Dwupasmówka. Pędzące samochody i pies uwiązany do osłony przeciwdźwiękowej. Rozciągnął sznurek dość aby wskoczyć pod koła pędzących aut. Jak człowiekowi udało się zaczepić psa w tak ruchliwym miejscu? To nawet nie sezon urlopowy na pozbywanie się zwierząt.
Człowiek zmuszony jest przywiązywać, siebie, chciałby w proteście ekologicznym do drzewa, niechcianego psa, który nie doczekawszy urwania powrozu zdechnie z głodu i wyczerpania. Musi, bo taka jest jego zwierzęca natura.
Nie ma innego wyjścia, jako małe dziecko musi być przywiązany do dorosłego, kogokolwiek, kto zapewni mu warunki przeżycia. Bezpieczne przywiązanie ukształtuje wierzącego, ufającego i mającego dobre intencje człowieka. Tacy ludzie rzadko martwią się o to, że będą porzuceni lub inni niebezpiecznie się do nich zbliżą. Oni raczej nie porzuciliby psiny przy autostradzie.
Ale dziecko, które w dzieciństwie doświadczyło niezrozumiałej niestałości rodziców, niesprawiedliwości w przyznawanych karach i nagrodach, czuje się jak zdezorientowane zwierzę. Raz jest kochane, to zupełnie zbędne, jego obraz samego siebie jest kruchy, wątpi w swoją siłę przebicia. Zakochuje się w swoim druhu łatwo, lecz powierzchownie, targają nim pragnienie, chęć zagarnięcia, wahania nastroju. Ciągle odrzuca i opuszcza, by tworzyć na nowo kolejną więź.
Kiedy to dziecko w końcu uwalnia się od pierwotnego związku z rodzicami czuje się samotne i bezradne. Wolność staje się stanem negatywnym, od którego stara się uciec.
Człowiek z reguły przywiązuje się do tego, co było. Im dłużej coś trwa, tym silniejsze jest przywiązanie.
Uwiązany pies cieszy się z aktu łaski i ponownego zespolenia z lękiem i przeciskanymi uczuciami człowieka, który opamiętał się i wrócił na miejsce zbrodni.
Wielką różnicą miedzy wytwarzaniem się przywiązania u ludzi i zwierząt jest inne reagowanie otoczenia. Dla zwierzęcia odpowiedz środowiska nie jest najważniejsza, a człowiek nie może żyć bez sygnałów emocjonalnych, odczuwać zainteresowanie sobą innej osoby.
Psu wystarczy pełna miska i nawet minimalne zainteresowanie. Dla właściciela to zwierzęce przywiązanie jest władzą nad życiem lub śmiercią. Jego samego w okresie dzieciństwa, a psa na całe psie życie.
Jedna z teorii zakłada, że przywiązanie jest procesem wymagającym uczenia się, nie jest wrodzone, dlaczego więc jako dorośli ludzie tak łatwo przywiązujemy się i odrzucamy, gdy osoba/zwierzę staje się niewygodne i zbędne?
Zwierzęta zwykle podnoszą samoocenę właścicieli przez okazywanie zainteresowania, nawet spełnianie ich potrzeb daje psychiczny komfort. Nie trzeba żadnych społecznych zabiegów by zwrócić uwagę zwierzęcia.
I tak łatwo go do siebie przywiązać, jak do barierki na drodze.



