
GMBAkash
Kiedy rodził się mój pradziad, albo dziad najczęściej dawano mu na imię Stanisław, po dziadku. Wnuczka otrzymywała imię Maria. Reszcie dziatwy przydzielano odpowiednio imiona z kalendarza. Czas jednak odłożył na boczny tor powody dziedziczenia imion, dziś o wyborze decyduje brzmienie i moda dyktowana przez TV. Słysząc na ulicy imiona można przyporządkować je do odpowiedniej serialowej epoki. Jednak kierowanie się sympatiami ulubionych bohaterów bywa niebezpiecznie, bo za kilka lat imię, ulegając przedawnieniu, stanie się śmieszne lub dziwaczne. Na szczęście urodziłam się przez emisją telenoweli „Niewolnica Isaura”, moi rodzice nie znali imienia pięknej mulatki. W przeciwnym razie kto wie jakim dziedzictwem byłabym obarczona, podobnie jak żyjące w Polsce około 38 Izaur i 29 Isaur.
Z czasem ludzie zaczęli zastanawiać się nad znaczeniem imion. Dzisiaj rodzice wybierając „dziedzictwo” dla potomka, przerzucają słowniki z ukrytą wymową i siłą imienia, aby nadać dziecku pożądane cechy charakteru. Czy to nie podobnie jak z książkową, delikatną Julią, czy lalkowatym Kevinem albo reżyserskim Dustinem? Czy to nie blask imienia ma dodać znaczenia osobie?
Niestety, to dziecko po paru latach odczuwa dyskomfort wybitnego imienia. Jego siła powoduje, że dzieci są wyśmiewane, a unikając ludzi cierpią podwójnie. Sławę imienia dodatkowo może podnieść nazwisko. Kiedy nazwisko jest dość znaczące (!), obco brzmiące imię dziecka staje się koszmarnym logopedycznym zbitkiem wyrazów.
Ostatnio można zauważyć tendencję do nadawania dzieciom imion anglosaskich, np. Beniamin Vincent, Patryk (czyżby to z powodów emigracyjnych w tamtejsze rejony?). Jednak Urząd Stanu Cywilnego stanowczo odmawia rejestracji Belzebuba i Nikol (i) oraz nowatorskich – Spacji, Aplikacji i Tendencji. Ciekawe, dlaczego?
Dziś dostałam oficjalne pismo ze starannie wpisanymi moimi danymi. Pisemko, jakich wiele innych, gdzieś archiwizowane, zdaje się – ważne. W zasadzie nic szczególnego, gdyby nie fakt, że jakby imię i nazwisko nie moje (adres się zgadza!). Logicznie „ze słuchu” w moim imieniu i nazwisku można popełnić po dwa błędy (i to nie ortograficzne), w tym ostatnim są aż 4 litery. Fonacja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła, podobnież jak natrętne ucho urzędnicze.
Etykietka czy błąd związany z imieniem jest często ciężkim codziennym chlebem. Jeśli łączy się z ciężkim nazwiskiem – traci się tożsamość.

Komentarzy: 7 do wpisu "Miano"
A ja lubię swoją Kaśkę. Dzięki temu lubieniu jestem nawet skłonna wybaczyć, że do mojego nazwiska dodają nagminnie dwie litery.Taka gminaaaa<lalala
A jeśli idzie o imiona serialowo-pioesenkowo-filmowe/ zwłaszcza te anglo-języczno-spolszczone/, to mnie śmieszy i smuci…Mała wyobraźnia rodziców? Chyba tak.
Pamiętam ile biegania miała pewna dziewczyna, gdy zmieniała imię/oficjalnie/. Musiała z tym czekać całe osiemnaście lat…Nie mamy wpływu na to, jak nasi rodzice dadzą nam na imię, ale warto zaapelować o więcej owej wyobraźni?
Z grubsza nie mam nic do zarzucenia nazwisku, do imienia doczepiłabym jakiegoś rzepa
(niech go pies weźmie). Brak wyobraźni rodziców rekompensujemy sobie pseudonimami w necie. Wybór jest nie tylko w imionach, a i w całkowitych abstrakcjach, i ile razy można je zmieniać! Trudniej troszkę pomylić się w pisowni – forma graficzna też jest złudna.
Aleś mi klina zabiła! Analizuję jak można popełnić 2 błędy w Twoim imieniu. Można rzeczywiście. Udało mi się zrobić trzy. Ale się zmuszałem. Ale może rozszerzam pierwowzór.
A poza tym, świetnie napisane. Słowo. Masz nerw.
Gratuluję :*
K.
PS z modą na imiona masz rację. Absolutnie. Dodawanie “życiowego powodzenia” przez znaczenie imienia przypomniało mi naiwną wiarę, że jeżeli ukształtuję swój podpis stosując zasady znane grafologom, to będę lepszy. Cóż, podpis mam ładny…
Chcę zobaczyć ten podpis, Kris.
Kris
. Mam nerw tylko gdy nie przeliteruję i nie sprawdzę po piszącym. Przypomina mi się błąd na świstku papieru z grupą krwi. Ciekawa jestem czy w nagłych przypadkach zwracaliby sobie głowę błędem literowym, czy dla bezpieczeństwa zrobili badania krwi. Teraz nawet nie wiem czy ktokolwiek nosi ze sobą taki dokument (i gdzie).
Można nawet z kota zrobić kóta
Kasiu, lepiej nie, nie rozpoznasz mnie
.
Kadaarka, nie bój się, Kasia pytała o mój podpis. A ja wybieg zrobię bezczelny: tu nie ma linków, nie można nikogo rozpoznac, Kaś (czyli Kasiek) całe mnóstwo. I skąd mam wiedzieć, która Kasia prosi o autograf?
Całusy :*
K.
Rozumiem – nie ma linków, ale wiadomo o kogo chodzi
. A kto ich tam w necie wie jakie mają faktyczne miano…