
Dzieci zawsze są radosne. Potrafią cieszyć się z błahostek, z kukurydzanej laleczki, czy krzywego patyka nadającego się na łuk. Czemu uśmiechają się te, które chodzą boso, mieszkają na ulicy, nie mając dosłownie nic, często nawet rodziców? To, że na twarzach dorosłych nie widać uśmiechu, jest zrozumiałe, zważywszy jakie wiodą życie. Ale dlaczego dzieci wyglądają na szczęśliwe? Może nie zadają sobie jeszcze sprawy z własnej sytuacji i nie mają jej z czym porównać? Zapewne smutne dzieci szybko umierają, wiec ich nie widać. Przeżywają tylko wesołe.
To było w kraju, gdzie samochód przedstawiał ogromna wartość. Dzieci podbiegały do szyb i z szerokim uśmiechem nadstawiały chude rączki. Nie daj Boże jak zorientowały się, że samochodem jedzie ktoś nowy. Ugrzęźniecie w korku, chwilowo dawało złudzenie wielości ryczących wraków, ale to nie ich ilość, lecz znikoma ilość dróg koncentrowały ludzi w tym miejscu. Spoza ruder połatanych dyktą, blachą falistą, przysłoniętych dachów liśćmi palmy wyłaniały się wille – niewątpliwe piękne, teraz w ruinie. Tam też koncentrował się handel, ludzie oblepiali uliczki i sprzedawali różności. Takie, które my z sentymentu wrzucamy na strych zamiast do śmieci.
Gdzieś z boku klęczała kobieta. Całkowicie ukryta pod czarnym materiałem. Tylko luźniejszy splot włókien na oddech i delikatne wybrzuszenie pozwalało domyśleć się, gdzie jest jej twarz. Sprzedawała chusteczki higieniczne. Od czasu do czasu kołysała rocznego synka. Obok niej biegła mała dziewczynka proponując, niemal wciskając, przechodniom towar. Komu były potrzebne chusteczki? Czy ktoś w wysokiej temperaturze cierpiał na katar? Do otarcia czoła i twarzy służyły poły długich rękawów.
Dziecko zaczęło głośni płakać i nie udało się matce dłużej powstrzymywać ani jego krzyków, ani swobody. Musiała odejść, upał był nie do zniesienia. Mała dziewczynka z ostatnim krzykiem przyzywającym matki sprzedała paczuszkę chusteczek. Instynktownie wiedziała, że dla uśmiechniętego dziecka ludzie są milsi.

Komentarzy: 11 do wpisu "Urywki"
Dzieci, podobnie jak dorośli, bywają smutne i radosne.
Jeśli uśmiechają się więcej jak dorośli, to dlatego, że więcej jest w nich ufności do świata.
Jeszcze nie wiedzą, jaki świat może być obojętny wobec ich nieszczęść.
Z chwilą, kiedy sobie to uświadomią, stają się dorosłymi.
Często nadchodzi to bardzo wcześnie, zwłaszcza tam, gdzie jest nędza, brutalna walka o byt.
Uśmiech dziecka jest jednym z najpiękniejszych zjawisk na tej ziemi.
Płacz zaś rozmywa się w ogólnej melancholii świata.
Masz oko.
Można powiedzić, ze w tych krajach tego pełno. Ale masz jeszcze coś. Zmieniasz perspektywę patrzenia takich typków jak ja. Zawsze widziałem to standartowo, jak jakąś uciążliwość, lokalny koloryt.
Jeżeli jeszcze kiedys tam będę spróbuję tak spojrzeć jak Ty.
)
A potem każde dziecko dorasta i uczy się, że radością można manipulować.. że o wyłudzaniu od kogoś sympatii nie wspomnę..
Logosie
Wiec płakać czy rozmyć nieszczęścia w uśmiechu? Zawsze podziwiałam ludzi, którzy mając cale stado nieszczęść potrafią nie mówić, nie gderać i ufnie patrzeć w przyszłość. Dziecko nie dokonuje porównań, nie ma świadomości szerszego poznania świata i może dlatego tak wiele ludzi ucieka do dzieciństwa? Wiec szczęściem bywa też niewiedza, nie zamartwianie się na zapas, nieświadomość następstw losu. Nie mówię tu o totalnym braku myślenia abstrakcyjnego, ale o ograniczeniu wiedzy na określone tematy. Czy nie bylibyśmy bardziej uśmiechnięci?
