• Pętla Pn, 29 września 2008 Komentarzy: 10

    Pytasz mnie wędrowcze o drogę
    Gdzie jadło przednie, łóżko szerokie
    Odradzić ci jedno mogę
    Tamto miasto, gdzie niebo ściele swój proporzec
    Tam znój i biedota spotkać tylko może
    Ta osada, we mgle skąpana
    Siedliskiem szczurów wygryźć chce człowieka
    A tamta z kolei lękiem rozbojów
    Drażni, kaleczy, istnienie narzeka

    Poradzić ci nic nie mogę
    Pustelnika życie, kolczaste druty
    Przywdziewać i cieszyć się chwilą
    Nie patrz na żaden brzeg
    Miasto w sobie masz, nie przebyte żadną milą

  • Moje podwórko Pt, 26 września 2008 Komentarzy: 14

    fot. Oilcorner

    fot. Oilcorner

    Co kryje się we wnętrzu najeżonego pana kasztana? Zakatarzyłam się przez niego, buszując w mokrej trawie pod wielkim kasztanowcem. Spadł jako pierwszy. Nie rozbił się całkiem, z pękniętej, zielonej skorupki wyglądało brązowe, gładkie wnętrze. Był piękny. Łupina twarda, sterczące kolce chroniące wnętrze przed złem ziemi skrywała skarb. To, co najcenniejsze – nienastawionego wrogo, nie podobnego do skorupy, gładkiego kasztana.

    Powłoka wysyczała – on nie jest dla ciebie. Pękłaś pięknotko, on już nie twój. Oddaj go mnie – zaśmiałam się do dziwadła. Parsknęła mi w oko kolcem – prędzej oddam go Ziemi! W niczym mi nie przeszkodzisz, zabieram, co chcę! – rzuciłam wydobywając serce. Ta nieprzyjemna łupina nie zrobiła nic, nawet nie zabluzgała, przyzwoliła – bierz, bo tylko tak możesz odkryć prawdę. A czy ona była gwarantem tego, ze wnętrze jest nieprzyjemne? Prawda nie może wykluczyć zgnilizny, ale zawsze warto zajrzeć do środka. Sprawdzić czy aby choć część jej wnętrza zasługuje na uwagę.

    Jest jednak strach, czy nie porazi chorobą drzemiącą we wnętrzu serca; brzydotą, którą skrywa piękna łuska.

    W życiu najczęściej jest tak, że człowiek nie kłopocze się badaniem wnętrza, opiera się na opoce. Widoczniej i łatwiej poznawalnej. Szybko i przyjemnie. Nie ma sensu fatygować się; jeśli kolce kryją zawartość nie zgodną z oczekiwaniami? A może cukierek nie jest słodki a gorzki? Po co mam zabiegać, odkrywać, kiedy nie znam rezultatów?

    Spogląda teraz na mnie z wysokości monitora. Milczy bez swej skorupiej ochrony. Teraz to on się boi. A ja i tak wiem, że jest wartością samą w sobie tak rzadko dostrzeganą. Niejednokrotnie gubię to, co jest wartością, a co tylko ładnym opakowaniem.

  • Listy Wt, 23 września 2008 Brak komentarzy

    F. Boucher Diana kąpiąca się

    F. Boucher Diana kąpiąca się

    Kiedy młody chłopiec dojrzewa atakuje go jakby niewidoczna, niewolnicza substancja, z którą bezskutecznie próbuje walczyć i stara się wyrwać.

