• Gościnnie N, 8 czerwca 2008

    Alarm w telefonie, śpię dalej ale dzwonek nie ustępuje, dzwonek sympatyzujący z szubienicą, dzwonek jak pętla na mojej szyi. Sen chce wziąć mnie siłą, mamiąc niezłym filmem o Tobie. Śniło mi się, że leżysz koło mnie, boję się otworzyć oczy, żeby nie okazało się, że to co obejmuje jest tylko poduszką. Czuje się zawiedziony, że wciąż żyje, że nie umarłem we śnie. Umrzeć z miłości…. to taka śmierć za pomocą pistoletu kupionego razem z Twoim palcem na spuście. Błagając Cię o Twoją miłość zeszmaciłem się. Jestem psychiczny – bo miłość jest chorobą psychiczną, jej brak, jeszcze większą, wykręca duszę tak jak się szmatę do podłóg wykręca – jestem szmatą, która opadła na mą duszę, niby całun. Boję się ruszyć, bo szmata z której jestem uszyty jest z lichego materiału, jak tylko się poruszę szwy pójdą i rozsypię się wraz z całym stelażem, pod którym płonie ogień piekielny, taki specjalnie wymyślony dla mnie, za moja miłość do Ciebie za to, że sobie wymyśliłem, że kiedyś będziemy razem. I zostanę już z moją szmatławą duszą, w tym łóżku niczym w grobie, niczym w urnie, w której pozostawiam wszystko, czym byłem i wyruszam w głąb na spotkanie tego czym się stanę, składając ją w pościeli jak w ziemi w dowód miłości.

    W około mnie cisza… Wychodzi z niej samotność… Porusza się na palcach, zachodzi od tyłu i szponiastymi palcami zaciska się mocno na gardle. Trzyma… Staje przede mną z drwiącym uśmiechem na ustach, po czym zaczyna krzyczeć na całe gardło te wszystkie okropne rzeczy, zaczyna bluźnić na prawo i lewo, pluć krwią i zarazą. A ja chciałabym w tym momencie umrzeć, by nie słyszeć tego nienawistnego głosu… I w takich momentach pojawia się ból. Gdzieś w okolicach serca. A z bólu rodzi się tęsknota. Klęczy prze de mną i skomlę cicho jak pies, bezwstydnie prosząc o ratunek. Składa ręce w geście pokory i rezygnacji, szukając u mnie ratunku. A ja odwracam twarz, zatykam uszy, by nie dochodził do nich ten jęk rozpaczy… I w takich momentach pojawia się strach. Wchodzi bezczelnie nie pukając i sieje zamęt i zniszczenie. A po nim zostaje już tylko pustka, bezkresne zero, pustynia bez piachu.

    Po co wciąż budzę się? Znowu mi się śniłaś. Czułem zapach twoich włosów, słyszałem Twój równy oddech. Stałaś patrząc na mnie. Chciałem podbiec, przytulić się, powiedzieć jak bardzo Cię kocham, jak bardzo mi zależy, ale coś, jakaś blokada nie pozwoliła mi zrobić kroku. Powiedziałem tylko: <Ale mi napędziłaś strachu! Myślałem, że to już koniec!> ale nie odezwałaś się. Pewnych słów człowiek nie jest w stanie znieść. Ja nie byłem w stanie znieść Twojego milczenia, które zabrzmiało jak wystrzał z pistoletu. Upadłem nieżywy. Umarłem. Umarłem, ale moje ciało się z tym nie pogodziło i żyje dalej, bo jestem pozbawiony własnej woli. Straciłem kontrolę, straciłem Ciebie, jedyne źródło mojego życia. Podniosłem rękę i z pożądaniem zacząłem spoglądać na wijące się żyły pod cienką skórą, są tak blisko, tak blisko… wystarczy tylko ugryźć… Wystarczy tylko…

