Manko

On
Mieszkaliśmy z żoną w wieżowcu, w dużym mieście. Gdy urodziło się dziecko, wziąłem kredyt i kupiliśmy domek na obrzeżach miasta. Był dla nas o wiele za duży, ale świetne nadawał dla gości, których mieliśmy przyjmować, gdy awansuję. Nie stać nas było na niego. Przez wiele lat ściany i podłogi były gołe, a meble darowane przez rodzinę. To nam nie przeszkadzało, wiedzieliśmy, że sytuacja się zmieni. Uradziło nam się troje dzieci, byliśmy ciągle zmęczeni, marzeniem stało się przespanie spokojnie chociażby jednej nocy. Przez pięć lat… W tym czasie znalazłem lepszą pracę w dużej firmie reklamowej. Przynosiłem papiery do domu, harowałem nocami i w niedziele. Było ciężko…
Całkiem nieźle nam się żyło. Przed lata jedynym szaleństwem, na jakie nas było stać to butelka taniego wina i jednogarnkowe dania przed telewizorem. Ale potrafiliśmy się śmiać do łez, żartować z płytek, które odpadały, gdy ktoś za gwałtownie odsunął krzesło, i marzyć patrząc na bajzel za oknem. Jednocześnie, gdy przypomnę sobie te nieprzespane noce, kiedy leżałem nasłuchując powoli zapadającej dziecięcej ciszy, myślałem ze strachem, co się dzieje w biurze… Kto próbuje, pod kogo się podkopać i jak przechytrzyć konkurencję. Nie chciałbym wracać do tamtych czasów, a jednak coś w nich zostało, coś zgubiłem. Wtedy dwukrotnie awansowałem. To była zmiana! Zaczęliśmy kupować meble, cichy, urządzać dom… Kiedy podniecenie opadło okazało się, że czegoś brakuje. Nie musiałem już tyle pracować, wieczory miałem wolne. Mogliśmy wyjeżdżać na wakacje i na weekendy z dziećmi, zapraszać przełożonych do domu, który głównie temu miał służyć. Bardzo szybko zacząłem się nudzić. Żona działała mi na nerwy, potrafiła rozmawiać wyłącznie o dzieciach. Nie z taką kobietą się żeniłem. Nie umiała odpowiednio się ubrać, jej światopogląd był makabrycznie ograniczony, z jej dawnej zalotności pozostał jedynie popiół… Poznałem Izę na jednym ze służbowych spotkań. Była przeciwieństwem mojej żony. Lepiej ubrana, potrafiła rozmawiać na różne tematy, robiła karierę za granicą. Miała w oczach ten kokieteryjny błysk… Nasza znajomość trwałą jakiś czas. Dowiedziała się o Izie i zażądała rozwodu. Dostała go.

Ona
On uważał, że kobieta powinna być matką i gospodynią. Na początku tak było. Kupiliśmy dom, nieco przyduży na nasze potrzeby. Zadłużyliśmy się. Potem posypały się oficjalne obiady, kolacje z ludźmi z jego pracy. Byłam wściekła i skrępowana. Żony przełożonych męża rozmawiały wyłącznie o ciuchach, fryzjerach, grze w tenisa, plotkowały… Ja miałam wciąż tę samą spódnicę zamiennie z czarnymi spodami i bluzką wyszperaną z ciuchlandu. Wytrzymałam. On dostał wymarzony awans. Miał zacząć się cudowny czas oddechu od codziennego być albo nie być. Mogłam w końcu wysłać dzieci na wymarzone ferie, wychodzić co tydzień do fryzjera, mieć samochód. I ten wyśniony czas z marzeń okazał się jałowy. On pozrywał stare przyjaźnie, nowi znajomi byli wysoko sytuowanymi ludźmi, z którymi nic mnie nie łączyło. Często stałam w salonie jedynie, jako aranżacja jego wnętrza, czując coraz wyraźniej pustkę.
Czego można oczekiwać od kobiety, która zabsorbowana od rana domem i dziećmi, męża widzi dopiero późno w nocy? Wszechstronnego kunsztu?
Przeczuwałam, że to jego przyjaciel ich ze sobą poznał. Ja już swoje zrobiłam, zajmowałam się domem i dziećmi, rezygnowałam z wielu rzeczy. Wierzyłam w niego, myślałam, że razem do czegoś dojdziemy, odetchniemy. Ale on chciał oddychać z kimś innym. Długo się zastanawiam i postanowiłam odejść. A on wcale nie był zbytnio zmartwiony.

Żadnemu z nas nie przyszło do głowy, że idziemy dwiema różnymi drogami.

Kategoria: Donkiszoteria  Tagi:
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
12 Komentarzy
  1. Ryszard Sylwester says:

    wpadlem przelotnie ————-
    Krazysz wsrod zagubionych ———
    Magia milosci Tobie potrzebna ———–
    pozdrawiam jak to mile

  2. kris.mm says:

    taki smutny koniec szczęścia. A ile tego w przyrodzie? Strasznie dużo. I egoizmu dużo. Szkoda. :(

  3. Kadarka says:

    Ryszardzie, korzystając z Twojej obecności tu napomknę, że nie jest ze mną tak źle. Można cieszyć się też z innych walorów natury niż miłość ;) .
    Pozdrawiam.

