- Tu jest napisane, że zmarł 17-05-2008, ale dzisiaj jest dopiero 10-05-2008, to jakaś pomyłka?
- Nie.
- Nie?
- Wszystko się zgadza, umrę dopiero za tydzień, zgodnie z tym, co jest napisane na nagrobku. To jest moja data śmierci.
- Wybrałeś sobie piękny dzień na śmierć, za tydzień ma być wreszcie słonecznie i ciepło, a nagrobek też piękny.
- Usiłuję całe życie robić dobre wrażenie – aż po grób.
- Dlaczego chcesz umrzeć za tydzień?
- Jestem zmuszony obietnicą, pół roku temu przypadkiem uniknąłem śmierci, została mi odroczona na pół roku, żyję tylko dlatego , że przysiągłem umrzeć jak minie ten termin.
- Chcesz o tym pogadać?
- A ma pani czas? Bo to długa historia.
- Nie. Opowiesz mi innym razem, dzisiaj jestem tu w pewnej ważnej sprawie, a ty widzę oswajasz się powoli ze śmiercią, stojąc nad swoim grobem?
- Sam sobie wykopałem grób, ale sam się nie pochowam, musi ktoś za mnie to zrobić. Właśnie to teraz załatwiałem.
- Mój mąż leży niedaleko, mogę zaglądać do ciebie na grób, jak już będzie po wszystkim.
- Będę wdzięczny, to znaczy byłbym gdybym żył, tylko proszę pamiętać, że nie lubię chryzantem.
- Postaram się zapamiętać.
- A mogłaby pani przy okazji wdepnąć do moich przyjaciół? Te groby po lewo.
- Dobrze, ale musisz i ty coś zrobić dla mnie…
- Co mam zrobić, obrabować bank? Zabić kogoś? Długo już nie pożyję, wiec mogę wszystko… hyhy
- Niezupełnie.
- Niezupełnie? A wiec jednak?
- Pomożesz tylko nieznacznie w śmierci pewnej kobiecie.
- Co ma zrobić – pociągnąć za dźwignię? Nacisnąć guzik? Podać truciznę? hyhy
- Pomożesz jej się z kimś spotkać.
- Mam załatwić płatnego mordercę?
- Nie, ten ktoś już też nie żyje
- To jakiś duch morderca?
- Nie. To zwykły trup.
- Zwykły trup… A to są jakieś inne trupy?
- Ten leży na tym cmentarzu.
- Mam wykopać trupa? Ale to niezgodne z prawem.
- Przecież sam mówisz, za tydzień masz już nie żyć. Nie wszystko ci jedno, skoro możesz w ten sposób zrobić dobry uczynek.
- Dobry uczynek? hmm niech będzie, a dlaczego chce pani zabić tą kobietę?
- Nie chce jej zabijać – ona już prawie nie żyje- to znaczy powinna już nie żyć, jest śmiertelnie chora, tylko nie może umrzeć.
- Hmm – to chyba dobrze, że pomimo choroby wciąż żyje? Po co jej ten trup? Ma go zobaczyć i umrzeć ze strachu?
- Ten trup , to jej syn. Jechał do niej pożegnać się przed śmiercią, była konająca, ma raka. Nie widzieli się 20 lat. 20 lat temu wyjechał do innego kraju, i słuch po nim zaginął. To ja go odnalazłam i wezwałam na pogrzeb, który stał się zarazem jego własnym. Jadąc miał wypadek, trup na miejscu. Dwa tygodnie temu był pogrzeb, nie mówiłam nic jego matce, a mojej najlepszej przyjaciółce, żeby nie dokładać bólu do jej cierpienia. Strasznie cierpi, lekarze nie wiedzą co mają robić, kobieta powinna już nie żyć, ale jakimś cudem żyje i cierpi. Wczoraj powiedziała mi, że nie umrze dopóki nie zobaczy syna. Dzisiaj w nocy, wykradnę ją z hospicjum i przywiozę tu na cmentarz, reszta to twoje zadanie, wiesz co masz robić – rzekomo sam sobie wykopałeś tu ten grób, wiec masz już wprawę.
- Ok, gdzie jest ten grób?