Szczenię wychowywane w towarzystwie człowieka pozostaje pozbawione naturalnych odruchów ścisłe związanych ze zmysłami zewnętrznymi. W drodze socjalizacji reaguje na gesty i komendy wdrożone przez człowieka, w jego umysł podczas tresury, czy też podczas zwykłego przebywania wśród ludzi. Problemy natury behawioralnej pojawiają się u psa w momencie jego dojrzewania płciowego. Pies niewybiegany, pozbawiony wysiłku fizycznego, zajęcia zajmującego mu czynnie czas, zaczyna walkę o dominacje w domu. Krotko mówiąc zaczyna głupiec. Nieodpowiednio prowadzony-karcony, zaczyna sprawiać kłopoty rożnego typu-począwszy od posikiwania po gryzienie przedmiotów, ścian a skończywszy na agresji w stronę domowników. Suczki pozbawione naturalnego procesu, jakim jest rozród zaczynają mieć ciąże urojone, czego konsekwencja może być pojawienie się zgrubień i zapalnych odczynów przy sutkach a następnie nowotworów wymagających operacji. Nie jest prawda ze starczy micha jedzenia, aby pies spełniał kryteria zachowań oczekiwanych przez człowieka. To o czym napisałaś świadczy o trudnościach napotkanych przez właściciela psa, skoro tak postąpił-przerosły go potrzeby zwierzęcia, którym nie sprostał. Psy na wolności które są głodne potrafią się poodnajdywać i zacząć żyć stadnie stanowiąc zagrożenie dla otoczenia. Myślę, że aby psa pozbawić instynktu-zdolności do dominacji trzeba przejąc te dominacje na siebie. Podając pożywienie tłumimy popęd łupu, zaspakajając głód zwierzęcia, tak samo prowadzać go na smyczy, uniemożliwiamy mu rozwój tego zwyczaju. Najczęściej ludzie posuwają się również do zabiegów kastracji i sterylizacji czyniąc ze zwierząt automaty- zabawki ku swojej egoistycznej uciesze. Stwarzając rożne rasy człowiek ubzdurał sobie, ze jest wstanie zastąpić Boga. Połączył tak geny, ze niejednokrotnie przyczynił się do występowania poważnych schorzeń u tych zwierząt. Zajmując się hodowlą zapomniał o tzw doborze naturalnym, który działa poprzez instynktowny dobór par oraz, o którym stanowi także kondycja fizyczna zwierząt. Najnowsze możliwości prowadzonych badań umożliwią prawdopodobnie dojście do niewiarygodnych wniosków, które posłużą z pewnością rozwojowi w dziedzinie inżynierii genetycznej itd.
Reasumując, czy to jest zwiastun obiecanego raju , gdzie w zgodzie będzie żył lew i jagnię? Czy człowiek to tylko narzędzie Boga-organizm pośredniczący w ewolucyjnych przemianach- innych bytów-postrzeganych przez człowieka jako sztuczne-wymuszone niejako? Jak powstał człowiek? Czy podobnie go z socjalizowano, uzależniono, że stał się kulturalnie bezradny wobec dominacji innych-pozbawiony naturalnej selekcji-stąd tyle chorób? Czy wszystko jest naturalne, każde działanie i każde zdarzenie-każdy proces? Zadaje sobie pytanie, czy wiedza pozwoli ludzkości pójść dalej, czy źle wykorzystana zniszczy cywilizację, która osiągnęła tak wielki szczyt? Widzę Kadarko, że te myśli blogowe idą w sposób synchronizujący się.
Dodam jeszcze, nauczono powoli człowieka dbania o zwierzęta, nauczono ludzi unicestwić ich instynkty, a akt troski zasługuje na miano chwalebnego czynu, czasem większego niż akt miłosierdzia w stronę człowieka. Instynkt czy hipokryzja? Świetna notka.
Całusy ślę. :*
no to bardzo poważnie Kadarka. Cała parada ludzkich cech, złych cech. Na marginesie, zastanawiałem się, czy można winić kogoś za to,że został wychowany bez zasad moralnych i norm społecznych uznawanych/wytworzonych przez społeczeństwo. Innymi słowy: czy ktoś, odizolowany od społeczeństwa, wychowywany bez wiedzy o tym co dobre, a co złe, mógłby odpowiadać za swoje czyny?
)
A tu? O zwierzętach szeroko wypisała się Orchide@, Ty, Kadarko, dotknęłaś, ale też ledwie z wiarzchu, boć temat jak rzeka, tzw symptomu DDA/DDD (Dorosłych Dzieci rodzin Alkoholików/Dorosłych Dzieci rodzin Dysfunkcyjnych). Oba typy rodzin kreują takie same wzorce wychowawcze i takie same skutki objawiające się w dorosłym życiu osób z takich rodzim. A że typy są podobne (braki w rodzinach są niemal identyczne to i skutki te same) więc psycholodzy traktują te przypadki jednakowo.
A wychodzi przedziwnie i zależy też od liczebności rodzeństwa.Takie typy jak bohater rodziny, kozioł ofiarny, zagubione dziecko (aniołek), maskotka (albo błazen), to tylko nazwy tych typów. Jeżeli rodzeństwa jest mniej, to typo-cechy mają tendencję do scalania się, umiejscawiania się w jednej odobie.
Te jest ten proces młodzieńczego kształtowania charakteru, który Ty nazwałaś “przywiązaniem”. Właściwie, to nie jest przywiązanie, to czysta ZALEŻNOŚĆ.
Można to ciągnąć, niedojrzałość emocjonalna, każda niedojrzałość (czyli brak właściwego ukształtowania charakteru, we właściwym czasie) prowadzi do przeróżnych dewiacji i uzależnień, do głębokich odstępstw od pro-społecznych zachowań, do okrucieństwa w końcu.
