• Niepamiętnik N, 31 sierpnia 2008 1 komentarz


    ViestursLinks

    Jutro zacznie się. Dla tych, którzy są deko wyżej, będzie to październik. Chyba każdy z nas nie przepadał za szkołą. A teraz wspominamy ją z sentymentem. Pewnie gro ludzi wróciłoby, gdyby mogło. W każdym człowieku istnieją dwie sprzeczności – niechęć do obowiązków i potrzeba bycia skutymi odgórnie kajdanami. Zapędzony człowiek mówi zawsze: muszę. Skończyć projekt, napisać biznesplan, zaksięgować faktury, zrobić zakupy, posprzątać… Leżenie, błogie nic nierobienie szybko się nudzi i znów szukamy tego – muszę. Muszę iść na ten film, spotkać się z tym i tamtym, wstąpić do pubu.

    Wiele tego co wtłacza nam szkoła wydaje się zbędne, aż kiedyś nie przypomnimy sobie niewypartych z pamięci fragmentów teorii chaosu, promieniowania elektromechanicznego czy zapisu chemicznego, albo historii plemion asyryjskich. To ten jeden błysk, by ktoś nas zauważył, przyczynek do zdanego egzaminu, poznania kogoś ciekawego. I tam zmagamy się z alternatywami w „Antygonie”, zniesmaczania „Innym światem”, nudzimy Kartezjuszem, paramy z Biblią, z prymitywizmem „Chłopów” czy niejednoznacznością poezji.

    Ciężko przeskoczyć czas, kiedy to po błogim przesypianiu dnia nagle trzeba obudzić się o wschodzie wbić się w mundur i czytać świetnie niezrozumiałe teorie. Pamiętam, jak deptałam tych mędrców, którzy nie dawali mi w nocy spać przed egzaminem. Czy oni nie zdawali sobie sprawy ile ludzi będzie musiało to ugryźć nic z tego nie mając? Jedynie pchnięcie do przodu. A ile było książek w którym wdziało się swoje losy, czuło się, że można jednak coś stworzyć i ma sens kierunek naszego życia? Sens był w tym, aby z wielości odłamać dla siebie, nawet jeśli miałaby to być jedna tysięczna przymusowej wiedzy. Miało to wówczas treść, a ta, wbijana wiedza nie ogranicza się jedynie do tego co musieliśmy. Trudno pojąć, że wątła polszczyzna będzie delektować się w pisaniu bloga, wspominając uczelnianą galerę

  • Niepamiętnik Cz, 28 sierpnia 2008 1 komentarz

    Czy zdarzyło się wam kiedyś siąść przy stole i patrzeć w pusty talerz, na nóż i widelec. I tylko jedna myśl przychodziła do głowy: z czym to się je? Dlaczego talerz jest pusty, dlaczego nikt nie siedzi obok?

    Wstać, poszukać przypraw, ludzi, zapchać pustkę, żołądek? To takie rozsądne i naturalne. Niby niczego człowiek nie pragnie, tylko być z kimś i mieć coś. COŚ namacalnego, czego nie spłaci nigdy. KOGOŚ, kto opluje talerz i poda nieumyty nóż. KOGOŚ, z kim będzie mógł rozmawiać o rzeczach błahych, bo i tak stawia sobie niewidzialne mury, wierząc, że to jest jego świat. Jest on jednak płytki. Sięgnąć głębiej? Ale to nie jest takie proste! Wloty i wyloty tego świata są zamknięte. Poprzez mur marnych frazesów niszczy sam siebie, jest tylko to, co namacalne. Skorupa, maska, niby bezpieczna, lecz pragnąca zostać rozbita, zburzona i poznana ponownie. Ten mur jest bezpieczny, wśród wielości ludzi anonimowych osłania człowieka przed… czym?
    Człowiek jest leniwy chociażby w tym, by przypomnieć sobie kondycje człowieka.

