Archiwum z: » lipiec, 2008 «

Pocztówka

Coraz rzadziej ludzie posługują się tradycyjnymi pocztówkami, listami. Zastąpiły je telefony, maile…
Nie jestem tradycjonalistką, ale przywiozę Ci prawdziwą pocztówkę. Z żółtym piaskiem i wysokimi piramidami moich emocji, ciepłym słońcem, jak wyobrażenia o Tobie.
Może jestem zbyt śmiała, wyobrażania pcha mnie w nieznane…

Pakuję swoją walizkę, nie zabieram laptopa, ani telefonu, może tylko aparat… Niewiele jest do pakowania, jestem tylko ja – kochanka swojego serca i pogody ducha. No może jeszcze kolorowe sukienka, która przykryć ma myśli bez głębszego sensu tegoż wpisu. Kilka kropel ulubionych perfum w zagłębieniach najczulszych miejsc, nieoceniona książka ratująca życie przed ciemnością i nieoszacowany dotąd notes na zapiski nowych miejsc i uczuć.
Pewnie zapomnisz o mnie już w drugim dniu. I dlatego warto jechać kiedy nikt nie czeka. Jest się wolnym – można nie wracać. Póki znów się nie znudzę i wrócę. Ale czy Ty mnie rozpoznasz…

Glejtem będzie pocztówka.


Bez znaczka i adresu

Kategoria: Listy  Komentarz
Kapitał ludzki

Tekst długi, skomplikowany dla tych, którym łaska oszczędziła doświadczenia zarządzaniem kapitałem ludzkim.

Jest w sieci pewne grono ludzi, których można nazwać liderami. Takich słodkich lowelasów (brakuje mi zamiennika), którym real dał w kość, a tu zaszywszy się pod pelerynką nicków podnoszą z martwych swój egocentryzm. Czy w necie czy w real, aby zaistnieć mógł ktoś czy coś zachowana musi zostać pewna drabina. Z czatowego ogródka wyciągnięci przeciętniacy trafiają na listy najbardziej poczytnych blogów i for, a nawet staja się twórcami stron internetowych. Hierarchiczność ustawia nicki w skali przedsiębiorstwa różnych szczebli. Jak to działa?

„Liderzy” netowi (ograniczę się tylko do jednostek, żeby nikt nie odnalazł tu siebie, przypadkiem) cenią sobie ludzki kapitał, ale tylko od strony technicznej, instrumentalnej.
Najpierw badają potencjalne cechy kandydata (mającego posłużyć do współpracy), węszą czym się interesuje, jakie posiada kwalifikacje; to nic, że nie ma nawet matury, liczy się doświadczenie, tak wiec wiek nikogo nie dyskwalifikuje. Podczas monitorowania zawraca się uwagę na: zaangażowanie, wigor, inteligencja, lojalność, kreatywność, wyobrażania, zdolność przetwarzania informacji, a przede wszystkim sprawność logicznego myślenia i realizację narzuconych celów. Szukanie takich aspirantów – z odpowiednia wiedzą, doświadczeniem i przejawiających chęć do działania – jest podstawowym zamierzeniem owego przedsiębiorstwa, a zarazem zbiorowym wymuszeniem na potencjalnym kandydacie najlepszych rozwiązań dla owej firmy.

Los przedsięwzięcia zależy od jej uczestników – strategie i cele organizowane są właśnie przez nich. To oni projektują jego treści, wykorzystują atuty do dalszej promocji i aktywnie uczestniczą w rozwoju projektu, a od tego jak działają zależy zysk. Nie ważne czy pracują dla ideologii czy dla kopniaka, naiwność pozwala im jednak budować nadal… dla ideałów?
Podstawowym celem rozwoju interesu jest tworzenie sieci powiązań miedzy ludźmi poprzez wykorzystanie narzędzi komunikacyjnych, co sprzyja nieformalnym dyskusjom i pomaga rozwijać sieciowe wspólnoty wymiany doświadczeń i wiedzy. Ale potencjał tych grup oparty jest głównie na zaufaniu, wzajemnych świadczeniach i kontaktach interpersonalnych czyli kulturze organizacji, a tu niestety ten kanał jest częściowo zaburzony, stąd szala sukcesów i porażek waha się dość często.

