
Był sobie człowiek, żył nad wielką wodą. Sam od świtu do zmierzchu, jedynie w nocy odwiedzały go duchy, jedyni jego towarzysze. W ciągu dnia łowił ryby, wędził je, suszył; zbierał owoce, nauczył się uprawiać warzywa na maleńkim pasku żyznej ziemi. Jego szałas był ostoją bezpieczeństwa. Nie brakował mu niczego, a jednak…
Gdy tylko otwierał oczy marzył o zmroku, kiedy będzie mógł porozmawiać z niewidzialnymi postaciami i kiedy one będą go uczyły innego świata. Dzień zaczynał od spaceru brzegiem plaży, wpatrując się intensywnie w widnokrąg rafy. Szukał niewidzialnego. Było tak pięknie, lecz nie cieszyło go to. Cele, do jakich dążył osiągnął, nie potrafił wyrazić, czego mu brak, co uczyni go jeszcze szczęśliwszym.
Samotność dokuczała mu tak bardzo, że zaczął uczyć się różnych rzeczy, które nie były mu potrzebne do przeżycia. Z lip ciosał rzeźby, z dębów budował tratwy, stworzenia wodne i rośliny lądowe posłużyły mu do mieszania farb i klejów. Klecił blejtramy i obciągał błoną wielorybią. Plaża zmieniła kolory wraz rozwijającym się talentem człowieka…
W nocy człowiek poznawał tajemnice duchów, ich rytuały i muzykę, alegorie i poezję . Wtedy świat wydawał mu się lepszy, wart jego wysiłków. W ciemności, gdy był tylko ze swoimi myślami i duchami. Nie mógł ich dotknąć, przepływały mu przed palce. Czy były prawdziwe?
Pewnego dnia wypłynął na tratwie nieco dalej. Kiedy zabrakło mu wody wpadł w panikę. Suchość ciała trawiła go tak bardzo, że tracił zdolność racjonalnego myślenia. I w tym momencie zobaczył łódkę. Inną niż jego tratwa, zbitą z innego drewna, z innym ładunkiem. Resztką sił podpłynął do znaleziska – w łódce spał człowiek. Taki sam jak on.
Nieznajomy oddał mu ostatnie krople wody. Złączyli łódki i zasnęli wyczerpani. W nocy rozpętała się burza. Rano ich ciała woda wyrzuciła na brzeg plaży człowieka.
Człowiek obudził się pierwszy. Obejrzał dokładnie przybysza i stwierdziwszy, że nie różni się od niego prawie niczym, zaczął cucić.
Cieszył się, że będzie mógł z kimś dzielić dni, cieszyć się nocą, odkrywać drzemiące zdolności i dal, która nie była jeszcze przebyta. Na jego malej wysepce zwanej światem.
Obcy szybko zaaklimatyzował się w światku człowieka. Razem z nim nurkował, malował, żeglował i rzeźbił, łatał sieci, gotował i lepił garnki. Był mu powiernikiem i wiernym towarzyszem.
Człowiek coraz rzadziej rozmawiał z duchami, stały jakby mniej potrzebne, niemal zbędne. Ich inność już nie zachwycała. Podczas jednej z długich nocy zażądały by usunął obcego z wyspy. „Jest obcy, zaszkodzi ci w rozwoju. Kiedy byłeś sam lepiej malowałeś, rzeźbiłeś, miałeś więcej czasu na łowienie i rozmowy z nami. Więcej i szybciej pojmowałeś. Teraz twoje myśli biegają tylko wokół niego, to tępi twój talent. My byliśmy tu pierwsi”.
Tak, obcy był inny, nie mówił, i nie słyszał. Ta odmienność nie przeszkadzała człowiekowi, jak i niemoc usłyszenia jego myśli. Na początku, wykorzystując zdobytą wiedzę, próbował nauczyć przybysza słów, ale niesłyszane dźwięki zamieniała się na ustach w ochrypły jęk. Jakakolwiek gramatyka nie wchodziła w grę, ponieważ przybysz nie znał mowy na tyle, by czytać z ruchu warg. Ich system porozumiewania opierał się na obrazowaniu. Uczyli się od siebie nawzajem, swoich ciał i emocji, bez słów, gestykulacją i zmysłami. Każdemu ich działaniu towarzyszyła wzajemna spontaniczność, pociągała ich własna inność.
Człowiek stanął przed dylematem. Co będzie dla niego lepsze – dalszy rozwój i obcowanie z duchami, czy obecność namacalnej istoty. Co jest lepszą drogą – ciało obcego czy mądrość zjaw.
Uległ duchom. Spętał obcego i położył pod starym drzewem, które miało zapewnić mu przetrwanie rośliny.
Obiecali mu bóstwo. Od niego będzie zależał dzień i noc, przypływ i odpływ, zima i lato, śmiech i płacz. Dostał dar tworzenia, myślą i mową. Tylko dwóch rzeczy nie mógł zrobić – zapanować nad duchami i otworzyć obcemu ust i uszu.