    Był jednym z trzech braci. Miał jeszcze młodszą siostrzyczkę, która urodziła się dużo później. Mała była rozpieszana, traktowana, jako maskotkę i całkowicie ignorowana, gdyby przeszkadzała w ich męskich grach. Matka zajęła się wówczas nią, oni wychowani w dyscyplinie stronili od wszelkich tuleń i obecności kobiet w domu.
    Pamiętam tamto lato, gdy biegł przez wylane słońcem pole. Nad nim orły zataczały kręgi, a pisklęta wróbli piskały w ostatnich zielonych liściach gruszy. Biegł widząc ostatni raz oczy żniwiarek, zmęczone, jak oczy żniwiarzy. Jeszcze mały chłopiec, w ruchu, uciekający, zawsze sam, albo w towarzystwie braci. Bawił się, tylko, że teraz czas chłopięcych zabaw dobiegł końca.
    Starałem się wynagrodzić mu obojętność matki, ale on już nie potrzebował czułości. Z lubością oddawał się różnym ćwiczeniom fizycznym, wspinał się na urwiska, wykonywał salta i inne akrobacje, angażował się w gry z kolegami. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że próbuje przyciągnąć coś albo kogoś, uwolnić się od czegoś. Podobnież jak człowiek na bagnie ogania się od chmary komarów.
    Jego siostra byłą już pąkiem, jeszcze nierozkwitłym, a już z cudownymi kobiecymi zalążkami. Często wyjeżdżały z matką w gościnę do sąsiadów i rodziny. A on odwracał wzrok, ba! uciekał, gdy chciały się z nim pożegnać.

    Starałem się zawsze stać blisko niego, bez słów okazując, co do niego czuje. Podobnie zachowywały się kobiety w naszym domu, obserwowały, ale nie podchodziły bez przyzwolenia. Chciał być niezależny. Nie był wobec nich szorstki, ale zawsze odwracał głowę, kiedy chciałby mu spojrzeć w oczy. To jakiś uraz z dzieciństwa, do kobiet, tych najbliższych. Matki i siostry.
    Któregoś dnia poszedłem do naszej figurki Artemidy, nieco dalej podążał za mną on. Był ciekawy, co zrobię, co robi dorosły mężczyzna. Niepewnie dotrzymywał mi kroku i nagle przypomniało mi się dzieciństwo i dzieciństwo mojego ojca. Obydwaj kochaliśmy się w Dianie. Zawsze ukradkiem przynosiliśmy jej pod pomnik drobne podarunki. Jej wizerunek kobiety-łobuziaka towarzyszył mi w czasie zabaw, była kimś, kto doskonale mnie rozumie. Moim skrytym marzeniem było zobaczenie jej żywej w leśnej głuszy wraz z licznymi towarzyszkami. I przyszedł czas, może miałem parę lat więcej niż mój syn, iż uznałem ją za młodą dla siebie i przeniosłem swoje uczucia na Artemidę.
    Położyłem u stóp bogini bukiecik kwiatów. Liczyłam, że on rozumie, co czuję, gdy zobaczy. Nie mogłem mu powiedzieć, wprost, że jego matka i siostra nie są jedynymi przedstawicielkami płci przeciwnej.
    Chłopiec wpatrywał się ze mną w Artemidę. Była ideałem piękna, nie musiała nawet brać udziału w nieszczęsnej rywalizacji pomiędzy Herą, Ateną i Afrodytą. Jej uroda nie była jednak urodą wynioślej Hery, ani urodą dostojnej i mądrej Ateny, ani też zmysłową urodą Afrodyty. Byłą to piękno sportsmenki, znane z boisk i pływalni. Ideał.
    Próbowałem bez słów przekazać mu, że niezależnie od tego, jak trudne chwile czekają go w życiu, zawsze będzie mógł polegać na Artemidzie. Ona nigdy nie odejdzie i go nie zostawi. Była mi bliska, jak matka, zawsze tu była z jej twarzy nigdy nie zaniknął łagodny uśmiech.

  • Listy So, 20 września 2008 Komentarzy: 29

    Czy jest takie ważne gdzie człowiek osiądzie? Koczuję nieustannie to tu, to tam, wszędzie pozostając obca. Szukam.
    A fatum czeka za rogiem. Może być kieszonkowcem, dziwką, której nie wypada wydać reszty, sprzedawcą losów na loterii, albo przebierańcem – kolejną maszyną. Do drzwi mojego domu nigdy nie zapuka, trzeba za nim ruszyć.
    Ja chyba wszędzie czuję się jak w domu. Z przyzwyczajenia.