„Lider” jednak nie postrzega pewnych zależności, nie inwestuje w indywidualny rozwój pracownika poprzez zapewnienie mu siły, wiary w swoje możliwości, zdrowego klimatu, wspierania w razie niepowodzeń, nie prowadzi rozmów, nie jest dla nikogo partnerem, jest zawsze „nad”; robotnik sam musi dochodzić, mniemać o co mu tak naprawdę chodzi – jeśli uda mu się przechwycić prawdziwą koncepcje dostaje podwyżkę w postaci takiego „dziękuję” lub „przepraszam”. Niuans tkwi w tym, że przyjęte praktyki zarządzania pracownikami polegają nie tylko na dzieleniu się wiedzą (w tym wypadku „lider” jest raczej skąpcem), ale na zespoleniu ich w jedną grupę, powiązaną nie tylko sztywnymi konwenansami. Zapewni to, iż holding będzie miejscem, gdzie gromadzi się informacje i uskutecznia najlepsze praktyki, jak również wspólnotą osób w niej pracujących mocno identyfikujących się z niepowodzeniami i sukcesami firmy.

Dla zwiększenia zysków należy raczej inwestować w rozwój wiedzy, indywidualne zdolności przez kreowanie takiej atmosfery, która nastawiona jest na wspieranie, wspomaganie, doradzanie i partnerstwo, a nie tą opartą na hierarchii.

Może rozumienie pojęcia „kapitału ludzkiego” odnośnie działalności internetowych „liderów” nie jest łatwe, lecz kąt padania moich myśli na dzień dzisiejszy kręci się koło tego tematu. Interes własny, budowanie macierzystej wartości kosztem armatniego mięsa.

Wpis nie wymaga komentarzy.

Wątpię

Wątpię. We wszystko. W symetrię świata, w odkupienie człowieka w moc jakiegokolwiek przesłania.
Prawda – jaka ona jest? Grzeszna?
Moja, Twoja, innych.
Dla mnie – człowieka ukształtowanego w tej kulturze, napiętnowanego schematami, sceptycznego, dla którego wszystko jest relatywne.
Każda prawda jest wyłącznie prawdą tego, kto ją wypowiada. Jest tyle prawd, ilu ludzi. Nie ma jednej prawdy, dlatego prawda nie istnieje. Tylko siłą można narzucić prawdę, a siłą nie ma w sobie nic z intelektu. Posługuje się bronią: kijem, pistoletem, zabójstwem, szantażem, chłodną kalkulacja, jest narzędziem przymusu, wywiera napór na zmysły, każde im się tymczasowo porozumiewać co do obowiązującej doktryny. Prawda w pojedynczych przypadkach to zwycięstwo lub klęska, a w najlepszym przypadku zawieszenie broni. Ale to nie jest ani prawda, ani pokój.

Kategoria: Listy  Komentarz
Tylko mnie kochaj

Chudła. Atrakcyjna blondynka w mysich warkoczykach. Właścicielka świetnych piersi, których rozmiar zmieniał się wprost proporcjonalnie do wyników totalizatora wagi łazienkowej. Kiedy była samotna i nieszczęśliwa – chudła. Jej makijaże stawały się bardziej wyraziste, a spod skąpych topów, delikatnie wychylały się kuszące piersi.

Chudła. Kiedy tylko poszukiwała tatuowała sobie ciało szyldem: „do wynajęcia”, gdzie pod spodem, małymi literkami majaczyło: „na stałe, jeśli się uda”. Przywdziewała kuse koszulki, spódniczki nie zakrywające nawet dobrze pośladków kolorowymi kwiatami i ruszała na podbój naturalnych walorów natury. Zakładała rolki, te od św. Krzysztofa, i gnała pod las niemal brukowaną drogą. Łożyska rzędu czterech plastikowych kółeczek najczęściej nie wytrzymały wyboistości podłoża i w krótkim czasie wymieniała jedno z nich, by w końcu zredukować ilość o połowę. W domu miała zapasowe, kupowane niemal co miesiąc – lśniące plastykowe rolki i masywne buty. Kiedy już nie musiała ścigać się z komarami wyjeżdżała na chodnik przed dom, gdzie stara Kafka rządziła naocznie ulicą i to ona pierwsza rzuciła w nią ulubiona doniczką z czerwoną pelargonią.
- Kobieto, ile ty masz lat! Pożądanym ludziom nie dajesz spokoju tym wehikułem. Faceta byś sobie znaglała a nie tu burdy pod oknami urządzasz!