    Muszę wstać inaczej umrę w tym łóżku… ale zaraz, zaraz przecież ja chcę umrzeć więc wszystko w porządku. Nie otworzę okna, poczekam aż zabraknie tlenu. W pokoju panowała radosna atmosfera cmentarnej kaplicy, ale słońce wychylając się za chmur, zmieniło ten scenariusz. Nagłym błyskiem niczym napalm rozlała się po pokoju jasność, zacząłem uciekać przed nią, brodząc w pościeli jak w wietnamskim błocie. Natrafiłem na ścianę, tulę się do niej, przytykam policzek, gładzę ją dłonią. Marzę, że ktoś z zewnątrz z drugiej strony także przytula się do niej swym ciałem. Może marzę za bardzo, ale kiedy myślę o Tobie, pragnę czuć Twój dotyk. Ciągle widzę nas razem, ciągle jesteśmy dla siebie, mimo tego, mimo wszystkiego, ciągle jesteśmy razem, inaczej, ale razem, czy chcesz, czy nie, a chcesz. Ja już wiem, tylko Ty musisz się dowiedzieć… Przetrwamy razem po wieki zaklęci w tej ścianie, niczym wieczni kochankowie. Nie, no bez sensu to wszystko, czegoś brakuje… Nie jestem już sobą. A kim? Nie wiem. Pustą formą , w której może zamieszkać każdy, cokolwiek. Choćby ta ściana, albo wróbel. Nie chcę, aby we mnie zamieszkał wróbel. Jedyne czego pragnę, to Ciebie. Wróć jaka jesteś, jaka byłaś, jakom pragnę Cię widzieć. Jak przyjaciel, jak przyjaciel, jak dawny wróg. I przysięgam, że nie mam broni. Nie, nie mam broni. <Dobranoc> wyszeptałem do mojej ściany, ucinając tym wszelkie zbędne pytania z jej strony. Tuląc w sobie wróbla, uciekłem w sen.

    <cze – jestem wróbel> patrzę i oczom nie wierzę ale wzrok nie myli, rzeczywiście wróbel. <Poprawiłem ci poduszkę.> Powiedział. <No widzę jedną fałdkę żeś wyprostował.> <etam jedną, trzeba cieszyć się z rzeczy niewielkich, z drobiazgów, które na pozór nic nie znaczą, doceń to, doceń tamto i jesteś szczęśliwym człowiekiem.> dodał wróbel. <Doceniam. Miło, kiedy ktoś się o nas troszczy i interesuje nami.> Odparłem. <To takie przyjemne.> i wtedy wydało mi się, że dla kogoś jestem jednak ważny. Już dawno tego nie czułem. <Uważaj czego pragniesz.> powiedział niby od niechcenia, wygładzając nóżkom kolejną fałdkę. <Nie dlatego, że dostaniesz, ale dlatego, że gdy to dostaniesz, nie będziesz już tego pragnął.> Wróbel co ty wygadujesz? <Długo byłeś z Aśką.> Spytał <Nie. Tak naprawdę to bardzo chciałem z nią być, ale coś się popsuło. Nie wyszło.> Odpowiedziałem zgodnie z tym jaka była prawda. <Fantazje muszą być nierealistyczne, aby pożądanie trwało bezustannie. Dobrze wiesz, że z Aśką by wam nie wyszło, pomimo waszego braku sprzeciwu, pomimo waszej akceptacji, i z całą resztą na nie.> <Wiem wróbelku, wiem. Ale wiem też, że prawdziwe szczęście dają jedynie, marzenia o przyszłym szczęściu i dlatego tak naprawdę przez ten krótki czas, wbrew pozorom byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi> Zapadła długa cisza, w czasie, której wróbelek wygładził kolejna zmarszczę na poduszce, a ja znów stałem się sobą, tak bardzo, że dotarłem do swoich granic. <Dobra ja zrobiłem swoje, poducha jak nowa. Muszę już lecieć. Żegnaj> otworzyłem mu okno.

    Wyfrunął, poszybował, odleciał – wysoko, daleko, hen. Żegnaj wróbelku, żegnaj. To co myślałem wcześniej nagle znikło, albo ukryło się za barykadą myśli. Nowszych myśli, wymyślonych teraz. Zamurowało się, zapomniało nieużywane. Zepchnięte na dno świadomości z nadejściem nocy zatopi się w poduszce i będzie mnie uwierać co noc, co sen. Miłość zbyt słodka, by ją wspominać.