Bo ten pies, przy wiatrochronie, czy też ten zostawiony w lesie, zatrzymujący przejeżdżające samochody w nadziei, ślepej nadziei, że to jago Pan/Pani jedzie, to taki dowód naszego zdziczenia i okrucieństwa.
A to, z kolei, nie da się prosto przełożyć na winę jednostki.
Ot jakie to wszystko pokręcone…
Pozdrawiam. Zaczepiaj nas dalej.
Orchi, dobry wykład. Nie znam się na prowadzeniu psów, ale niekiedy sama obserwacja zwierząt doprowadza do podobnych wniosków.
Zgodzę się z tym, że zdziczale zwierze szuka przywódcy, albo sam się nim staje, prowadząc swoją watahę. W społecznej grupie ludzkiej to człowiek musi przejąć rolę przywódcy, by sam nie został zdominowany, co z kolei zmusi go do eliminacji zwierzęcia. Nie da się ukryć, że ludzie z psów, czy innym pupilków, zrobili żywe maskotki. Niektórzy twierdzą, że skoro mamy nad nimi władzę, możemy robić krzyżówki, kastrować, wystawiać do walk, a nawet obijać przed zjedzeniem (np. w Chinach). Dla mnie niektóre z metod czerpania swoistej satysfakcji są nie do pojęcia. Bo, po co? Zapewnie w jakimś sensie człowiek przybrał Bożą postać, by ratować życie innych ludzi, ale też by robić to z próżności i dla pieniędzy. Jest coraz więcej chorób, na które się uodparniamy, powstaje więcej lekarstw i bardziej inwazyjnych modyfikacji, chociażby w nasze DNA. Czy to jest boskie czy ludzie, czy mamy prawo za wszelką cenę walczyć o życie i zdrowie i jaka jest przekładania na modyfikację genetyczną zwierząt? Czy natura nam wybaczy taką ingerencję? Trudno przewidzieć ile jeszcze wytrzyma zanim wypluje nasze zdeformowane ciała.
Zaczynając tą notkę miałam myśli, które na jej końcu zmieniły się w zupełnie inne słowa. Dziwne, bo Wy znów zmieniliście bieg moich przemyśleń. Kierunki ciekawe, widzę w tym jakaś boczną ścianę, zależność, przywiązanie, na którym opiera się całe nasze życie.
Każdy zasiał to, co go najbardziej boli.
Pisząc o więzi łączącej dwie istoty, przedstawiasz rzecz jasna czubek góry lodowej, bo w sumie wszystkie relacje między ludźmi, wszelkie odmiany uczuć i wzajemnych reakcji mieszczą się w tej skali, którą pokazujesz: od “dobrej” do “zgubnej”.
Tak sobie dumam i chyba kluczem (na pewno nie jedynym) jest wzajemność. Odwzajemnianie uczuć owocuje zaspokojeniem potrzeb obu stron, a więc “dobrem”. Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna strona ma odmienne zdanie, zupełnie niezgodne z pragnieniami drugiej. To oczywiście nie ma nijak zastosowania w przypadku bezdusznej i brutalnej tępoty wobec zwierzaka, który zaufał człowiekowi. Powinno to być karane i to surowo, teoretycznie prawo przewiduje kary.
Nadużycie zaufania, jeśli chodzi o więzi międzyludzkie ma jeszcze inny wymiar.
Bardzo trudny temat. Myślę jeszcze o takich osobach, które mają patologiczną potrzebę bycia lubianym i podziwianym. I tu też są dwa końce: niepodziwiane przez wszystkich – cierpią, a bezmyślnie odbijają sobie braki na tych, których mogą omotać. Wtedy cierpią omotani.
Ten temat to studnia bez dna…
Kris, co wyniesiemy z domu będzie nas prześladować do końca życia, później także nie jesteśmy zamkniętą księgą i wpajamy jeszcze wiele nom i przepisów świata. Nie sądzę, żeby można było winić kogoś, kto niewdrożony w życie społeczne popełnia przestępstwa. Czy maszansę na reedukację? Istnieją skrajne przypadki izolacji, zaprzepaszczenie przyswojenia pojęcia norm, bo minął pewien okres krytyczny, po którym rozwój człowieka nigdy się nie wyrówna. Aby mały człowiek mógł sie dobrze rozwijać potrzebna jest ingerencja w każdą jego sferę rozwoju – fizyczną, emocjonalna, społeczną i moralną. Trudno powiedzieć, która z nich jest ważniejsza, ale upośledzanie jednej powoduje ubytki w drugiej. Takim okresem krytycznym są pierwsze trzy lata życia dziecka. A rozwinięte w tym czasie więzi są identyfikacją doświadczeń z opiekunem i prototypem dla późniejszych relacji z innymi osobami. Dziecko odrzucone, samotne, czy to w przytułku, czy w rodzinie nigdy nie wyrówna strat w budowaniu więzi.