    Napiję się z Wami

    wina z karafki

    nie będę tłumaczeniem

    nawet ohydnym wspomnieniem

    kaca

    przepitego paręnaście razy

    wariackim chichotem

    oczy czerwienią oznaczone

    i nos szarpiący się z kwintą,

    rozbawię Was lub zasmucę

    kolejną mantrą przebierańca


    nan*a_

  • Niepamiętnik N, 14 września 2008 1 komentarz

    Ja: O cześć Ego, cóż cię tu sprowadza?

    On: Nie pytaj, dobra kobieto. Przychodzę zapłacić czynsz i zawsze mam nerwa, bo płacę podwójnie. Mieszkam częściowo u tej, która ma łózko po Prawej i tej po Lewo. W efekcie niegdzie nie czuję się u siebie.

    Ja: O biedaku, po co ci te dwa lóżka? Znajdź sobie jedną babę, nerwa i pieniądze zaoszczędzisz.

    On: No właśnie, u Prawej mogę przynajmniej wypowiedzieć się swobodnie, a już łóżko u Lewej naprawdę wiele mnie kosztuje, ale…

    Ja: To jaki masz problem by odciąć pępowinę?

    On: Mam problem, urodziłem się wśród ludzi, a to wymaga respektu. Nie raz wypominałem starym, że nie przenieśli się na pustynię. Wiesz kim byłem i co myślałem, będąc dzieckiem? Nie liczyło się nic, świat opierał się na własnych pragnieniach, nie było żadnych ograniczeń, byłem centrum świata. Potem zaczęło się szlifowanie diamentu, a to nie jest wrodzone. To właśnie polerka sprawia, że szanujesz wolność drugiego, umiesz się kontrolować, odkładać przyjemność na później. I jestem kompromisem miedzy lewym a prawym łóżkiem. U pani po Lewo jestem sobą, a u tej drugiej świecę jak najdroższy kamień.

    Ja: Zdecyduj się, bo zwariujesz. Jesteś jeszcze taki młody :D

    On: No, nie mogę powiedzieć, że jestem bezbronny. Mam dobre uzbrojenie, bardzo przemyślnie skonstruowane i dopasowane do każdej sytuacji. Mam taki guzik, broń, która odcina wszystko, czego nie chcę sobie uświadomić. Tłumię, pozoruję, przeciwstawiam, racjonalizuję, ale chyba najlepiej wychodzi mi projektowanie.

    Ja: Chyba nie mówisz o twoich projektach, które taszczysz do pracy i z powrotem. Tymi rulonami można wytapetować ściany, codziennie innym wzorem.

    On: O nich mówię. Jestem architektem, pomysłodawcą myśli i kolorów ścian w moim pokoju. Nie znoszę, kiedy budzę się w niedzielę po cudownej nocy i widzę róż. Mdli mnie! Przerzucam się szybko do pani po Lewej, ta ma akurat zielone szlaczki, wiec się uspokajam. Lewica ma mi za złe, że tak dobrze bawiłem się z Prawicą. Ona zawsze oskarża mnie o zawiść, obłudę, na moje sukcesy jako projektanta jest obojętna. Nigdy nie jest zadowolona z koloru ścian nad łóżkiem. Skrycie pewnie czyha na moje stanowisko. Obciąża mnie wszelkimi niskimi uczuciami; no, a ja oczywiście je przyjmuję.

    Ja: W imię czego je przyjmujesz? Wybacz, ale to już choroba, jeśli dajesz sobie wmówić coś czego nie ma.

    On: W imię miłości, kochana… ;)

    Podobna historia osadzona w realiach miejskich blokowisk:

    W mieszkaniu było bardzo ciasno. Matka z ojcem i dwójką dzieci mieszkali w jednym pokoju. W kuchni nie dało wstawić się łóżka i dwie pozostałe córki zajmowały razem pokój. Jedna z kobiet była mężatką. W pokoju wiec zagnieździli się jeszcze jej synek i mąż.
    - Babciu, dziś w nocy było nam ciasno i tata poszedł spać do cioci. Mówił, że nie lubi tej różowej flanelowej koszuli mamy. A ciocia to ma takie fajne. Zielone!
    Towarzystwo przy stole podusiło się chlebem powszednim.

