fot. internet
Nie wierzę w sny, a jednak mnie fascynują. Jeśli któryś zapamiętam to jest on szczególnie dziwaczny.
Wielka scena i rzędy krzeseł, na których siedzą dzieci. Wśród nich ja. Na scenie pojawia się dziewczynka z lalką na ręku. Wkłada lalkę do skrzyni stojącej na środku sceny i odchodzi. Po chwiali pojawił się mężczyzna, wyjmuje lalkę i chowa w niewidocznym miejscu za kurtyną. Odchodzi. Po chwili wraca dziewczynka i zakłopotana zaczyna szukać lalki. Wraz z nią wchodzi nauczycielka i pyta dzieci: gdy bylibyście dziewczynką, gdzie szukalibyście lalki? Wszystkie dzieci odpowiadają, że w skrzyni (dziewczynką przecież nie widziała mężczyzny chowającego lalkę za zasłoną). Ale ja krzyczę: lalka jest za kurtyną! Nie umiem ocenić, że dziewczynce brakuje jakiegoś ogniwa informacji, które jest mi znane – ktoś wyciągnął lalkę ze skrzyni. Wiem, że zabawka jest ukryta za zasłoną, wiec, dlaczego inni mieliby nie wiedzieć?
Dlaczego się śmieją? Nie potrafiłam przypisać dzieciom ich osobistych stanów umysłowych i rozumowań. Byłam przekonana, że to, co wiem ja, wiedzą też one, nie miałam zamiaru nawet komunikować swojej wiedzy skoro oni powinni to wiedzieć.