Zahamowała koło rozbitej doniczki, wyjęła z plecaka butelkę z wodą i ostentacyjnie oblała dekolt. Zimna stróżka bezbarwnego płynu pośliznęła się po wgłębieniu miedzy piersiami i wzorcowo wyciętej bluzeczce, by pojawić się na odsłoniętym dołeczku pępka na chwilę zatrzymując się i móc w chłodnych dreszczach wypłynąć ze zdwojoną siłą nieco niżej… Piersi niczym nieskrępowane brylowały krągłościami pod mokrą bluzką a nieśmiałe pieprzyki na ich czubku prężyły się reprezentacyjnie. Trafiła do ust i ssała zawzięcie. Po czym wygięła się niemal dotykając dłońmi chodnika, aby babcia mogła zauważyć przypadkiem jej szyld: „I love you, sweety”. Ruszyła niezmiernym piruetem, ratując pupę przed poświeconą dla niej drugą pelargonią. Jedno przyznać babci trzeba – miała niedościgniony wzrok i celność. Ale to ona była szybsza.

Chudła. Po maturze, na drugim i na trzecim roku, nawet, kiedy pan dziekan zapewniał ją, że jest najlepszą studentką i gładząc po karku poprosił o pozostanie na uczelni. Została, przez pięć nieśmiertelnie długich i żmudnych lat. Spod płóciennego białego fartucha prześwitywała kolorowa sukienka, wołając: „szukam!”. Przeźroczyste pipety, flakony, nabrzmiałe syfony, alkaloidy, stężone zasady, hodowle tkanek zwierzęcych, dymiące naczynia syntezy chemicznej były niczym w porównaniu z jej koewolucyjnym dążeniem. Ponad dymiącymi kwasami rozkwitała kolejna miłość.

Już nie chudła. Kiedy wprowadzała kolejnego gościa do służbowego mieszkania. Po cichu. By za moment w szaleńczych okrzykach paść na gruby dywan… Wszyscy ci mężczyźni nie umieli, bądź nie chcieli z nią rozmywać. Jedli z nią kolacje i śniadania, czasem nawet obiady, gdy pozwoliła im wprowadzić się na dłużej. Dłużej to znaczy trzy miesiące, bo taki rekord zanotował jeden student politechniki, piszący pracę ze statystyki.
Już na pierwszej randce snuła marzenia, w jakiej sukni pójdzie do ślubu, a na drugiej, kiedy on pytał czy idą do niej czy do niego, czy on będzie dobrym ojcem dla ich dziecka. Każdy z tych panów, któremu udało się przebrnąć przez batalię romantycznych czułostek, wprowadzał się po paru dniach. Była idealna, przez tydzień; zachwycała elegancją, porządkiem, superseksem, dobrą kuchnią. Ale zapominała zostawiać luki na popielatość. Szary popiół na pustej półce w łazience. Zaraz potem denerwowała ją obsikana deska, resztki jego zarostu na umywalce i plamy pasty na lustrze. Ci wszyscy faceci nie chcieli składać żadnych deklaracji, nie interesowała ich zepsuta wanna, kolorowe tapety w dziecinnym pokoju, wspólna lokata, bo tak się „bardziej opłaca”. Nękani problemami kobiecych rozterek wynosili się przedwcześnie. Żaliła się potem, że faceci to dziwne zwierzęta, nie stadne, ani monogamiczne. Boją się, że ich telefon się nagle rozładuje, a to, że kumpel wyhaczył na allegro lepszego lapa, a jego fura nie przypomina już all exclusive. Bali się też jej? A to nie od tego przypadkiem kwitła w ukryciu ich prostata?
Jeszcze nie chudła.

Brr… patrzyła ze zgrozą na porozrzucane skarpetki i delikatną muskulaturę kolejnego mężczyzny jej życia. Pogwałcał jej harmonię idealnie samotnej siły, pędu do rannego joggingu i hałasujących rolek. Leżały w kącie – zapomniane, lśniące holenderskie kółka.
Brr.. przypomniała sobie wczorajszy wieczór zaglądając do salonu. Smród papierosów bił od świeżo położonych tapet i nowiutkich firanek. Ten wieczór – pokerowy, cholernie nudny, z idiotycznymi komentarzami, wulgarna nasiadówka przy wódce z jego kolegami z pracy.