    Autor: latiude @ 15:16 z kategorii Gościnnie |

    Jeden komentarz do wpisu "Zakochany ja"

    • Kadarka says:

      latiude mówi:

      piszac to bylem zakochany- kochalem tak -ze az bylo mi niedobrze- nie chce juz przechodzic przez cos takiego -gwaltowna milosc to choroba psychiczna ludzi slabych – jest pomocna za pierwszym razem- za kazdym nastepnym razem jej dzialanie jest niekorzystne-

      09/06/2008 godzina 11:14

      Kasia mówi:

      :) Myślę, że każda miłość, nawet jeśli się kończy, zostawia w nas coś dobrego.

      09/06/2008 godzina 20:54

      latiude mówi:

      co? napisz co zostawia dobrego

      mam sasiada -ktory co jakis czas sie zakochiwal co mu zostalo:
      zostal ojcem z dzieckiem nie ma kontaku -placi aliment
      byl tak zakochany -ze trul sie jak dziewczyna go zostawila- ledwo zachowal zycie
      po kolejnej milosci zostala mu jakas paskudna dolegliwosc – z ktora dlugo sie meczyl i dopiero pomoc lekarza dermatologa mu ulzyla
      kiedys znowu sie zakochal po czym zostal bez grosza -w ogole bez niczego -dziewczyna nie oddala mu zadnej jego rzeczy
      wczoraj go spotkalem w miescie- byl kupic nowy starter do tel. bo po ostatnim zakochaniu dostawal dziwne tel.
      czy to ten moj znajomy jest wyjatkiem? nie

      rzadko bywa tak -ze oboje sie zakochuja w jednakowo i odkochuja w tym samym czasie- zawse ktos cierpi- zawsze zostaja rany w emocjach – w psychice – przeważnie sa i inne uszczerbki niz tylko emocjonale- ludzie podejmuja iracjonalne dzialania w stanie odrzucenia -
      z autopsji pamietam -ze malo mnie obchodzilo co bedzie z dziewczyma zakochana we mnie kiedy ja zostawialem -a z drugiej strony ja zblaznlem sie bedac zostawiony -
      czlowiek powinnien zakochiwac sie tylko w przyszlym mezy lub zonie i podtrzymywac to uczucie do konca zycia -dlatego powinno sie dobrze wybierac przedmiot naszych uczuc w dogodnych okolicznsciach dla obojgu -

      10/06/2008 godzina 09:23

      zołza mówi:

      Chłopak, w którym sie zakochałam, tak naprawdę, pierwszy raz w zyciu, mnie zostawił. Pól roku przychodziłam do siebie i mialam na uwadze tylko jedno: rozkochiwac po kolei chłopakow w sobie i ich zostawiac. Hmm, padło by na mojego męza i czując cos podswiadomie na poczatku omijałam chłopaka, nie chcac sie angazowac. Umawialam się z niejakim Krzysiem, palantem do potegi entej, tak dla zabawy, dla jaj, ale on tez dla jaj sie tylko spotykal ze mna. Czułam to od poczatku. Nie było zadnej więzi głebszej miedzy nami, tylko zabawa. Wiec nie szło go zranic, ani porzucic. Potem moje drogi sie zeszły z drogami mojego męża, bylismy kilka miesięcy razem potem wyjechal na poltora roku za granicę. Wytrwalismy próbę,jeśtesmy razem do dziś. Ale uwierz mi 10 lat sniło mi się , ze mój mąz mnie opuszcza. Jak myslisz kto naprawde mi sie snił? jaki uraz mam do dziś , ktory wplywa na moja psychike po dzis dzien i napawa lekiem? Co jeszcze ma wpływ na moja psychike i podejscie do sprawy w taki sposób? Zdecydowanie dzieciństwo, kiedy to mój tata odszedł od nas na miesiac kiedy mialam rok, a potem kiedy mialam 9 lat. Wrócił owszem, ale dla mnie, w mojej psychice pozostał uraz- facet to zło, to ktos komu nie mozna zaufac.
      Dzis jako dorosła kobieta zastanawiam się co było przyczyna takiego zachowania mojego ojca? Jaka on mial rodzinę, jakie zycie? Jakie były jego relacje z moja mamą? Moja babcia opuscila dziadka, jak byla w trzecim miesiacu ciązy z moją mamą. Nigdy juz potem nie byli razem. Co nosila moja mama w swoim sercu, wychowywana tylko przez matke?

