
Pytasz mnie wędrowcze o drogę
Gdzie jadło przednie, łóżko szerokie
Odradzić ci jedno mogę
Tamto miasto, gdzie niebo ściele swój proporzec
Tam znój i biedota spotkać tylko może
Ta osada, we mgle skąpana
Siedliskiem szczurów wygryźć chce człowieka
A tamta z kolei lękiem rozbojów
Drażni, kaleczy, istnienie narzeka
Poradzić ci nic nie mogę
Pustelnika życie, kolczaste druty
Przywdziewać i cieszyć się chwilą
Nie patrz na żaden brzeg
Miasto w sobie masz, nie przebyte żadną milą