Chudła, wzuwając holenderki i wbijając się w za małe topy nienawistnie podkreślające każdy wałeczek na ciele. Chudła, kładąc niewinnie karteczkę na satynowej pościeli. KOCHANIE, JUTRO WYJEŻDZAM SŁUŻOBOWO. MASZ CZAS DO WIECZORA:*
Wszyscy, ale to wszyscy mężczyźni jej życia byli inteligentni na tyle, żeby zrozumieć teść różowej karteczki. A „ten” to nie był ten, który sobie na nią zasłużył.

Chudła. Odsłaniała po raz kolejny swój szyld, święcie wierząc, że samotność do najgorsze cierpienie. No, bo Bóg musiał być bardzo samotny skoro stworzył świat!
Chudła. Kiedy Kafka po raz kolejny słysząc tłuczące po chodniku rolki zamachnęła się z czerwoną pelargonią.

Kategoria: Niepamiętnik  Komentarz
Ślad człowieka

Są takie miejsca, w których nie da się o wszystkim pisać. Właściwie są tylko wybrane rejony, gdzie można wiele. Zazwyczaj miejsca w sieci są ułożone tematycznie. Zaczynając pisać ten blog nie zakładałam niczego, ani tematyki, nie miałam planu, nie nastawiałam się na konkretną formę wypowiedzi. „Cybertaniec ” obiera funkcję luźnych tekstów, o nie całkiem zdefiniowanej tematyce. Jedynie, czego nie mogę wykluczyć to człowiek, jego emocjonalne reakcje w każdy przejawie życia. Nie ma określonej idei, poza samym pisaniem, a jej cząstki klarują się z upływem czasu.

Postanowiłam stworzyć nowe miejsce, gdzie czas na chwilę przystaną a człowiek wstawszy z mogiły będzie snuł historiograficzną opowieść. Zaplątany w sieć czasu trwać będzie w symbolach, znakach, alegoriach i metaforach, archetypicznie. Wszystkie formy i typy przekazu są związane z naszą kulturą i z kultury wynikają. Uszczegółowienie znaczeń odległych i ze sobą niepowiązanych cechuje alegorię. Chcąc zastosować taką metodę wyjaśnień tekstów oraz przedstawień obrazów, wieloznaczny obraz – symbol, staje się jednoznacznym dla naszej kultury i dla obeznanego z nią widza. Z nami.
Dlaczego człowiek zostawia takie ślady? Tworzy po to, aby w postaci symbolu, znaku czy alegorii móc przedstawić złożone uczucia i idee, których w żaden sposób nie może lub nie umie przedstawić słowami.
Na tym blogu nie da się pomieścić wielości tematów, jak i różnego spojrzenia paru ludzi, którzy będą Znak ze mną tworzyć. Nie chce zamykać też drzwi dla nikogo, kto chciałby pisać o człowieku. Dziwne przedsięwzięcie, może… a jednak próba kroczenia po swoich śladach i być może trafienie do celu jest warta zmierzenia się z człowieczą drogą wielu istnień.

Ślad człowieka

Kategoria: Cybertaniec  Komentarz
Niebieski dym

- – Masz pan papierosa? – wysoki mężczyzna podszedł do wielkiej witryny RUCHU.

- Mam – odparł drugi nie odwracając się nawet do rozmówcy. – Bez filtra.
Wyciągnął z kieszeni tabakierkę i bibułki. Począł skręcać coś na kształt papierosa. W szybie, w zarysach twarzy widać było zmęczona linię oczu i ust, jak gdyby na nie przelany został cały czar życia. Był przystojny, ale tak jakiś poręcony, wręcz niesympatyczny. Miał może 25 lat.

- Proszę – podał nieznajomemu, twardo oglądając kolorowe czasopisma.
Odpalił papierosa i w smudze dymu trwali tak przez chwilkę.

- Ładna lalunia… hehe – wtrącił przypadkiem zaciągając się po samo dno.
Ten od papierosa skrzywił się. Wielość pięknych lalek przytłaczała wszystkimi kolorami świata.

- Za dużo pstrokacizny, proszę pana. Nie widzę tu nic pięknego, fałsz i obłuda.