    Pusty talerz, cisza, nóż, który nie zobaczy krwi. Alchemia mojego stołu tętni życiem i obfitością.

  • Moje podwórko Śr, 20 sierpnia 2008 1 komentarz

    Przeglądam stare płyty. Bezbarwne, zniszczone. Czas zrobić porządek z tymi nieoglądanymi, już wysłużonymi. Wkładam do napędu jedną, drugą i po raz enty śmieje się z ulubionych kawałków. Przesuwam suwakiem na kolejne sceny i przeglądam następne filmy. Trafiam na „Między słowami”. I zamiast robić remanent utykam przed ekranem. Mam takie zboczenie – oglądam od końca, wiem co jest na początku, wiec finał nie jest w stanie zmienić sensu i powtórnie zaskoczyć. Jednak zaskakuje, bo myśli biegną w różną stronę ich tajemnicy. Co on jej powiedział na ucho? Młoda Charlotte słucha ostatnich słów Boba i ze smutnym uśmiechem odchodzi w tłum. Co on jej powiedział?

    Za każdym razem myślę o czymś innym…

    Samotność w zatłoczonej dżungli, tłum pędzących ludzi i oni spotykający się przypadkiem w barze. Co łączy tych ludzi, tak różnych a tak podobnych. Wspólne doświadczenie.
    Nie można żyć bez miłości i nie można żyć w wolności dla nikogo. Wtedy pojawiają się różne lęki o życie. Jego innym imieniem jest samotność. Ciągły strach, że nie podoła się żyć bez innych. Czasami przeradza się w skrajny obłęd, rozpacz, nudę, ogrom czasu, zimno, żal, pajacowanie, zmęczenie i łzy. Jest jednak coś pozytywnego w tej dramatycznej sytuacji, to odkrycie zasady bezinteresowności: życie polega na tym, by nieść pomoc innym i otrzymywać ją w miarę potrzeby. Samotność ma swoja filozofię i ascetykę.

    Między słowami, miedzy tobą a mną, miedzy dwojgiem ludzi. W Tokio to tylko pyłek na ranieniu nieznanego mężczyzny, w fałdach sukienki kobiety. Jak mało jest słów, by odnaleźć sens, a jednak jest napięcie, olbrzymia tęsknota i pragnienie. Może spotkają się jednak miedzy ludźmi, aby ten sens odnaleźć.

    Bay – ze łzami. Samotności czy miłości?

  • Niepamiętnik N, 17 sierpnia 2008 1 komentarz

    Styczeń

    Dziś nie zadzwonił… Nie wiem co się stało, może odcięli dopływ gazu do jego domu, może awaria w elektrowni? Wczoraj zaczęły się okropne mrozy, to też jakaś przeszkoda żeby się nie odezwać… Zdaję sobie sprawę, że może dzieci mu przeszkodziły…W każdym razie do późna czekałam na telefon tak, jak zawsze, w te dni, 2 dni w tygodniu, w których usłyszę jego głos, ciepłe słowa płynące z głębi serca, jak miód na moje czarne myśli. Jednak próżna moja nadzieja na chwile zapomnienia, zapadnięcia się w otchłań nie myślenia o szarości żywota ludzkiego, czasu lizania ran po nieudanych próbach odnalezienia się w świecie. On daje mi siłę na dalsze zmagania z życiem. To taka cotygodniowa dawka adrenaliny psychicznej, a może inaczej – to słodki szept wprost do podświadomości, kiedy odźwierny wpuszcza go bez przeszkód do umysłu subiektywnego, gdzie świat jest bezpośredni, bez refleksji wprost do magazynu uczuć.