      Panicznie boje sie rozłąki z tymi, ktorych kocham. Nie wiem czy potrafiłabym kogokolwiek porzucic? Wiem ,ze moja postawa jest niewatpliwe wynikiem wychowania. Ile jednak tam mojego dobra i ile dobra drugiej osoby? Myśle sobie na ile człowiek jest zdolnym aby sie zmienić? Na ile dla dobra całości nalezy porzucic samego siebie? Co ostatecznie jest przyczyną rozstań u innych?

      10/06/2008 godzina 11:49

      Kasia mówi:

      Latiude, miłość to nie sklep. :) Nie wybierzesz ani modelu, ani rozmiaru.Przychodzi i jest . I nie pyta, czy chcesz mnie za męża/żonę?
      Pytasz, co dobrego? Pod wpływem miłości każdy ładnieje/i nie tylko mam na myśli fizyczność/, ziarno zasiane w nas jest stale, nawet gdy miłość się kończy.
      Strasznie pesymistycznie zabrzmiałeś Latiude.
      A nie widziałeś szczęśliwej miłości? Ja widziałam.
      Mam nadzieję, tez takiej doświadczyć.
      Nie, nie jestem beznadziejną optymistką, Miłość nie zawsze mnie głaskała.Ale żadnej z moich miłości nigdy nie oddałabym. :) )

      10/06/2008 godzina 14:16

      latiude mówi:

      no ale napiscie lepiej czy podobalo sie opowiadanko -bo nie jest moim tu celem moralizowanie- bo nie w tym celu to pisalem

      10/06/2008 godzina 15:08

      Kasia mówi:

      Podobało się podobało:P/i tak moralizowałeś:)/

      10/06/2008 godzina 19:05 | Edycja

      latiude mówi:

      Kasia pójdziemy na lody- jest tak gorąco

      10/06/2008 godzina 19:21

      kadarka mówi:

      Zrobiło sie tak przytulnie, jak na widowni ROZMÓW W TOKU . A miłość to taka sztuka balansowania na krawędzi – dostosowania własnych potrzeb do potrzeb partnera, nieustannego docierania się, kluczenia miedzy swoją a cudzą prawdą…
      Statystycznie zachujemy się 3 razy w życiu, uśrednijmy to: raz na 11-12 lat, a reszta to tylko zauroczenia, albo fizyczność. Uśrednię, że jestem tradycjonalistką i potrzebuję miłości jak wody (niekoniecznie źródlanej, klarowność powiewa nudą). Szczerze powiem, że pije jej namiastkę, to lepsze niż nic .

      Podoba mi się to opowiadanko, nie jest oględne, jest emocjonalne, wewnętrzne i głębokie.

      10/06/2008 godzina 19:37

      kadarka mówi:

      Latiude, zdrajco!

      10/06/2008 godzina 21:47

      Kasia mówi:

      Że niby te lody, Kadarko? ;) /Latiude, jestem ja!/
      roześmiałam się.
      Dobrego dnia , uczestnikom rozmów w toku:P

      11/06/2008 godzina 07:09

      Kasia
      mówi:

      O rany, jestem ZA, miało być/no, lew ze mnie jak nic!/

      11/06/2008 godzina 07:10

      zołza mówi:

      dobrego dnia wszystkim czekamy na dalszy ciag programu.

    Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *

    You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">

    Preview:

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

czerwiec 2008
P W Ś C P S N
« maja   lipca »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u