- Coś ci się pokręciło chłopczyku…

- Nie mnie, ślepcom. Wie pan, kim ona jest? – wskazał na okładkę najbardziej popularnego, kolorowego pisma. – To ciało od niedawna okupuje wszystkie dzienniki, postery, plakaty, reklamy. Wszystkie przedsiębiorstwa handlowe kupują za bajońskie sumy możliwość jej pokazania, gdziekolwiek, aby choć koło niej. Sprzedaż się podwaja, klienci walą wszystkimi możliwymi dziurami. Paparazzi nachalnie promują to przedsięwzięcie…. To piekło. Nikomu nie życzę, by od dzieciństwa musiał współistnieć z pięknem. Z rzadka widywane piękno opromienia świat. To, widzialne, na co dzień, rani, pali i zadaje rany, nigdy się nie zabliźni.
Chłopak nie odwracał twarzy od szyby, mówił jakby do siebie, monotonie, bez żadnego wyrazu twarzy.

- A tamta – wskazał na niebieskooką piękność o kruczoczarnych włosach. – Wyrazista, prawda? Jej piękno nie wymaga objaśniania. Rozmawiałem z nią, nawet dotykałem. Jest taka sama jak na zdjęciu – nierzeczywisty blask skóry zdaje się sam wytwarzać światło, oczy, o niesprecyzowanym odcieniu nowo powstałego koloru; misternie wykrojone, wydatne, mięsiste wargi, zawsze gotowe do całowania; nos wyrzeźbione przez utalentowanego rzeźbiarza i ich płatki, drgające czynią ją bardzo zmysłową. Jej każdy ruch jest delikatną falą na wzburzonym morzu, zachwycała precyzją ruchów i wykwintnie smakiem…

- No, takie są najlepsze…

- Do czego? – chłopak odwrócił się pierwszy raz do niego. Był cholernie przystojny, jak on nie mógł tego zauważyć? Idealny i te oczy. Świdrujące we wszystkich odcieniach niebieskiego, od lazuru po granat przez fiołkowy, grafitowy, popielatoniebieski, kobalt, indygo i błękit. Niebieski dym przesłonił mu rysy twarzy.

- Zdaje się panu, bo siła piękna polega na wmówieniu tym, którzy się z nim stykają, że oni sami są piękni. Oni zarabiają krocie na tworzeniu tej iluzji. Wyrywają ich sobie, zapraszają na przyjęcia, występy w programach telewizyjnych, umieszczają na rozkładówkach. Nie mogę potępiać ludzi za to, że wpadają w pułapkę tego mamidła. Jako dziecko byłem przekonany, że jestem tak samo wspaniały jak oni.

- Robisz w tej samej branży?
Chłopak uśmiechnął się.

- Marzył pan kiedyś by być brzydkim? Niewątpliwie po urodzie trzeba wybrać brzydotę. Jeśli brzydal nie przyciąga od razu uwagi, to i tak daje się zauważyć, wywołuje komentarze a wtedy anonimowość znika, droga się otwiera. Brzydal może robić tylko podstępny. Bez skrępowania, bez przerwy będzie zadziwiał. Im jest mniej uwodzicielski, tym większym uwodzicielem się okaże. Będzie rozmawiał z wyszukaną galanterią, tym lepszą, bo wie, że jeśli milczy przegrywa. Będzie odważniejszy, szybszy, bardziej skory do pochlebstw, bardziej się będzie starał, bardziej hojny, słowem, bardziej zakochany, bardziej skuteczny. Oni są wybornymi kochankami i triumfatorami w miłości. Wystarczy zresztą popatrzeć wokół siebie, ile przepięknych kobiet wychodzi za orangutanów. A atleci godni greckich posągów? Żenią się z odpychający larwami. Dla nas, nie dla nich. I pominę nawet wartości materialne. Uroda i piękno są przekleństwem, które wywołuje tylko gnuśność i rozleniwienie. Szpetota jest błogosławieństwem, dzięki któremu można stać się wyjątkowym, można zmienić życie we wspaniałe istnienie.

- Chcesz się oszpecić?

- Tak, ale brakuje mi serca i jaj brzydala. Mam tylko hormony niewdzięcznika i bojowość cielęcia.
Mężczyzna od papierosa splunął i wyrzucił żarzący się niedopałek.

- Co ty mi tu sprzedajesz, kolego…

- Uczciwość.

Kategoria: Moje podwórko  Komentarz