    Skąd się wziął? Nie wiem. Po prostu któregoś dna pojawił się, jak kolejna pora roku, faza w życiu… bezosobowo. Nie wiem jak wygląda, a i on nigdy nie pytał jaki mam kolor oczu, długość włosów… Mężczyźni przykładają dużą wagę do wygładu kobiety, a czasem nawet przedkładają to nad inteligencję, przyjaźń i te wszystkie uczucia, które są niezbędne dla fundamentów związku. On nie pytał… Mnie również nie interesowała jego powierzchowność. Zamykam oczy i widziałam mężczyznę otulonego gęstą mgłą i słyszę głos. Muzyka słów układa się w wypowiedzi, które czule tulą rany w mym sercu i duszy. Słodka melodia kołysząca do snu, snu tak ulotnego, jak czas który był nam dany.

    Jestem zmęczona tym ciągłym czekaniem, układaniem scenariusza rozmów, gdy dialog i tak obiera zawsze swoje tory. Podnoszę spuchnięte powieki i nie wiem gdzie jestem, czy w realnym świecie, czy tym wymyślonym? Męczy mnie ciągły strach, może nie zadzwoni i nie powie: „Dzień dobry, jaki masz dzisiaj nastrój?”, a ja nader pogodnie odpowiem: „Świat pojaśniał, ptaki zaczęły śpiewać w środku stycznia, a na niebie pojawiła się tęcza w nieprawdopodobnych kolorach…” Ta obawa wyniszcza mnie psychicznie, kaleczy serce, które potem on starannie ceruje.

    Uzależniam się tak już prawię od roku…Od obcego faceta, a w zasadzie jego głosu, myśli, fantazji, opinii, wyborów… On chyba też, skoro dzwoni, kończymy to, a nie możemy się rozstać. Dziwna rzecz, której nie da się namacalnie sprawdzić to czas. Jeśli dane jest nam rozmawiać do późna w nocy to tylko to tej godziny, którą ktoś odgórne wyznaczył. Na 3.40 nasz czas się kończy, słyszę tylko martwy sygnał w aparacie. Cały świat, który udało mi się stworzyć przez te godziny rozmowy rozpada się w czeluściach nocy. W lecie to już świt… Pocieszam się, że rozładowała się komórka, albo operator miał dość kontrolowania naszych rozmów.

    Głupota.

    Ciągle się okłamuję. Czy to nie szczyt głupoty bawić się jak małe dziecko? Stąpać po śliskim lodzie, żyć złudzeniami i marzeniami, które z góry są skazane na śmierć? Czego mam spodziewać się po tej znajomości? Niczego sobie nie obiecywaliśmy, nie planowaliśmy niczego. Zresztą o spotkaniu nie może być mowy. Mieszkamy bardzo daleko od siebie (momentami bardzo sobie to chwalę), on ma dom – żonę i dzieci. Poukładane życie przetykane tylko gdzieniegdzie długimi rozmowami telefonicznymi, tak dla rozrywki, jeśli czuje się samotny. Jestem jego maskotką i sama narzuciłam sobie tę rolę, pozwoliłam żeby się mną bawił.

    Gdy jest opuszczony czule go kołyszę i tulę do swych wyidealizowanych piersi. Bierze co chce, mnie całą albo tylko część: moje ciało, fantazje, namiętność albo uczucia, ciemne myśli, zaborcze poglądy.. Tego nie da się oddzielić, zwłaszcza przez telefon. Bierze mnie całą, ale, pomimo to uważam, że dostaję więcej niż sama jestem w stanie dać.