Kris, jestem zbyt wolna, by w takich sytuacjach pstryknąć fotkę. Normalnie przebrzydle się zagapuję i przez głowę przelatuje mi setki poklatkowych mignięć. Marny ze mnie fotograf, próbuję nadrobić słowem
. Z kolorytem wiąże się straszna dysharmonia, mój punkt widzenia zawsze będzie wychodził z kultury, w jakiej wyrosłam. Jadąc za morza i góry trzeba wsiąść dwie poprawki na tolerancję i jedną na cierpliwość
Flanelciu, prawa rynku
. Brutalne prawo podaży i popytu, zysków i strat, co jest dobre a co lepsze. Czy to na rynku staroci czy w sferze uczuć.
Na dziecko ludzie inaczej reagują. Wczoraj oglądałam program o dziecio-podobnych lalkach. Jedna kobieta argumentowała posiadanie takiej i chodzenie z wózkiem po mieście tym, że wtedy staje się zauważalna w tłumie. Jak widać siła dzieci ma wielką moc, nawet tych “sztucznych”.
Lgniemy do uśmiechów. lgniemy do głasków. To normalne i takie ludzkie. Z drugiej strony tragedie, smutki, przyciągają nasz wzrok, gdy dzieją się obok. Musze się do czegoś przyznać: mimo, że już 4 lata pracuję z dzieciakami, które przyciągają wzrok, niejednokrotnie swą innością, patrzę na nich, podglądam – nie umiem się tego wyzbyć. Nie lubię siebie za to, choć jest we mnie duża doza sympatii i zrozumienia dla nich. Czasem oni wykorzystują tę moja sympatię – oni o tym wiedzą i ja o tym wiem. I zawsze mnie bardziej ciągnie do tych uśmiechniętych, chociaż paradoksalnie więcej uwagi poświęcam tym z minorowymi minami. Jutro znów tam pójdę.I znów będę patrzeć jak wielu z nich się złości, by po chwili uśmiechnąć się od ucha do ucha i powiedzieć, może odrobinę za głośno: wreszcie kumam. Wtedy i ja bardziej zaczynam “kumać” ten ich świat. Z każdym dniem coraz bardziej i uśmiecham się. Dobrze mi:)
Paulo, to instynktowne, bo dziecko z założenia jest bezradne i częściej mu się ulga. A u tej pani ze zdwojoną siła działał instynkt macierzyński, no chyba, że liczyła tylko na osobiste profity
.
Kasiu, zdaje mi się, że do uleganie dzieciom wynika przede wszystkim z płci. Dlatego to kobiety najczęściej zostają nauczycielkami, bo pomimo wiedzy jaką mają przekazać, maja w sobie owo ciepło, taką matczyną dłoń. I tak powinno być, szkoła to następny krok w dorosłość, im dalej, tym poważniej. Nie żałowałabym dzieciakom żadnego głasku, wiedząc co czeka ich w samodzielnym życiu.
No właśnie dzieci nie mają świadomości, czy dorośli przestali zdawać sobie sprawę z tego, co jest naprawdę ważne?
Obawiam się, że i większość dorosłych też nie ma świadomości, w przeciwnym wypadku nie byłoby nieporozumień w rodzinach, niedostatku i niesprawiedliwosci w społeczeństwach, tabu, zabobonów, niezdrowej rywalizacji, fałszerstwa, obłudy i korupcji. Obserwujac obecne działania, choćby szkolnictwo, łudzę się, że zmiany nastąpią. Bardzo dużo zależy od nauczycieli, pedagogów, i no właśnie, i od ich poziomu świadomosci. Jestem pełna podziwu dla ich pracy, i wdzięczności. Zastanawiam się co by było, gdyby wszyscy byli jednakowi, silni, zdolni, mądrzy, sprytni. Byłaby sprawiedliwość, dobro? Wielu duchowych przywódców mawia, ze wystarczy wiara i afirmacja, no i inni mówia, ze…piekny strój, aktorski popis słowami i masz uznanie, pracę, szacunek-status społeczny wynoszący ponad tę matkę i tego dziecka. Obecnie wiadomo, że tam gdzie jest wielodzietna rodzina i braki w wykształceniu tam jest ubóstwo, prostota i być moze radość z małych rzeczy. Dokąd zaprowadzi ludzi swiat pełen dobrodziejstw, bogactwa, rozbitych rodzin, gdzie rozkapryszone dzieci nieobecnych rodziców w domu sięgaja po narkotyki i dopuszczają się rozbojów dla rozrywki, z powodu nudy? Nie muszą one trudzic się o cokolwiek, martwic się, rozumiec czegokolwiek, mają wszystko w zasięgu ręki. Zyją w pewnej iluzji, ze tak moze być i zawsze być musi. Co jeśli rzeczywistość nagle się zmienia? Żadna rzecz i żadne materialne dobro nie jest w stanie zastapić miłości i ciepła ludzkiego serca. Jednak brak podstawowych potrzeb niszczy psychikę młodego czlowieka, gdyż niepokój rodziców, ich patologiczne życie rujnuje naturalne mechanizmy kształtujace jej harmonię. Własnie dowiedziałąm sie ze dziewczyna z gimnazjum, majaca 15 lat pocięła sie podczas pobytu w szkole, obecnie znajduje się na oddziale szpitalnym. Jest uzależniona od narkotyków. Ciekawią mnie staystyki o narkomanach, z jakich środowisk pochodzą w przeważającej części? Skąd ona ma na “towar” pieniadze? Nie wiem!