Razem z zaprzyjaźnionym grabarzem o zmierzchu zaczęliśmy kopać, grób był świeży, wykopanie nie stanowiło wielkiego problemu, dodatkowym ułatwieniem był płytki dół. O północy trumna była gotowa do otwarcia. Szpadlem poluzowaliśmy wieko, które odskoczyło z zadziwiającą łatwością, a chwilę później zobaczyliśmy leżącego w trumnie człowieka. Żałowałem, że nie odwróciłem wtedy głowy. W leżącej na białym materiale postaci z trudem rozpoznawałem rysy człowieka. Jego twarz porastała gęsta biało–zielona pleśń. Zasłonięte nią były przede wszystkim oczodoły i usta, z których obrzydliwa substancja zdawała się wręcz wylewać. Moim ciałem wstrząsnęły gwałtowne mdłości, ponieważ jednak, ze względu na jego matkę nie wypadało reagować zbyt gwałtownie, skierowałem wzrok w jakimś innym kierunku, starając się nie myśleć o tym, co zobaczyłem. Wtedy to właśnie nastąpiło coś, czego nie zapomnę do końca życia. Matka, cicho szlochając uklękła obok trumny i przytuliła rozkładające się zwłoki do swojej piersi.
- Syneczku – szepnęła. – Mój kochany syneczku…
W powietrzu wyczułem bijący z trumny smród.
- Proszę pani – odezwał się cicho młody grabarz. – Musimy już zamknąć wieko. Proszę pani! – powiedział głośniej.
Spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem.
- Tak, tak, wiem… – szepnęła ledwie słyszalnie, jak nad kołyską śpiącego dziecka. – Jeszcze tylko chwilka… Jedna chwileczka…
Z kieszeni wyjęła bawełnianą chustkę i czułymi, opiekuńczymi ruchami zaczęła ścierać
pleśń z twarzy syna. Po chwili wyglądał niemal tak samo, jak w dniu pogrzebu. Kobieta uśmiechnęła się czule spoglądając na to, co pozostało z jej syna.
- Śpij spokojnie, skarbie – powiedziała jeszcze lekko się uśmiechając, po czym spojrzała na młodego grabarza. – Teraz już możecie zamknąć. Dziękuję. Dziękuję wam wszystkim. Do widzenia. Do widzenia synku – to były jej ostatnie słowa, które słyszałem i które wypowiedziała.
Na porannym obchodzie w hospicjum lekarz stwierdził zgon kobiety.

Jeden komentarz do wpisu "Mniejsza część większej całości"
Kasia mówi:
Smutne.
Pięknie opowiedziane, Kadarko:).
04/06/2008 godzina 15:17
Lvnetarivs mówi:
3 lata temu zmarła moja mama. Miała 78 lat. tydzień spędziła w szpitalu w agonii. Gdy w niedzielny poranek telefon ze szpitala zakomunikował tę wieść szybko dotarłem na miejsce.
Leżała w specjalnym pokoju na oddziale na wózku zawinięta w zielono-seledynowy materiał, coś jak fliselinka.
Zamknąłem drzwi za sobą otoczony pastelowymi kolorami ścian. Odsłoniłem twarz, na której zobaczyłem blogi spokój i brak cierpienia. Przytuliłem swoja twarz czując jeszcze jej ciepło. Trwałem tak długa chwilę… nie potrafię określić jak długo. Chciałem czuć jeszcze ciepło jej ciała. ciała, które przez 9 miesięcy nosiło mnie w sowim łonie i karmiło. Czułem niesamowitą jedność i dziwny spokój.
Wyprostowałem się i powiedziałem na głos: “Nie posłuchałaś mnie! Mówiłem Ci, gdy mówiłaś o umieraniu, że w grobowcu nie ma jeszcze miejsca”.
Byłem jedynym z jej najbliższych, który widział ją martwą. Taką mam w rodzinie rolę. Zamykam powieki i wieko. Pozostali mają pamiętać ją żywą.