    Dlaczego? Nauczył mnie tego wszystkiego czego nie udało mi się przejąć od żadnego mężczyzny, z którym byłam. Daje mi siłę do życia, przez pryzmat różowych okularów, ale to tylko otoczka, pod którą kryje się potworna ilość myśli, doświadczeń, życiowych powinności…
    Nauczył mnie wsłuchiwania się nie tylko we własne pragnienia, ale przede wszystkim dawania tego co chce druga osoba. Mówienia o uczuciach i realizowania ukrytych pragnień. Tak po prostu. Przekazaniu tego czego oczekuję nie czekając na domysły partnera, jego trafne lub błędne wybory.
    Kiedyś nie umiałam rozmawiać o tym co jest głęboko, co jest dostępne tylko dla mnie i dlatego wszystkie moje związki kończyły się rozczarowaniem. Brnięcie w tę pustkę, nie widząc podłoża błędu, przyczyniało się do jeszcze większego zamknięcia. Przyznaję, dla tych wszystkich mężczyzn byłam tylko na pokaz, umiałam się zaprezentować, wiedziałam co powiedzieć w chwili męczącej ciszy, kiedy się uśmiechnąć, a kiedy zacząć płakać. Myślę, że to ja zabraniałam im poznać mnie głębiej, widzieć coś więcej niż tylko fizyczność. Oni próbowali, a jakże! Ale bardzo szybko tracili ochotę zdobycia mojej podświadomości, bo przecież oczy jej nie widzą, nie można jej nawet poczuć, a walka okazała się nazbyt ciężka i długotrwała. Na tym polu przegrałam.
    Drugie dno?.

    On je odkrył zdumiewająco szybko i trafnie umiał zaaplikować lekarstwo. Niestety, trzeba tego zbyt dużo, a co najgorsze – systematycznie.

    Krzyczę na cały głos : NIE CHCĘ TAKIEJ MIŁOŚCI
    Zdają sobie sprawę, że nikt nie otrzymuje tyle miłości ile pragnie, zaś każdy chce otrzymać jej jak najwięcej. Zostaliśmy skonstruowani w taki sposób, że najlepiej funkcjonujemy jeśli jesteśmy kochani. Miłość nie liczy wysiłków, ani energii , jakie zużywa aby kogoś obdarzyć. Nie zastanawia się czy ktoś jest jej wart, czy doceni to, co od nas otrzymał. Nie kalkuluje, nie spodziewa się rewanżu. Ten kto posiada zdolności dawania miłości nigdy nie przestanie jej okazywać.

    Ale dlaczego w pustkę?…

    Łapię się na tym, że idąc ulicą spoglądam w oczy obcym mężczyznom. Może wśród nich jesteś? Ty, który nauczyłeś mnie nie ukrywać się przed drugim człowiekiem. Wieczorem zawsze uchylam furtkę i chłodzę czerwone wino na wypadek gdyby ktoś, żyjący blisko, chciał złożyć niezapowiedzianą wizytę z bukietem konwalii…

    …bo Ty nie możesz…

  • Cybertaniec Cz, 14 sierpnia 2008 1 komentarz

    “Wakacje są, to i seks nam we łbie” – pozwoliłam sobie zacytować pewną nieskażoną czatem kobietę. Mamy lato, wszechobecna golizna pobudza zmysły do pracy fizycznej (nie tylko w zaciszu monitora). Na czacie jednak pora roku nie gra roli, wystarczy jedno słowo, właściwa emotka, kilka mniej dowcipnych uwag i okno privu otwiera się, czekając na akceptacje rozmówcy.

    Zrobiłam eksperyment. Rozpalona doznaniami realnymi podbudowałam się niemoralnie przebierając za Zuzannę i wypatrując ochoczego ogiera. Błędem było, że nie wybrałam docelowo pokoju „seks”, ale też liczyłam na jakieś merytoryczne wypowiedzi „w trakcie”. Okazało się, że w każdym pokoju można cybrzyć, a najlepiej wychodzi to na pseudochrześcijańskich.
    Do trzech razy sztuka.

    Pierwszy wpadł mi w oko zaczepnymi wypowiedziami na ogóle. Świergotał, jak typowy wodzirej poszukujący panienki na 15 minut. Zapukałam do niego i obiłam się o własne echo… facet był tak nieśmiały, że nie pomogły moje szesnaste urodziny ukończone w zeszłym miesiącu, opis delikatnej różanej bielizny i takież sugestie do rozbieranek. Nie było rozmowy, odbiłam się od ścian privu, w oddali “słysząc” tylko wyrazy dźwiękonaśladowcze.