Został sam, znów sam w sowim geniuszu i samowystarczalności. Z duchami nie musiał rozmawiać, wystarczała rozmowa z samym sobą. Sam, bez skazy i obcych myśli.

Komentarzy: 22 do wpisu "Człowiek i obcy"
Kadarko, zabrakło mi słów…
kadaarka. To o Tobie. Prawda? Też nie mam słów.
K.
Kasiu, czakam na słowa. Chociaż czasem i milczeć trzeba. Może to ta nostalgia?
Kris, to bajka, każdy może zobaczyć w niej prawie to, co chce. Ona nie jest o mnie.
Piękny tekst i jakże mądry, dający do myślenia. Szczególnie dla mnie. Mam ostatnimi czasy różne takie przemyślenia. A słowo – nazwa kadarka, są mi szczególnie bliskie. Kojarzą się z pewnymi pięknymi chwilami, które odeszły, ale w sercu pozostały. Czyżby synchroniczność ? Mam nadzieję, że jesteś zdrowa, a jeśli, nie jesteś, to szybko zaczniesz wracać do zdrowia. Ach te duchy i ten szczególny miesiąc październik. Jutro urodziny mojej córeczki – dziesiąte, gdy ją rodziłam, nie byłam całkiem zdrową kobietą. Ale miałam nadzieję że kiedyś będę, mogla cieszyć się życiem, jak inni? Stało się, wyzdrowiałam po 25 latach, ciągłego strachu i rozmowy z duchami – wyzdrowiałam. Kadarko, kimkolwiek jesteś, bardzo gorąco ci życzę zdrowia, boskiej i ludzkiej miłości i radości !!!
Baby mu trza było.Hi hi hi… Obcy absorbował go swoja osobą, do tego stopnia, że zakłócał mu mysli, jego wyobrażenia, jego wewnetrzny świat wizji, marzeń i pomysłów. Znudzil mu sie obcy, był bierny, poddany. Widocznie człowiek potrzebował inpiracji do dalszego rozwoju, nie znalazłwszy w nim tego, pozbył sie go zręcznie, zatapiajac się z powrotem w swej samotni. Widocznie nie był dość samotny. Moc tworzenia ma tylko ten, co posiądzie jeden najwazniejszy przymiot duszy, tu go nie widzę, wykorzystał i odrzucił obcego.
W samotności człowiek doświadcza najwiekszego poznania samego siebie-gdy pozna, zatęskni za drugim człowiekiem i pozna swą moc, ale obcego być moze już nie bedzie, czy przypłynie inny obcy, a może “swój” nie głuchy i nie niemy?
Tak sobie myśle teraz, ile w tym prawdy z naszej codzienności? Pytanie, czy my głusi i niemi,czy boscy?
Czytając baję kilkakrotnie, za każdym razem pojawiają się mi w głowie nowe skojarzenia i myśli, jak grzyby po deszczu-słowo ma moc Kadarko.
Czasem mam wrażenie, że jestem takim Samotnym. Najpierw szukam innych, tęsknię za nimi, wypatruję, a gdy się zjawiają, oglądam uważnie z każdej strony i idę dalej, wziąwszy z nich to, co mi potrzebne…
Potem mija czas i znów mi tęskno, tylko się do tego nigdy nie przyznaję.
Kasiu, chyba każdy tak ma po trochu. W każdej międzyludzkiej relacji potrzebna jest aktywna transakcja, w przeciwnym razie nie ma równoważacej siły zapewniającej, no właśnie- rozwój. Nie mając satysfakcjonujacego celu popadamy w marazm, w znudzenie, gaśniemy. Myślę, że tym co najbardziej nas pobudza do działania, interesowania się drugą osobą to, to co oscyluje wokól nas samych, zainteresowanie tej drugiej osoby nami. Odwracając sytuację, wnikajac w istotę zainteresowań tej drugiej osoby, możemy się spodziewac zainteresowania jej nami. Tu zabrakło tego. Nie było porozumienia w tym, czego nie dało sie inaczej pokazac jak tylko słowem. Brak zdolności obcego ( mówienia i slyszenia) kompletnie zdyskredytowało mozliwośc porozumienia w tym rejonie, geniuszu człowieka samotnego.
Wspólny cel i obopólne korzyści mogą byc tym, co wyzwala potrzebę porzucenia samotności. Obcy zdolnym był tylko brac, uczył się, pracował, zachowywał się w sposób służalczy, nie imponował niczym, co zachęcałoby genialnego do nowych wyzwań, poszukiwań, pracy nad soba, nad czymś nowym. A moze zaślepienie, myśl że wszytsko już wiemy i widzenie tylko swoich korzysci jest byciem głuchym i ślepym? Bo przecież nie ma żadnej rzeczy takiej samej na ziemi, ani osoby, i by osiągnąc porozumienie należy tylko poznac wspólny, możliwy język porozumienia. Takim to chyba jest cierpliwośc, dobra wola i docenienie piekna i dobra w drugiej osobie, którą każdy ma byc może “nie wy-chowaną” (czytaj:nie wydobytą) z siebie.