  • Donkiszoteria Wt, 9 września 2008 1 komentarz

    - Mam lenia.
    - Nie od dziś. ;)
    - Muszę coś zrobić, jakiś zdecydowany ruch.
    - Nic nie zrobisz, jesteś ociężała umysłowo. Za wolno biegasz, nie umiesz robić narzędzi, nie potrafisz polować. Narzekasz tylko, że brud i że nic nie leży na swoim miejscu.
    - Kochasz te twoje śmieci chyba bardziej niż kobiety :P . Smród sprężynujesz nie do zniesienia! Twoim mottem życiowym jest uprawianie przeróżnych wariackich gierek. A ta twoja niespożyta energia przenoszona na dzieci. Po jakiego diabła narażasz je na niebezpieczeństwo? Mało mamy kłopotów?
    - Nie wystawiam dzieci na niebezpieczeństwo, chce je nauczyć aktywności, wtłoczyć nowatorstwo. To nic, że nasza córka nie jest chłopcem.
    - Tak…. Przenoś na nią swoje niezrealizowane chłopięce pragnienia. To wiszenie nad przepaścią pełna wyziewów. To była najbardziej nieodpowiedzialna rzecz o jaką mogłam cię posądzić. Bądź trochę bardziej przewidujący!
    - Znów gderasz!
    - Trzepnę cię! Zaraz mi ktoś tu znów przyniesie chore dziecko albo roztrzaskaną męską nogę! Myślisz, że opatrzę? Nie, mam lenia!
    - Jutro ci przejdzie.
    - Przejdzie mi za kilka dni, kiedy będziesz gadał do liści w pustym szałasie.

    Nie mieli wspólnej przyszłości?
    On kochał aktywnie, wnikał w świat w rozmachem, interweniował w to, co się dzieje i kierował przebiegiem zdarzeń. Podejmował ryzyko na rzecz czegoś.
    Jej miłość była raczej bierna, wyrażała się w aktach przyjmowania, opiekowania się, wytrwałości i cierpliwości. Tolerancji w liczeniu się z istniejącym stanem rzeczy.

  • Listy Pt, 5 września 2008 1 komentarz

    Dlaczego przybito nas do krzyża płci?

    Dlaczego nie zostawiono nas zamkniętych

    w sobie samych i ukończonych,

    gdy zaczynaliśmy, jak on,

    tak doskonale samotni?

    D.H. Lawrence

    Wiara w miłość czystą, bez narzuconych z góry materialnych komplikacji zdarza się zbyt rzadko. On, ona wnikliwie analizuje, co wnosi parter do związku. Zestawienia tabel marketingowych, wzory cyferek na koncie, kolorowe, plastykowe karty kredytowe. Czemu nie mogłyby to byś tylko szczere serce, otwarty umysł? Czemu warunkiem intercyzy jest akceptacja rodziny, znajomych, okowy domu, liczenie na gest wspaniałomyślności świata, którym zawiadywane grą jest oczywistą?

    tatuażCo mogę ci dać? Cynobrowe policzki, karminowe wargi, twarde piersi, jędrne pośladki, piegi na nosie, koronę z gęstych włosów? Moja ornamentyka jest olśniewająca a powab chrzci się jak drzewko bożonarodzeniowe, kolory w utarczce podrygów kopulacyjnych mają zapewnić swoją przyszłość poprzez prokreację. Lubię wabić cię w swoją syrenią sieć…

    Zaprzeczysz? Przepadłeś zwiedziony nadzieją orgazmu. Odkąd mnie poznałeś, odkład postawiłeś na katafalku swojej zmarłej miłości, kiedy stereotypy zaczęły spajać cząsteczki złotego posągu bogini ze snów, nie zaznasz spokoju w utarczce męskich hormonów. Boisz się do tego przyznać. Chciałbyś mnie zerżnąć?