    Drugi pan miał znaczący nicek i od razu zapukał trzy razy pięknym uśmiechem. Widząc jego determinację w brnięciu do celu uświadomiłam mu, że to ma być eksperyment. Naucz mnie – rzekłam i zostawiłam go z problemem, który okazał się jednak nie do przeskoczenia. Drogie panie, jeśli nie macie w bieliźniarce ukrytej kamerki, mikrofonu, różnorakich maskotek, rozbieranych fotek, a dodatkowo nie chcecie ujawniać loginu, to szanse na przeżycie sensualnych uniesień oscylują niskoprocentowo. Mój rozmówca kamerkę i mika przeżył (kobietki mało techniczne są), brak fotki także (już miałam zamiar podebrać komuś awatara), ale niedostępność loginowa wprowadziła go w furię. Zasłoniłam się niedoświadczeniem i rozbudzaniem wyobraźni bez wizualizacji. On jednak chciał bym patrzyła i pisała. Nie szukał też uczennicy, co najwyżej równorzędnej jemu „nałożnicy”. Kolega chyba podejrzewał, że jestem facetem i zbluzgawszy wyłączył okno.

    Zniesmaczona spróbowałam odstani raz. Podałam się za doświadczoną matronę w średnim wieku. Może takie kobietki mają lepsze wzięcie niż małolaty? A rola starszej siostry, nawet matki była sugestywniejsza? Zapytał o zdjęcie, nie nalegał na nic więcej. Umówiliśmy się, że najpierw ja postawię go do pionu, potem on wymuska dokładnie mnie. Nadziałam się z rozpędu na niego w ciemnej łazience, jęczałam mając pełne usta roboty… pielęgnowałam wirtualnie dobre 5 minut. Normalny chłop trysnął by już dawno szczęściem, ale na czacie są raczej odbiegający od standardów, wiec brnęłam dalej. Nagle piiiii, zaniepokoił mnie brak ruchu, facet milczał (zrozumiałe), ale na ogólnym nic nie migało. Pokój wyleciał w kosmos! Powróciłam jeszcze rozpłomieniona na romanse a kochasia już nie było… Każdy pamięta masowe giniecie pokoi prywatnych i pustoszenie tlenowych średnio co godzinę z początku roku. Myślałam, że to już prehistoria. Inaczej… wymienilibyśmy loginy.

    Zuzia pozostała nieukojona wśród gąszczu męskich zmienników i zamienników. Zbyt mocno chciała zmysłowo?

    Ludzie boją się ujawnić tożsamość, choćby czysto emajlową w tak znaczących sytuacjach, chyba, że log jest do tego przeznaczony. To jakaś forma obrony loginu, za którym stoi człowiek? Nikt nie chciałby być postawiony na katafalku i wytykany za cybrzenie. A tak naprawdę mało kto tego nie robi. Raz – z ciekawości, z ochoty, później dla śmiechu… Zapewne byłabym wściekła gdyby ktoś opisał mnie, dał publicznie pieczołowicie i namiętnie kleconą intymną rozmowę. Podobnie jak zrobiła to Szatniara (dobry pomysł na marketing!), opisując podchody chyba dojrzałego faceta do chyba niedojrzałej kobietki (może motyw uciekającego króliczka, rzewnych serenad i wierszy to jest metoda na zatrzymanie faceta na czacie? O ile role im się nie pomieszały).

    Opisywanie i upublicznianie podobnych przeżyć prowadzi do stopniowej obojętności. Raz napisali, kolejny pochłania emocje coraz mniej. Tak naprawdę nic się nie dzieje; czytający czytają, śmieją się i wiedzą, bo doświadczyli. Nabywamy odporność na przeszłości i przyszłość. Zmienianie loginów nic tu nie da kiedy zaufamy, kiedy obnażymy się, chcemy być naprawdę. A tu ten kretyn opublikuje najwierniej najpikantniejsze rozmowy. Ukrywanie się pod loginami, zmienianie ich w niebezpiecznych sytuacja to czyste tchórzostwo. Tchórzostwo nie bycia sobą. Dla bezpieczeństwa, dla zachowania „twarzy”. Ale skoro czegoś się obawiamy, to podświadomie uznajemy, że robimy coś, czego należy się wstydzić. Więc po co w ogóle to robić?