JagaWika
. Wierzę w bajki.
Miło mi, że podobał się Ci się mój tekst i przypomniał sympatyczne wspomnienia. Synchronizacja na pewno jest w tym, iż z sentymentem wracamy do beztroski dzieciństwa, słuchamy bajek, doszukujemy się prawd potrzebnych w dorosłym życiu. Ktoś by powiedział, że to naiwne… Więc jestem nawiana
Nie jestem chora, tekst jest tylko obrazem rzeczywistości wokół mnie. Tych innych ludzi, którzy różnią się, są obcy wśród normalnych (ale czym z kolei jest normalność w odniesieniu do geniuszu?) Większość z nas nie odbiega od przydętych norm i nie zdaje sobie sprawy jak to jest różnić się, prowadzić samotną walkę o człowieczeństwo.
Wszystkiego najlepszego dla Twojej córeczki, przede wszystkim zdrowia dla Was obu!
Dziękuję za odwiedziny.
Orchi, widzę w tej bajce parę niezamierzonych przede mnie motywów
Kobiety tak samo mogą zakłócać wewnętrzną siłę mądrości, jak i ją wzbogacać, wie nie określiłam płci przybysza.
A czy nudził się człowiekowi obcy… a ja myślę, że człowiek był słaby, pomimo wielkiej wiedzy i możliwości, chciał więcej (podobnie jak z rzeczami materialnymi), uległ duchom, egoizmowi swojego czasu i został sam. Po co człowiekowi moc tworzenia, żeby burzyć? Dla kogo, dla siebie samego? To jawny bezsens.
Jeśli człowiek był taki mądry to po upływie pewnego czasu sam nauczyłby obcego sztuki porozumowania się, może nawet by go uleczył. To byłby już pokaźny twór.
Kasiu, czyżby to czekanie u Ciebie było atrakcyjniejsze niż trwanie przy nich? Ja chyba też coś podobnego mam. Jak wampir przysysam się do człowieka i wypijam co mi odpowiada, wraz z kilkoma kroplami jego jadu
.
A tu mnie Orchideaa wyręczyła
.
Bez obopólnych korzyści nie ma interakcji z drugim człowiekiem. Wspólny język też nie jest gwarantem porozumienia, jeśli drugi człowiek odbiega od celów jakie sobie narzuciliśmy. Może obcy nie był w sanie niczym zaskoczyć człowieka, nie miał pasji, spontaniczności, zdany jedynie na swojego żywiciela? Taki piesek do tresury? Nudny, a jednak jedyny w świece rządzonym przez duchy. A od kiedy to człowiek nie stał przez alternatywami?!
Tak, obcy to człowiek nieświadom swej niezależnosci…wytresowany, nieprawidłowo odczytujący zafałszowane intencje człowieka? Niedoświadczony? Ufny? A może tak bardzo samotny?
Duchy to intuicja? Barometr do odczytywania swoich celów, określania korzyści? To inteligencja? Obcy to prostak bez czucia, nieświadomy niczego, żyjący chwilą, czy ktoś, kto sam nie może zaistnieć?
Aż strach człowieka ogarnia, jak pomyśli o tym wamp-i-ryźmie kobiet
)
Orchi, duchy to wszystko za i przeciw ludzkiej korzyści. To rozum.
Amicusie (Logosie), czyżbyś nie spotkał nigdy wampira emocjonalnego? Mogę się przedstawić
Tak, Kadarka wysysa te duchy innym
Już, już miałem się zapytać: “a przez jaką część ciała?”, jednakże w język się ugryzłem
)
…poprzez czakrę trzeciego oka wysysa z czakry korony, ale kobietom. Jak facetom? To ja nie mam pojęcia!
Ja też sie ugryzę i nie odpowiem
Do mężczyzn inna droga wiedzie, zupełnie… ale kanały energetyczne jak najbardziej
Ciekawa bajka
Inne nas kusi, ale nie zawsze potrafimy sobie z nim radzić. Czasem zaskakuje, a czasem przerasta.
Mężczyźni, kobiety…
Podążamy różnymi drogami, ale i tak wszyscy w końcu spotkamy się w jednym miejscu.
Podobnie jest z ludźmi i Obcymi.
W każdym Obcym jest cząstka nas samych, my jesteśmy cząstką Obcego, a Obcy jest cząstką nas… dzięki temu nikt tak naprawdę nie jest sobie obcy
Mangeto, bezsilność człowieka czasem rodzi złość. Jeśli jesteś inny trzeba cię zamknąć byś nie przeszkadzał tym normalnym.
Prawda Amicusie, tylko jakaś cząstka innych nie odpowiada nam, i to o nią cały ambaras. A wiadomo, o co chodzi w ambarasie – nie tylko różnopłciowym – by dwoje chciało na raz. To chyba dobra wola?
Tak Kadarka…to o Tobie.
Ka, pudło. Chyba zbyt wnikliwie obserwowałam zachowania ludzkie i mnie tak upodobniło do nich