    Kiedy widzisz mój uśmiech, sylwetkę, kiedy słyszysz konsternacje w głosie, przypominasz sobie każdą dowcipną uwagę mózg zalewa delirium erosa. Tak było kiedyś, tak jest teraz, gdy tylko pukasz do drzwi, podnosisz słuchawkę, wykręcając numer. Bezpiecznie odkrywasz swojego wroga, cudzy może zawsze pogryźć dotkliwiej. Nadal prowadzi cię do mnie niewdziana nić – silna chęć przedłużenia własnego dyskursywnego gatunku. Umiem uwieść cię sposobem, przez który zakochujesz się wciąż od nowa – odepchnięciem, poniżeniem, niedojrzałością. Jestem kobietą, która potrafi cię uwieść. Ale ty to lubisz… wyidealizowałeś mnie tak bardzo, że obraz z pomnikiem zlewa się w ideał nie do pokonania dla śmiertelnych kobiet. Dlaczego pomimo moich wad nadal mnie pożądasz?

    Twoja miłość dojrzała. Minęło pierwsze zauroczenie, pojawia się najelegantsza z ludzkich emocji – przywiązanie. Czy jest w twoim wydaniu – troskliwością, oddaniem, jednością? Kiedy patrzysz w moje oczy, kiedy niby przez przypadek dotykasz ramienia, włosów, karku… Kiedy pragniesz tak mocno, nie myślisz, iż krzywdą dla mnie jest twoje kochanie?

    Ale przecież i przywiązanie szarzeje, a na jego miejsce wkrada się stopniowo obojętność, zniecierpliwienie, zabijając resztki miłości. Prowadzi do zdrady, separacji, rozwodu, chociaż małżeństwem nigdy nie byliśmy.

    Nie mogę być z tobą. A w tobie trwa powódź amfetamin targane powiewem wiatru. Ile to może trwać? Po pewnym czasie zmniejsza się tolerancja na stan nieustannego pobudzenia, zakończenia nerwowe stają się mniej wrażliwe, a podniecenia opada. U niektórych trwa krótko, a ty napotykając trudności trwasz w zauroczeniu przesz całe lata.

    Miłość boli. Wydaje ci się, że ciągle brakuje czegoś. Cierpisz, kiedy ja z jakichś przyczyn nie odzywam się? Brakuje ci codziennej porcji naturalnych narkotyków?
    Czy ty, czy ja, w uniesieniu jesteśmy w stanie znosić różne psychiczne upokorzenia. Mogę pójść na zdumiewające kompromisy, czasami akceptować bolesne ciosy, aby tylko nie utracić siebie. Obwiniasz mnie, przeciwstawiasz cechy charakteru, burzysz spokój. Dochodzimy do porozumienia, by za chwilę powiedzieć – nie. Za dużo nas dzieli, za dużo łączy.

    Cierpienie to niedostatek i bieda. Dlaczego wolisz trzymać się za wszelką cenę mojej niewidzialnej spódnicy, niż ryzykować utratę choćby tej odrobiny środków dopingujących? Jesteś jak ćpun uzależnieni od heroiny, chemicznie związany z ukochaną. Jako „męczennik” łączysz ból z przyjemnością. Choćbyś nawet cierpiał, poziom endofin podnosi się, a ty będziesz wracał po kolejne bolesne doświadczenia, który oznacza emocjonalny wzlot.

    Usychanie z tęsknoty jest fizjologicznym komponentem mózgowego mechanizmu przywiązania. Tęskniąc za ukochaną popadasz w otępienie. Robisz coś bez przerwy, podświadomie wierząc, że docenię twoje starania, bo cel to ja. Trudno pracować, jeść i spać, kiedy miłosne sygnały zdają się być coraz bliżej. Czy utrata ukochanej osoby nie jest najboleśniejszym doświadczeniem, na które wstawiany jest człowiek?
    Ja cię już nie chcę.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

wrzesień 2008
P W Ś C P S N
« sierpnia   października »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u