04/06/2008 godzina 16:41
latiude mówi:
tak jak pisze w tytule jest to mały fragment większej całości- która akurat jest pisana przez mnie – kadarka ma chwilowy urlop od pióra więc ja zapełniłem powstałą lukę – w miarę powstawania ciągu dalszego możliwe -ze będą inne fragmenty
04/06/2008 godzina 19:36
Kasia mówi:
Ups, ale ze mnie gapa.Nie myślałam, że jest “autorów dwóch”;)
Zatem,pięknie opowiedziane, Latiude.:)
05/06/2008 godzina 19:55
kadarka mówi:
Zapomniałam, a może nie chciałam wstawić znaku informacyjnego…
Latiude, pomimo że miał już doświadczenia z tego typu aktywnością, to mimo mojej zachęty do założenia bloga – stanowczo odmawiał. To miała być próba, ale chyba nie jest zadowolony.
Jeśli chodzi o śmierć, to zdaje mi się, że już małe dziecko trzeba z nią oswajać. To nie tabu, śmieć ma tak wiele oblicz, iż można umiejętnie wybrać i przedstawić dziecku. Najgorsza jest ta brutalna, wyrwana z życia – trzymać martwe ciało na swoich słabych dłoniach. Tak było z moją prababcią, potem tatą. Trzymałam ich za rękę, kiedy odchodzili, jedno spokojnie, drugie w strasznych konwulsjach. Bezsilność pozostawia trwały ślad. Oswaja brutalnie.
06/06/2008 godzina 10:47
zołza mówi:
Swietny eksperyment-brawo:)Mysle, ze fajna forma zabawy i jak wiele o nas czytelnikach mówi. Swietny chwyt. Choc w sumie nie podoba mi sie on teraz, ale pierwsze odczucie zaskakujace. To tylko moj osobisty uraz mnie ogranicza, gdyby nie ….zdumienie jeszcze raz zdumienie ogarnia mnie.
Apropos smierci…Gdy cierpienie odchodzacej osoby przechodzi pewna granice, smierc staje sie wybawieniem. Nie moglam mojej mamy pozegnac normalnie, gdyz ona po wylewie nie byla normalna. Ale doswiadczenie jej nienormalnosci graniczy z paranormalnym zdarzeniem, podczas gdy nie wiedzac o umierajacej kobiecie w drugim pokoju na oddziale szpitalnym nagle rzekla:”-cos wyszlo z ciala”.Przeszly mnie ciarki. Gdy moja mama umierala nie moglismy zostac na oddziale -umarla tuz jak odeszlismy, jakby czekala az sie oddalimy. Pani obok zdala nam na zajuztrz cala relacje. Po kilku miesiacach sama umarla podejmujac glodowke na wlasne zyczenie. nie chciala życ. Wiec jakaz ma czlowiek wielka wolę?
Latiude pisz
06/06/2008 godzina 11:40
Kasia mówi:
Uważam próbę za udaną.
Latiude niezadowolony? Proszę, dać się namówić Kadarce.
Z przyjemnością poczytam dalsze części większej całości:)I zapewne nie tylko ja.
Pozdrawiam autorów dwóch;)
06/06/2008 godzina 15:17
Pluskotka mówi:
Mnie rodzice nigdy nie zabierali na pogrzeby. Na pierwszym byłam ledwie rok temu gdy zmarła moja prababcia. Ale tylko w takich okolicznościach tak naprawdę można pożegnać się z kimś bliskim i zrozumieć, że już nie ma go przy nas.
06/06/2008 godzina 19:01
latiude mówi:
jejku ale pogrzebowo się zrobiło – lubie pisac mam juz za sobą okres dekadencji i nie wiem dlaczego wybralem ten temat – dokoncze go bo zaczalem ale to ostatni raz taki ponury temat -czy ktos zwrocil uwage na glownego bohatera ? ma zginac !!! obiecal !!! komu mozna obiecac swoja smierc i dlaczego? i czy mozna cos takiego w ogole obiecac? kto ma prawo tego zadac?
06/06/2008 godzina 20:04
kadarka mówi:
Pluskotko, śmierć jest częścią życia. Nie da się chyba nikogo tak ostatecznie pożegnać, bo pozostaje ta gorycz. Czemu to już?
