
ViestursLinks
Jutro zacznie się. Dla tych, którzy są deko wyżej, będzie to październik. Chyba każdy z nas nie przepadał za szkołą. A teraz wspominamy ją z sentymentem. Pewnie gro ludzi wróciłoby, gdyby mogło. W każdym człowieku istnieją dwie sprzeczności – niechęć do obowiązków i potrzeba bycia skutymi odgórnie kajdanami. Zapędzony człowiek mówi zawsze: muszę. Skończyć projekt, napisać biznesplan, zaksięgować faktury, zrobić zakupy, posprzątać… Leżenie, błogie nic nierobienie szybko się nudzi i znów szukamy tego – muszę. Muszę iść na ten film, spotkać się z tym i tamtym, wstąpić do pubu.
Wiele tego co wtłacza nam szkoła wydaje się zbędne, aż kiedyś nie przypomnimy sobie niewypartych z pamięci fragmentów teorii chaosu, promieniowania elektromechanicznego czy zapisu chemicznego, albo historii plemion asyryjskich. To ten jeden błysk, by ktoś nas zauważył, przyczynek do zdanego egzaminu, poznania kogoś ciekawego. I tam zmagamy się z alternatywami w „Antygonie”, zniesmaczania „Innym światem”, nudzimy Kartezjuszem, paramy z Biblią, z prymitywizmem „Chłopów” czy niejednoznacznością poezji.
Ciężko przeskoczyć czas, kiedy to po błogim przesypianiu dnia nagle trzeba obudzić się o wschodzie wbić się w mundur i czytać świetnie niezrozumiałe teorie. Pamiętam, jak deptałam tych mędrców, którzy nie dawali mi w nocy spać przed egzaminem. Czy oni nie zdawali sobie sprawy ile ludzi będzie musiało to ugryźć nic z tego nie mając? Jedynie pchnięcie do przodu. A ile było książek w którym wdziało się swoje losy, czuło się, że można jednak coś stworzyć i ma sens kierunek naszego życia? Sens był w tym, aby z wielości odłamać dla siebie, nawet jeśli miałaby to być jedna tysięczna przymusowej wiedzy. Miało to wówczas treść, a ta, wbijana wiedza nie ogranicza się jedynie do tego co musieliśmy. Trudno pojąć, że wątła polszczyzna będzie delektować się w pisaniu bloga, wspominając uczelnianą galerę
