
Widzisz tę kobietę? Zawsze przychodzi elegancko ubrana, jakby na ważne spotkania, umowę, którą trzeba zawrzeć… albo na romantyczną schadzkę. Tajnie porusza ciałem, wabiąc gestami tego, który odszedł. Dawno, zbyt dawno, a ona nie może porzucić pięknych kapeluszy, czarnych pończoch, skórzanych rękawiczek… Przyciąga spojrzenie żyjących, nie śniących, zakłócając spokój poszeptem liści pod stopami. Wabi, czerpiąc siłę do życia z wizyt na cmentarzu.
Wiesz co o niej mówią? Sama sprowadziła na swoje życie nieszczęścia. Matka, ojciec, potem mąż. I dziecko, którego grobu nie ma… Opowiadają, jak całe dzieciństwo błądziła wśród cmentarnych krzyży przekreślonych na ukos u dołu. Jako młoda dziewczyna przywoływała pamięć minionych lat, tych, co odeszli, poruszając najgłębsze pokłady tożsamości. I teraz, kiedy stawia sobie fundamentalne pytania: dokąd zmierzam? Kim my wszyscy jesteśmy?
Odpowiada tylko wiatr miedzy starymi drzewami, kołujący kolorowe liście w przejmującym chichocie ciszy. Unosi szary pył i sypie w oczy.
Ma rację… To my.
Ona milczy bardziej niż wiatr. Zostawiła w przeszłości swoja duszę towarzystwa, zaniedbane talenty – piękny głos i liryczne obrazy. I dar mówienia z głębi serca. Wyjątkowy prezent dla ludzi, by się zachwycali, rozumieli i przyswajali z tego mądrość.
I siedzi tu dziś, na wąskiej ławeczce między pomnikami. Dla widzialnego świata odkupiła cześć świeżym lastryko z odciśniętą gałązką palemki i napisem: „Pamięć jest wieczną miłością”. Całym tym obrzędem, bez którego skazana byłaby na potępienie w oczach tradycjonalistów. Kwiaty, żałobny kir, hojne datki dla kościelnego… A co na to Bóg? Jak długo każe jej nosić żałobę?
To nieprawda, że groby potrafią wyłącznie milczeć. Dopóki mają inskrypcję, chociażby jedną literę, przemawiają swoim językiem. One rozgrzeszają grzeszników w drżącym płomieniu świec – żałobę nosi się w sercu.
Bywają na cmentarzach takie dni, kiedy zaniechane i wyparte sceny, które utraciły swoją siłę, w jednej chwili biorą we władanie teraźniejszość. Ze śmiechem, pięknem sztuki, trofeami techniki, barwami świata, zawsze wygrywa znak bezimiennego krzyża. I zbiera się na burzę, wiatr dmie bardzo silnie.
Ciężka brama zaczyna się poruszać z niespotykaną lekkością. W prawo i w lewo, odsłaniając raz skrzydło z Alfą, raz z Omegą. Naprzemiennie, przeraźliwie skrzypiący pył z polnej drogi.
Słyszysz niewyraźnie sylaby?
Bóg nie rozdaje prezentów po to, by je niweczyć.
Ona biegnie do bramy, jakby chciała dogonić śmierć, by odebrać jej męża.
Dziś jest jej dzień. I dzień duszy jej męża.
On dał je wybór. Alfa czy Omega?


Zapisali…