Nie chcę zagłębiać się tak mocno w te problemy, nie sposób wszystkiego ogarnąć. Jeden problem dotyka drugiego, chociażby syndrom, DDA, który wcale nie musi mieć podłoża alkoholowego. Podobnie jak przywiązanie unikająco-ambiwalentne, kiedy trudne jest dla dziecka rozumienie zmienności postaw rodziców, ich niesprawiedliwość. Czy takie dziecko potrafi do końca wierzyć i nie bać się, że inni zranią jego uczucia? Rodzice często odrzucają jego miłość, kochają jak wytrzeźwieją, gdy jest alkohol nie ma dziecka i jego potrzeb. Dla takiego człowieka w przyszłości każdy konflikt wywołuje niepokój, zrywa znajomość w obawie, że sam zostanie odtrącony.
Tu nie ma więzi żadnych, fizyczne zostały zerwane a człowiek dorosły, którego osobowość została ukształtowania, ponownie popełnia te same błędy w ramach przeszłości.
Przywiązanie chciałam podejść z kilku stron. Pies przywiązany do osłony na drodze jest przenośnią przywiązania emocjonalnego. Można powiedzieć, ze pies jest uzależniony od człowieka, fizycznie i psychicznie. Uzależnieniem jest też alkoholizm. Uzależnione jest też dziecko póki nie utrwali się jego osobowość i nie usamodzielni się fizycznie. Brzmi to groteskowo, bo słowo uzależnienie kojarzy się z czymś negatywnym, przywiązanie zaś z racji pozytywnego pierwiastka emocjonalnego ma wydźwięk dodatni. U podnóża tych dwóch pojęć leży wolny wybór; alkoholizm zamyka nas w niewoli fizycznie i psychicznie, do przywiązania mamy trzeźwe nastawienie w miarę z rozwoju osobowości. A pies wcale nie może wybierać – przywiązany do budy lub zostawiony w lesie…
Pozdrówka
Magneto, chyba po prostu źle sprecyzowałam temat, powinnam go zawęzić. Zajmę się tym w następnych wpisach
.
Przywiązanie niechybnie wiąże się z przyjaźnią i miłością. Mówi się – ślepa miłość, euforia nowości, delirium hormonów. W tym przypadku odróżnienie dobra i zła jest trudne. A niby skąd mamy mieć pewność, ze tak druga osoba przeżywa podobnie, nie insynuuje? Z przyjaźnią jest trochę inaczej, myśli są racjonalniejsze, jest nastawiona na działanie i obopólne korzyści. Różnie bywa z tą wzajemnością, myślę, że zawsze ktoś dostaje więcej, a to wnika z anomalii przywiązania i ukształtowanych cech charakteru. Z końcem miłości trudniej się otrząsnąć niż z nadużytej, nieszczerej przyjaźni. Ludzie mają różne potrzebny, a ich płynność, zmienności na początku i w trakcie trwania związku powoduje, że ludzie rozstaja się, czy wyżywają się na dziecku a nawet pozbywają się zwierzęcia (może to być z czystego wygodnictwa).
Nie umiałabym wyrzucić psa, którego wychowałam i pielęgnuję go chociażby parę miesięcy. Wymówką byłaby wyższa konieczność.
I znów temat bez końca… Zaczepiłaś jeszcze ciekawszy, o którym nie pomyślałam, pisząc o ludziach cierpiących na stałą, niemal nachalną potrzebę doceniania. To jakby syndrom niskiego poczucia własnej wartości, swojego „ja”, ciągłe szukanie poparcia atrakcyjności w oczach innych. Może uda mi się kiedyś rozwinąć temat.
Pozdrawiam.
Kadarko, wspomnę króciutko, medycyna , wiedza i humanitaryzm przyczynił się do tego, ze mają szanse przeżyć wszyscy, nawet ci upośledzeni genetycznie. W hodowli są ostre rygory-raczej były-dziś ludzie kierując się “miłością” na silę robią dobrze pozwalając przeżyć każdemu stworzeniu-w naturze tego nie ma-to co słabe uszkodzone, ginie. Moim zdaniem, na podwalinach wiedzy jaka ja poznałam i tego co doświadczyłam , ani jednego ani drugiego działania nie ośmielę się nazwać ani dobrym ani złym. Na przestrzeni wielu wieków występowanie chorób ma wymiar ewolucyjny-dostosowawczy do środowiska, jak i jest reakcja na zmiany środowiskowe-wymienię tu alergię, zaburzenia immunologiczne. Eh wiem, nie na temat, ale poniżej postaram się dodać coś na temat.