  • My

    Pętla N, 10 sierpnia 2008 1 komentarz

    ty i ja
    oryginał i falsyfikat
    mnie obmywa wiatr północny
    zenitem skręcający loki
    ciebie we władanie bierze ciało
    oplata cieniem obcych westchnień

    ja i ty
    przyczyna i ofiara
    mnie przygwoździł algorytm
    współczynnik niedoskonałości
    ciebie worek z biedą
    niezaspokojona potrzeba pożądania

    ty i ja
    alkoholik i ozdrowieniec
    mnie nie starcza sił
    czary kielicha uchylić
    ty spijasz z wierzchu
    najlepszy nektar

    ty i ja
    spełnienie i niespełnienie
    mniej wystarcza ból
    by czuć, że żyję
    ciebie przeszywa rokosz
    kilkakrotnego orgazmu

    dwa drzewa na pustyni
    spragnione cienia
    ja i ty szukamy w sobie schronienia
    marząc, że świat spokój przychyli

  • Niepamiętnik Cz, 7 sierpnia 2008 1 komentarz

    Większość ludzi w swoim życiu miewa krótsze lub dłuższe okresy, w których pojawiają się problemy ze snem. Czy przyczyny mają charakter anatomiczno – fizjologicznym czy psychologicznym spędzają im sen z powiek.
    Mogę powiedzieć, że znalazłam się w gronie mniej problemowym. Nie umiem bezboleśnie zasnąć w obcym łóżku. I to nie jest kwestia stresu, niepomyślnego wydarzenia, które odtwarzam w głowie przez pól nocy, spływa to raczej po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Potrafię nie spać 3 dni gdzieś na przymusowym wyjeździe, albo urlopie (koszmarzy mi się on bardzo szybko). Kiedy samochód w czwartej dobie wiezie w nieznane miejsce, głowa (powieki już dawno zamknięte) już nie wytrzymuje braku regeneracji, opada bezwładnie na bok, do przodu. I nagle budzę się z sekundowego snu. Czy to horyzontalnie czy wertykalnie nie ma nawet przymiarki do drzemki. Czym są widoki egzotycznych miejsc, ciepłe morza raf koralowych (aż dziw bierze, ze nie utopiłam się), ludzie powiewający oryginalnościami. Świat matowieje, język grzęźnie w gardle i nie mam nawet sił na miłe oszustwo. Marzeniem jest sen. Nie potrafię zasnąć, gdy jest zimno. Jestem istotą ciepłolubną i byle chłód mrozi mi stopy a sen gnieździ się daleko od ośrodka układu nerwowego, nie mogąc naprawić zniszczeń powstałych w trakcie czuwania. Marznę w 40-sto stopniowym upale przy włączanej na full klimatyzacji.

    I co mi po tych dniach, które miały być ucieczką od szarości. Z nich pozostają jedynie zdjęcia, kolorowe kadry marzeń sennych. Mam nieodparte wrażenie że jednak przespałam jakąś cześć życia. Bo czy sen czy jawa jawi się podobnie.

    Zazdroszczę ludziom, których uwieszeni na autobusowym uchwycie potrafią spać na stojąco. Albo kloszardom, którzy pomimo niewygody, zimna, obawy o każdy świt i zmierzch śpią bezpiecznie w kartonowych „torbach”.

    Wracam do domu z ulgą słodkiego lenistwa w łóżku. Urlopu od harówki bezsenności.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

sierpień 2008
P W Ś C P S N
« lipca   września »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u