    Kris, nic w przyrodzie nie ginie. Poszli różnymi drogami, widocznie nie pisane było im wspólne przyszłe szczęście. A kto nie jest egoistą…

  4. Kasia says:

    On winien.Ona winna.Oni winni.Czas winien. Ten nieprzegadany, ten odsunięty na bezpieczną odległość, na potem. A potem zabrakło czasu. I ochoty. Oszukani patrzą na siebie oczami swoich dzieci…

  5. Kadarka says:

    To chyba u nas tradycja mieszkać pod jednym dachem i żyć o lata świetlne od siebie. W czasie trwania związku zmieniają się priorytety, dzieci rozrzucają życie do góry nogami.
    Poklepywany po ramieniu czas, że wszystko będzie dobrze w przyszłości, uniemożliwia rozmowę o codzienności.

  6. Kasia says:

    Jak złota myśl, Kadarko…/ta o poklepywaniu czasu/:)

  7. Kadarka says:

    Jakoś mi się niecelowo zrymowało…

  8. cornelli says:

    Scenariusz jakich wiele. Kalkomania życia bywa straszna.

  9. Orchide@ says:

    A gdyby sukces nie przyszedł?
    Przyjaciól poznaje sie w biedzie, powiadają. Szarośc zycia nie przysłania rzeczywistości. To błyszczydełka, reklama, etykietki, tytuły przed nazwiskiem, zakładają okulary z krzywym zwierciadłem. Nie ma w życiu ważniejszej rzeczy, jak wychowywanie dzieci i rodzina. Nikt o tym sie nie dowie, jesli przed czasem ją rozwalił. Nim zbierze się owoc jej trwania, to jej korzeń bywa gorzki, rodzina to świętośc.
    Ale jak widać i pokazuje to życie, do tego ‘rzemiosła’ nalezy sie doskonale przygotować, by zdać egzamin, tzn trzeba mieć doskonałego nauczyciela-czy jedno ‘życie’ wystarczy?

    Piękny wymowny obrazek. Mozna go tłumaczyc na wiele sposobów.
    Pozdrawiam, (buzi buzi)

  10. Kadarka says:

    Cornelli, wszystko to powtarza się do znudzenia a my i tak nie nauczymy się przewidywać. Z doświadczeń chociażby.

    Orchi
    Małżeństwo niekoniecznie idzie ręka w rękę z przyjaźnią. Często jest to kontrakt między dwójką przyjaciół, których drogi rozmijają się wraz z czasem i rozwojem potrzeb.
    Nie sądzę, żeby udało się kogokolwiek przygotować do wspólnego życia z obcym człowiekiem. Nauczyć mogą tylko własne błędy, bo tropem dziecka idziemy przez ten cały świat ;)

    :*

  11. Orchide@ says:

    Małżeństwo to kontrakt zawarty w imię dobra dzieci, trzymajacy słabości ludzkie na wodzy. A miłośc…? No cóż jest nieskonczona, jak nieskonczona jest w stosunku do dzieci bez wzgledu na ich ilość posiadania. Myślę, że do powstania instytucji małżeństwa przyczyniły się dwie rzeczy, zmuszenie do odpowiedzialności rodziców, by wychowali dzieci i zabezpieczyli im egzystencję oraz zapewnienie prawne jakiegos dobra obojga małżonków. Gdyby istniała prawdziwa miłość w wydaniu kazdej pary nie potrzebne byłyby śluby. Dziś jest prawo alimentacyjne, więc miłość ma inne szanse emanowania i rozwoju.
    Każda miłość jest inną opowieścią. Dla jednego będzie nią odbieranie chwały, dla drugiego służba ukochanemu, zalezy kto jakiego miał mistrza.

    Miłością chyba też jest akceptowanie potrzeb partnera? Miłość nie zazdrosci…Żadanie i zmuszanie kogoś do określonego zachowania jest iście egoizmem i zacofaniem. Miłością jest też cierpliwość. A po burzy pojawia się przeważnie piękne słońce. Żadna nowa miłość nie zastąpi pierwszych uniesień, pierwszej wiary, pierwszych pragnień. Co najwyżej będzie wyrafinowaną grą o względy dla samego siebie i ich egzekwowaniem-egoizmem. Warto pielęgnować miłość i budować wciąż na nowo. Ta praca bywa mozolną, trudną, wymaga też inteligencji-ale warto “być na dobre i na złe” …to procentuje w dwojnasób.
    :*

  12. Kadarka says:

    Dopada mnie czasem myśl, że miłość do tylko instytucja emocjonalna stworzona dla potrzeb socjalizacji jednostek ludzkich. W pełni kontrolowana przez organ wykonawczy. Którą wybiorę pigułkę – czerwoną czy niebieską, to najprawdopodobniej jedyny wybór, którego mogę dokonać. reszta jest tylko cynizmem.

Komentarz

XHTML: Możesz skorzystać z tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: