
Straciłam pracę, to chyba było miesiąc temu. Nie pamiętam dokładnie, spiłam się Porto, potem leżałam nieprzytomna, by w końcu dogorywać na ogromnym kacu.
Kiedy już mogłam stanąć na własnych nogach, aczkolwiek z pustą kiesą, błądziłam po pustych robotniczych ulicach Przytłaczała mnie wizja bezrobocia, ale nie biedy, a braku zawieszenia, przeciekającego bezproduktywnie czasu.
Z poprzedniej roboty sama odeszłam, z tej wyleciałam z hukiem. Męczył mnie dyshonor. Bo tak naprawdę nie znałam przyczyny obicia o krawężnik, smakowania śmietnika ludzkich odpadów. Strawiła mnie prawda – im człowiek bardziej się stara, tym gorzej wychodzi. Na państwowym wikcie byłam kimś, chciałam jednak sięgnąć wyżej, rwąc prywatę. Rozbiłam się, przerosła mnie ambicja.
Zawsze sama wyciągałam się z rynsztoka, nawet po takim pijaństwie jak to. Pierwsze dni były koszmarne. Pukanie od drzwi do drzwi, za chlebem, za wypełnieniem pustego worka namiastką potrzeby. Odsyłali mnie, oświadczając, że mam za wysokie kwalifikacje. Nie pomagały sfałszowane curriculum, zaniżanie szkół, wycieranie akapitów, aż do jedynej linijki pod doświadczeniem. Gotowa byłam nawet wrócić na polernię, szorować papierem formy do butelek. Tam też dostałam wilczy bilet, bo niby zaczęłam filozofować do pana przodownika pracy. Ze swojego świadectwa znów wykreśliłam słowo: płynność. Bezpłynność była w modzie? Muszę dostosować się do potrzeb rynku.
Moja długa tułaczka po tym dużym mieście rozciągnęła się w czasie. Zawiesiłam broń, przestałam walczyć. Położyłam się na łóżku z tym samym kieliszkiem i nie robiłam nic. Ktoś pomyśli – totalny marazm, zwątpienie, nic podobnego!
Niewątpliwie nagrody dają satysfakcję, ale jeśli ograniczę się tylko do nich, nie starczą na długo. Uzależniłam się od cudzych ocen, stając się niewolnikiem. Czy to była przyjemność, czy tylko presja otoczenia? Zgonie z prawem efektu wycofałam się.
Wszystko zaczyna się w głowie. Tam na pułkach układane przedmioty, niektóre zamknięte, zapomniane, albo otwarte, sączące się starocie, gderliwe kopce kurhanów.
Tak naprawdę nie ma nudnych rzeczy, nie ma problemów nie do zrozumienia, są blokady, które wytworzyłam sobie sama. Zrobiłam rekonesans, wyszukałam z zatęchłej przeszłości jeszcze żywą wiarę i młode myśli. Śmierdzące paskudztwo przeleciało przez katalizator podświadomości, oczyściłam drogi oddechowe i jelita z zeschłej farby, by nadać nowemu tynkowi niebieski odcień świeżości. W generalnej przebudowie przyświecałam sobie jedyną myślą – bezrobotnym nie można być!
Traci się czas przeznaczony tylko dla siebie. Co mi po podziwianiu obłoczków na niebie, czy z urosną mi skrzydła, spłynie myśl twórcza, albo poznam człowieka podobnego do siebie?
Jedyną rzeczą, na jaką było mnie stać po remoncie to własny interes. Egoistyczny pastisz, własny, jak i rachunek osobisty. Tak by być fair wobec własnych myśli i szczerze zapomnianego „ja”. Znalazłam w końcu pracę, która zasługuje na mnie, a ja na nią.


http://czarrrna.blox.pl/resource/bubbles20final.jpg
Kadarko,
to jest prawda, czy tylko jakaś literatura?
Bardzo ciekawa samo-analiza i katharsis, ale bez ulokowania tej opowieści we framudze czasu trudno się zorientować biednemu czytelnikowi czy to dzisiejsze rewelacje czy sprzed roku. Ale szczerość godna podziwu. A zmiany często bywają bolesne w początkach, ale ich sukces ukazuje się dopiero po pewnym czasie. Good luck!
Orchi, piękne bańki. Szybko pękają, jak wiara, np. w siebie…
Logosie
Prawda, przestawiłam jedynie fakty, pomieszałam rzeczywistości i oblałam lekko metaforą.
Stefano, uciekłam od formy pamiętnika, bo stałoby się to nudne i męczące, przede wszystkim dla czytających (jeśliby się takowi znaleźli). Moja szczerość stanęłaby przeciwko mnie. Ten wpis jest zbieraniną doświadczeń, którego finał niedawno miałam zaszczyt zaznać. Wyszło nieco tragicznie, coś mnie do tragizmu zawsze nakłania
Niezależność jest, jak wolność w ryzach natury. Z mojego punktu widzenia nie ma życia bez walki. Gdy braknie przeciwnika do walki następuje autoagresja. Bezrobocie wiedzie ku samozniszczeniu. Nie wszystkie ptaszęta potrafią jednak latać. Nie każdy balon radośnie wypuszczony w powietrze przetrzyma swój lot. Marzenia czasem znikają, jak bańki mydlane, jeśli człowieka nie nauczono wiary w siebie lub ją jemu zabrano…
Dokładnie, jeśli człowiek raz zasmakuje namiastki zwycięstwa zaczyna walczyć o więcej. Walka o pierwszy oddech, poczcie bezpieczeństwa, o pracę, która konieczna do przeżycia nie tylko daje materialny zarobek . Czasem wystarczy wolontariat by czuć się spełnionym.
Najgorsza jest obojętność, wykonywanie swojej pracy z obowiązku, bez polotu. Wkrada się wówczas nuda, a człowiek zaraza swym nudnym życiem innych.
Orchi, pobłądzić trzeba, by znaleźć odpowiednią pracę. A to dopiero początek drogi przez bezrobocie…
kadarka. tyle Ci mam do powiedzenia, że nic nie powiem. Za dużo. Duże miasto? Powiesz kiedyś jakie? Czy mam szukać w Twoich notkach? I tak poszukam. Może trochę później. Bo od jakiegoś czasu – a pracę już odpuściłem, więc nie ganiam i mam luksus mówienia tym, którzy ewentualnie chcieliby mnie zatrudnić: mam was panowie/panie w dupie – intrygują mnie Twoje notki i komentarze. Więc pewnie się domyślę. Powiedziałem NIC? Już się zamykam.
K.
A jednak coś rzekłeś. Przebrnięcie przez moje notki nic nie da, miasto masz na wyciągnięcie klawiszy. Pracę widać powyżej.
Tylko nie milcz!
wyciągam. Ale miasta nie widzę. Chyba czegoś nie kumam. Nic to.
Zamknij oczy, to raczaj o czucie chodzi nie o widzenie. Racjonalizm w sieci niekiedy przeszkadza
- Masz ladnie aleka Ksia jest faworytka moja ma slicznie najsliczniej w calym inter
Pozdrawiam
Twój wybór, Ryszardzie, do którego też się dopisuję
. Dzięki za odwiedziny.
Ryszard, tak zaczepia.To znany bałamutnik, Kadarko;)