
Pytasz mnie wędrowcze o drogę
Gdzie jadło przednie, łóżko szerokie
Odradzić ci jedno mogę
Tamto miasto, gdzie niebo ściele swój proporzec
Tam znój i biedota spotkać tylko może
Ta osada, we mgle skąpana
Siedliskiem szczurów wygryźć chce człowieka
A tamta z kolei lękiem rozbojów
Drażni, kaleczy, istnienie narzeka
Poradzić ci nic nie mogę
Pustelnika życie, kolczaste druty
Przywdziewać i cieszyć się chwilą
Nie patrz na żaden brzeg
Miasto w sobie masz, nie przebyte żadną milą

Komentarzy: 10 do wpisu "Miast miasta"
A we mnie to nawet jest kilka miast… ale jednak przemierzam je wzdłuż i wszeż, a nawet w poprzek
PS. A o tym mieście, które widać w tej zwierciadlanej sferze można powiedzieć wszystko. Również to, co jest w Twoim wierszu.
I także to: wspaniałe, kolorowe, bogate, tętniące życiem… gdzie jeden z moich domów
..a mnie się wydaje, że szare i zasnute ołowiem nie tylko chmur.. i nieprzystępne.. hm…
Trudno sobie wyrabiać opinię o jakimś mieście na podstawie jednego zdjęcia… dość monochromatycznego, zresztą
Logosie, nie każdemu dano szeroki światopogląd, wszechstronne wykształcenie i miejskie oświecenie
. Miast miasta wieś, na której w beczce można zamknąć ideologię świata. Miast światła błyski łyknięć w locie. Miast strzelistych wieżowców to, co rośnie przy ziemi, nie w niebie.
Mieć szansę i jej nie wykorzystać to utrata tego miasta w sobie.
Zdjęcie nie jest zwierciadłem wiersza. Mojego miasta nie da się namalować.
Flanelko, każdy ma takie miasto, jakie sobie sam stworzył.
Wolę wieś, małą osadę…
Jednak nie zależy mi na długim pobycie – tylko na takim, by odczuć nieco ów genius loci – ducha miejsca.
W wielkim mieście czuję się przybyszem z… łąk i lasów. (Choć w wielkim mieście przyszło mi mieszkać.) Lubie odwiedzać inne wielkie miasta – tyle tam przecież życia i ludzkości!
Noszę go później w sobie.
Moje prawdziwe i jedyne miejsce jest jednak nad rzeką, w mojej rodzinnej miejscowości, na skraju pewnego małego miasteczka
Kadarko.. TO nie jest moje miasto.. jedynie interpretuję ilustrację, nie będę jej przecież naginać do własnych potrzeb i wyobrażeń..
Lubię wieś, to moje korzenie. Męczy mnie małomiasteczkowy klimat. W dużym mieście czuję się wolna i nie przeszkadza mi hałas, tłumy, zgiełk. Na wsi podziwiam Boga, w mieście dzieło ludzkie-doceniam je : http://orchideaa.files.wordpress.com/2008/09/taniec-wody.jpg
Logosie, dla mnie ważny jest dom, ze wspomnieniami, przyjaciółmi i znajomymi miejscami. Zawsze będę tęskniła i nigdy nie będę całością zmieniając po raz kolejny miejsce pobytu. Człowiek jednak do większości rzeczy przyzwyczaja się, bo czy wyjeżdżając rozważałeś czy ważniejsze jest serce czy rozum? Czy umiałbyś wrócić w rodzinne strony i być szczęśliwym?
Zazwyczaj jest tak, że wypatrujemy jakiegoś kryterium wyboru, stosownego w myśli i działaniu. Większość ludzi działa kierując się tym, co uważa za swój własny rozum. A czy ci ludzie nie są śpiący, każdy z nich przecież przebywa we własnym świece marzeń sennych. Rozum jest niezmiennie słuszny i wszechobowiązujący, lecz zachowuje swą gorącą mądrość dla duszy, która oczyściła się z ospałości więzi emocjonalnych. Warunkiem koniecznym jest czuwanie, wieczna gotowość do słuchania. „Serce pozostawione samemu sobie nie znajdzie właściwej drogi”.
Flanelko
Ilustracją miał być wiesz, o nim chyba mówisz?
Orchi, co to małomiasteczkowy klimat! Wejdź w wielkie miasto, w tłum i spróbuj się odnaleźć! Ja mogę tylko na chwilkę zachłysnąć się smogiem i duszę się. Nie przekona mnie piękno i wielkość świateł
Bynajmniej, Kadarko.. mój komentarz odnosił się do PS Logosa
Małomiasteczkowy klimat to stereotypy, ubóstwo, ograniczenie, zacofanie, męczenie się codziennością, owszem tez specyficzna wspólnota. Duże miasto to obszar do działania, jest jak siec internetowa, wystarczy złapac rytm i jest bosko. Tam mozna sie posegregowac i czuc sie swobodnie. To także dzieło sztuki, kultura. Wieś to Bóg, zmysły, modlitwa, medytacja, odpoczynek…dziecięcy swiat bajek i koszmarów. To przygoda, ukojenie, to mistyka-swiat obrazów rzeczywistych, ktore znikaja za chwilunię( mgła, szarugi, tęcza etc…)