. Zabieram córkę!
Nie, proszę pani! Bo to pani jest niewydolna wychowawczo, a Karolina już dorosła. I cierpi, bo była odrzucona w dzieciństwie. Przykro, że nikt tego nie powiedział głośnio. Ona nigdy nie poczuła się w obecności rodziców jak dziecko. Wycieczkami po szpitalach próbowała wmusić reakcje rodzicielskie, jedyna jej ucieczka – w chorobę. Próbowała odzyskać swoją tożsamość przez identyfikacje z chorobą. Ale widzę, że pani nie rozumie tego komunikatu, a Karolina zamienia to w agresję i regresję. Studiowała… chciała zapytać naukę, dlaczego matka nie odnosiła się do niej stosownie do wieku, nie jak do córki… Nauka jej nie powie, jaka była prawda.
Ten barak, klatka bez klamek, pokazał mi jedną, małą wyprawę Karoliny do Egiptu.