Orchideo, pieniądze zapewne mają z kieszonkowego.
Kadarko, widzisz, to nie chodzi o uleganie.W przypadku dzieciaków niepełnosprawnych intelektualnie, wolę ustąpić w sprawach małych, by dać im szansę poczuć bycia ważnym i współdecydującym – oni w przeciwieństwie do dzieciaków w normie tam mało mają okazji by poczuć się panem swego losu, bo albo są traktowani jak wieczne dzieci, albo zostawieni sami sobie nie radzą sobie zwyczajnie z tym światem, w którym inność spychana jest na margines. Szczególnie widać to w przypadku osób niepełnosprawnych intelektualnie, łatkę “wariata” czy “głupka” mają przypiętą na całe życie.
Ściskam sobotnio, popracowo;)
Magneto, w tej bieganinie dorośli się trochę zapomnieli, a rodzice walczą o przetrwanie na pięści. Dzieci szybko tam dorośleją przejmując „interes” po rodzicielach. Można by długo nudzić, bo to sprawa mentalności, odmiennej kultury i potrzeb danego krajów.
Obstawałabym za tym, że dzieci mają pieniądze z bardziej ekscentrycznych źródeł. Wystarczy spojrzeć w TV, jak łatwo zarobić mając młode ciało.
Orchi, teraz nauczyciele mają zbyt wiązane ręce, operują nowoczesnymi metodami nauczenia, które zakładają pełną kreatywność dziecka. O ile w młodszych klasach to się sprawdza, to w starszych robi się zgrzyt, w gimnazjum cześć dzieci wypada z ciągu logicznego. Np. historia, to ciąg konsekwencji, przyczyna i skutek, logiczna układanka. Ja pamiętam moją nauczycielkę, która opowiadała różne ciekawostki, łączyła fakty i wykazywała związki między tym, co działo się wcześniej, a tym, co później. Była szansa, że komu coś w głowie zostało, zupełnie mimochodem, bo akurat nie miał smykałki do historii. Teraz nauczyciel nie może wyłożyć kawy na ławę, każde dzieciom samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski. A jakie wnioski wyciąga dziecko mając 15 lat? Powierzchowne i zabawne, oparte na przyjemnościach zaczerpniętych, np. z TV. W żółwim tempie ciąganej się lekcja, nudno, bo młodemu się nie chce myśleć, a co sięgnąć do jakiś pozalekcyjnych ciekawostek.
Kto by nie chciał żeby na świecie nie było obłudy, korupcji, tabu, etc. Możemy sobie dyskutować do woli i tak jesteśmy bezsilni, a natura człowieka przewrotna. Nie wiadomo wszakże, co komu „odbije”, gdy dojdzie do władzy, wygra w totka, czy chociażby zostanie wyróżnienie w szkole. Może zachłysnąć się szaleństwem.
Kasiu
Może to uleganie zabrzmiało, jak darowanie wszelkich win, a chodziło mi o serdeczność, beznerwowość, ludzkość. Często ludzie nie wiedzą, jak zachować się w stosunku do dziecka niepełnosprawnego. Nie jest ono przewidywalne. Strach wyzwala w ludziach różne reakcje i najlepiej przypiąć łątkę niż zwyczajnie zapytać – jak mija dzień. Trudne to.