Archiwum z: » 01/11/2008«

Przesąd

Widzisz tę kobietę? Zawsze przychodzi elegancko ubrana, jakby na ważne spotkania, umowę, którą trzeba zawrzeć… albo na romantyczną schadzkę. Tajnie porusza ciałem, wabiąc gestami tego, który odszedł. Dawno, zbyt dawno, a ona nie może porzucić pięknych kapeluszy, czarnych pończoch, skórzanych rękawiczek… Przyciąga spojrzenie żyjących, nie śniących, zakłócając spokój poszeptem liści pod stopami. Wabi, czerpiąc siłę do życia z wizyt na cmentarzu.

Wiesz co o niej mówią? Sama sprowadziła na swoje życie nieszczęścia. Matka, ojciec, potem mąż. I dziecko, którego grobu nie ma… Opowiadają, jak całe dzieciństwo błądziła wśród cmentarnych krzyży przekreślonych na ukos u dołu. Jako młoda dziewczyna przywoływała pamięć minionych lat, tych, co odeszli, poruszając najgłębsze pokłady tożsamości. I teraz, kiedy stawia sobie fundamentalne pytania: dokąd zmierzam? Kim my wszyscy jesteśmy?

Odpowiada tylko wiatr miedzy starymi drzewami, kołujący kolorowe liście w przejmującym chichocie ciszy. Unosi szary pył i sypie w oczy.

Ma rację… To my.

Ona milczy bardziej niż wiatr. Zostawiła w przeszłości swoja duszę towarzystwa, zaniedbane talenty – piękny głos i liryczne obrazy. I dar mówienia z głębi serca. Wyjątkowy prezent dla ludzi, by się zachwycali, rozumieli i przyswajali z tego mądrość.

I siedzi tu dziś, na wąskiej ławeczce między pomnikami. Dla widzialnego świata odkupiła cześć świeżym lastryko z odciśniętą gałązką palemki i napisem: „Pamięć jest wieczną miłością”. Całym tym obrzędem, bez którego skazana byłaby na potępienie w oczach tradycjonalistów. Kwiaty, żałobny kir, hojne datki dla kościelnego… A co na to Bóg? Jak długo każe jej nosić żałobę?

To nieprawda, że groby potrafią wyłącznie milczeć. Dopóki mają inskrypcję, chociażby jedną literę, przemawiają swoim językiem. One rozgrzeszają grzeszników w drżącym płomieniu świec – żałobę nosi się w sercu.

Bywają na cmentarzach takie dni, kiedy zaniechane i wyparte sceny, które utraciły swoją siłę, w jednej chwili biorą we władanie teraźniejszość. Ze śmiechem, pięknem sztuki, trofeami techniki, barwami świata, zawsze wygrywa znak bezimiennego krzyża. I zbiera się na burzę, wiatr dmie bardzo silnie.
Ciężka brama zaczyna się poruszać z niespotykaną lekkością. W prawo i w lewo, odsłaniając raz skrzydło z Alfą, raz z Omegą. Naprzemiennie, przeraźliwie skrzypiący pył z polnej drogi.

Słyszysz niewyraźnie sylaby?
Bóg nie rozdaje prezentów po to, by je niweczyć.

Ona biegnie do bramy, jakby chciała dogonić śmierć, by odebrać jej męża.
Dziś jest jej dzień. I dzień duszy jej męża.
On dał je wybór. Alfa czy Omega?