Patologie pojawiają się w rodzinach, gdzie jest bieda, niedostatek, brak zaradności, brak wiedzy, brak konsekwencji. W (z) takich społeczności(ach)-rodzin(ach) wymyka się agresja, swoboda zachowań niepodlegających normom ( np przemoc, kradzieże, rozbój, prostytucja itd). Choć narkomania i alkoholizm jest patologią, to należy dodać ze za patologie uważa się także rozwód. Dwa pierwsze są wypadkową agresji, lecz skierowanej do wewnątrz-do siebie. Są reakcją obronną w momencie nieradzenia sobie w życiu , w związku z wymaganiami społeczeństwa w danym momencie obowiązującymi. Słusznie ktoś napisał, ze odpowiedzialność za to powinna być przełożona na cała społeczność nie na jednostkę.
Uzależnienie jest niczym innym, jak kodowaniem w mózgu schematów ( Iwan Pawłow-dziś wykorzystanie jego wiedzy – metoda szkolenia klikierem-tu akurat ma miejsce pozytywne wzmacnianie-nagrody) Śmiało można wspomnieć analogicznie, że karanie ludzi w przeszłości, automatycznie sprowadzało ludzi do porządku-stosowania się do norm zachowań-posłuszeństwo. Dziś już nie karaniem cielesnym, ale nieuświadomionymi technikami wychowujemy własne potomstwo-raczej one obserwując nasze zachowania uczą się świetnie grać, polecam stronkę:
http://www.sciaga.pl/tekst/24072-25-analiza_transakcyjna
Obecnie poleca się metodę wychowawczą opartą na dialogu z dzieckiem, z którego ma wynikać obopólna korzyść, współpraca, odpowiedzialność i konsekwencja. Konsekwencja ma uczyć nie kara. Dopuszcza się nagrody i pochwały. Bezwzględne posłuszeństwo oparte na strachu ogranicza rozwój człowieka, sprowadza go do mechanicznego funkcjonowania- co świetnie wykorzystują psychomanipulańci.
Gdyby zwierzęta były świadome swej siły? Ale czują pewnie inne zagrożenie, tak jak ludzie kulturalni, wychowani (wytresowani) je czują, i dostosowując się do grupy osiągają niewspółmierne korzyści w stosunku do niekorzysci „meneli”-upodlonego człowieka-stoczonego do ścieku, który chciał wybrać wolność, a wybrał nieumiejętnie i… co ale wybrał?. Czy istnieje wolność?
Pozdrawiam i sorki za chaos…ah ten czas.
Orchi, miało być króciutko, dobrze, że nie mam ograniczenia w komentarzach
.
Można ładnie pisać o wszystkim, ale gdy przychodzi do wykorzystania teorii w praktyce nie zawsze idą w parze (żeby nie powiedzieć – nie przystają do siebie). Co się poleca, a co zobaczy w szkołach, jak muszą radzić sobie nauczyciele, by nie zwariować przy 30-gu bachorach, jest nawet ciężkie do opisania. Nawet cierpliwość gdzieś się kończy i wobec własnej bezsilności, nieposłuszeństwa dziecka, rodzic w końcu sięga po karę.
Nie wierzę w bezstresowe wychowanie. Może taki rodzic nałykał się środków uspokajających, albo jest mało reaktywny. Niekiedy dialog nie pomaga, bo dzieci są sprytne, jak tyrani potrafią wyczuć słabość rodzica, prosić jak przysłowiowy piesek, by osiągnąć cel. Ważna jest tu konsekwencja, ale ilu z rodziców jest doświadczonymi pedagogami? A pewnie i psychologów trzeba by było dodać, by wychować idealne dziecko. To jest niestety nierealne.
Gdyby zwierzęta umiały i mogły wykorzystać swoją siłę inny byłby ten świat. Nie tak układny i harmonijny i one nie pracowałyby za nas, nie służyły i nie przynosiły gazet
.
Coś mi się jeszcze przypomniało … Relacje rodzic – dziecko bardzo dobrze oddają przekazy człowiek-zwierzę. Ta relacja wykazuje podobną nieregularność w różnicach procesów myślowych i umiejętności językowych. Widać to przede wszystkim u małych dzieci, które od początku są wychowywanie np. z psami.
Rozrasta się, a gdy jest już piękny i okręgły, pęka, jak bańka… Czas na coś innego