Około czwartego piętra spojrzał w górę klatki schodowej. Pięter ubywało dla równowagi poniżej przybywało. Usiadł na schodach, chciał cieszyć się ta chwilą jak najdłużej. Gdzie miał się spieszyć? Do czego? Wyciągnął paczkę papierosów, wydobył z niej jednego, odpalając dostrzegł tabliczkę z napisem “no smoking ” – za późno pomyślał. Za środkowych drzwi wyjrzała twarz obramowana siwizną. Spytała: „Ile masz lat synek?”. Pokazał jej jeden palec, ten środkowy. Twarz jednak wciąż patrzyła bez najmniejszych oznak zdenerwowania aby za chwilę znów zacząć patrzeć od początku, nie tracąc zainteresowania, przy czym nie zdradzała niczym, że kiedykolwiek przestanie patrzeć.
Pewno jeszcze chwila a udostępni mi swoje poglądy na temat szkodliwości palenia – pomyślał. Miłość bliźniego jednak wzięła nad nim górę i się nie odezwał. Papieros wypalał się powoli, wypełnił się myślami. Dni dawne były słabe, potępiał je, skarżył. Oczy w zamyśleniu dopiero po chwili zorientowały się, że twarz znikła za zamykającymi się z trzaskiem, w formie protestu drzwiami. Pociągnął ostatni oddech papierosa, zgasił niedopałek na nieczułej na ból betonowej posadce, po czym wstał i ruszył w dalszą drogę. Z kolejnym piętrem wskaźnik optymizmu podskoczył o kilka kresek. Zmuszając twarz do uśmiechu a nogi do wysiłku pokonał kolejne piętro.
Tam na górze szybował… daleko… bez ograniczeń… tak naprawdę było to jedyne miejsce, gdzie żył spokojnie, sam na sam z marzeniami.. marzył… bezbronny, ale też niezagrożonym….tak, chciał żyć…. po to by marzyć…decydować o sobie… Niemal na każdym piętrze otwierały się drzwi i ktoś nieufnie patrzył w jego stronę. Gdy tylko się odwracał drzwi z trzaskiem się zamykały i dało się słyszeć pospieszne zasuwanie zamka. Miał jeszcze do pokonania trzy piętra. Szedł powoli. Schody, schody, schody. Po kilku minutach stał już na ostatnim. Wyszedł po metalowej drabince na dach. Problem stanowiło jedynie otwarcie włazu, ale poradził sobie. Już po chwili stał na metalowym podłożu dachu. Przy żywym świetle nieba, poczuł się lepiej. Ciepły letni wiatr naznaczył usta uśmiechem, rozchodził się po ciele. Doszedł do niego gwar miasta , śmiech dzieci bawiących się na pobliskim placu zabaw. Świat wydał mu się nieograniczenie piękniejszy niż ten tam na dole. Zauważył z góry szczegóły, których nie widział z bardzo bliska. Jak na znak, wyszło za chmur słońce, jego promienie dotykały mu twarz, robiły psikusy oczom. 
Szedł spokojnym krokiem ku końcowi dachu. Spojrzał w stronę swojego domu po czym zrobił ostatni krok.
Chodnik zbliżał się coraz bardziej i bardziej… Kiedy spadał, objął nostalgicznym wspomnieniem wszystkich ludzi których kiedykolwiek spotkał, miejsca które odwiedził i wybaczył tym którzy go krzywdzili.

Jeden komentarz do wpisu "Ucieczka"
Lunetarius mówi:
Ładnie opowiedziane, ale tak jakby wyrwane z kontekstu. Zbyt wiele niedopowiedzeń przed i po. A może w taki właśnie sposób postrzegamy decyzje innych ludzi i to, co czynią.
ostatni akapit przypomina mi nieco zakończenie “Martina Edena” Jacka Londona. Twój tekst odświeżył mą pamięć z przed 35 lat.
12/06/2008 godzina 13:35
latiude mówi:
wyrwane z kontekstu bo w gazecie byla tylko krotka notka o samobójczym skoku chlopca z dachu 11pietrowca -poza tym koncowka z założenia miała być zaskakujac nie chcialem rozwadniac powodami -pamietam jakie wywarlo na mnie wrazenie zakonczenie ksiazki “Czyz nie dobija sie koni” zapewne czytales
ps. w sylwestra powiesil sie facet na drzewie rosnacym przy kanale wodnym przechodzacym przez miasto – wisial nad sama woda na suchej galezi – czesto tamtedy przechodze – ale jakże widowiskowy wybor smierci- przeciez mogl powiesic sie na klamce w lazience -moze kiedys to opisze
12/06/2008 godzina 18:43
Kasia mówi:
Jak wiele trzeba odwagi, by zrobić ten krok…
12/06/2008 godzina 21:49
latiude mówi:
odwagi? raczej jakim trzeba być tchorzem – kazda śmierc wynika z ‘glupoty’ w szeroko pojetym znaczeniu -głupoty swojej lub czyjejs – nigdy nie jest tak zle zeby umzec -
12/06/2008 godzina 22:19
latiude mówi:
umrzeć*
12/06/2008 godzina 22:21 | Edycja
Kasia mówi:
Stałeś kiedyś na dachu?
12/06/2008 godzina 22:46
latiude mówi:
stalem kiedys na garazu- ale to tez sie chyba liczy?
13/06/2008 godzina 14:24
Kasia mówi:
Mało!
13/06/2008 godzina 18:47
zołza mówi:
Nigdy nie myslalm aby skoczyć. O smierci myślałam wiele razy. Budzilam sie z lekiem w beznadziei i serce łomotało jakby oszalałe. Znam doskonale czym jest depresja i odczuwanie bezsensu życia. A jako podobno moja babcia odebrała sobie zycie, wiem czym jest zycie dziecka bez matki-mama mi dośc opowiadała o swoim zyciu. Dzieci są moja kulą i dzieci sa moim całym życiem. Aha i zaakceptowałam , że jestem nienormalna
, chyba zaczynam zdrowiec
14/06/2008 godzina 22:54
latiude mówi:
Ciesze sie -ze tak sie rozumiemy z pania -prosze pani- w takim razie to na razie
kadarka help – wracaj !!!!
14/06/2008 godzina 23:12
Kasia mówi:
Latiude, na dobre i na złe!/Kadarko, nie spiesz się;)/
14/06/2008 godzina 23:26 | Edycja
zołza mówi:
kADARKO WRACAJ, BO USCHNĘ Z TESKNOTY