Latiude, ja się normalne czuje jak na „wywczasach” i przychodzę do siebie w gości (szarogęsić się ). Twoje pytania są retoryczne, sam powinieneś to wiedzieć najlepiej, a nas miło zaskoczyć. Tekst zazwyczaj dojrzewa wraz z kolejnymi zdaniami, kiedy rodzą się myśli autora. Co do obietnic własnej śmierci, to brzmi to cokolwiek niehumanitarnie, ale jak dla mnie bohater mógł połknąć pigułę z opóźnionym tygodniowym zegarem śmieci. Śmierci nikt nie ma prawda od nikogo żądać, w zależności od wiary – życie odebrać ma prawo tylko Bóg. Ale tu nie chodzi o moralność tylko o ciekawą treść.
Kasiu, obawiam się, że to jest na razie ta mniejsza część .
Pozdrawiam spod palmy
07/06/2008 godzina 15:26
Lvnetarivs mówi:
Jest takie powiedzenie: Człowiek urodzi się to i umrzeć musi. Szkoda, że śmierć jest odbierana jako coś strasznego, a nie jako naturalny porządek rzeczy. Mnie nie przeraża, co nie znaczy, że nie dotyka mnie, gdy odchodzi ktoś bliski.
07/06/2008 godzina 19:03
latiude mówi:
Ależ śmierć jest czymś nienaturalnym już samo to -że ludzie do tej pory nie pogodzili się z nią o tym krzyczy- tak jak ludzie nad grobami bliskich – budowa ciała ludzkiego świadczy -że ludzie zostali stworzeni do życia wiecznego:
“Jak powszechnie wiadomo, mózg ludzki ma tak olbrzymie możliwości, że człowiek w ciągu swego życia potrafi spożytkować tylko niewielką ich cząstkę, obojętnie czy żyje 70, czy nawet 100 lat. Według Encyclopædia Britannica mózg “ma tak ogromne możliwości, że człowiek nie jest w stanie ich wykorzystać przez całe swoje życie” (1976, t. 12, s. 998). Uczony Carl Sagan oświadczył, że mózg ludzki mógłby pomieścić informacje, które “wypełniłyby jakieś 20 milionów tomów, a więc tyle, ile się znajduje w największych bibliotekach świata” (Cosmos, 1980, s. 278). Jeśli chodzi o możliwości “układu segregującego informacje” w mózgu człowieka, biochemik Isaac Asimov napisał, że “doskonale znosi każde obciążenie związane z procesami uczenia się i zapamiętywania, a nawet stać go na wysiłek miliard razy większy” (The New York Times Magazine, 9 października 1966, s. 146). (Po co mózg ludzki został obdarzony takimi zdolnościami, skoro nie da się ich wykorzystać? Czy sam rozsądek nie podpowiada, iż ludzie otrzymali nieograniczoną możliwość uczenia się dlatego, że zostali stworzeni do życia wiecznego?)”
Bóg ostrzegł Adama przed nieposłuszeństwem- które mogłoby doprowadzić do śmierci (Rodzaju 2:17) “Ale co do drzewa poznania dobra i zła – z niego nie wolno ci jeść, bo w dniu, w którym z niego zjesz, z całą pewnością umrzesz”.
Rzym. 5:12, 17, 19 „Przez jednego człowieka [Adama] grzech wszedł na świat, a przez grzech – śmierć, i w taki sposób śmierć rozprzestrzeniła się na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli (…) Wskutek wykroczenia jednego człowieka śmierć królowała (…) Przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami”.
1 Kor. 15:22 “W Adamie wszyscy umierają”.
07/06/2008 godzina 19:41
zołza mówi:
Napisałes latiude:
“Czy sam rozsądek nie podpowiada, iż ludzie otrzymali nieograniczoną możliwość uczenia się dlatego, że zostali stworzeni do życia wiecznego?)”
Czyż ludzie nie zostali powołani do przypomnienia sobie wszystkiego co zawiera ich mozg?
ja mam wrazenie, że mozg jest programem jak program komputerowy i tylko trzeba odzyskiwac dane. Zauwaz, że poki ktos nie jest gotowy czegos rozumiec-miec swiadomości logiki danej nauki, wiedzy nie potrafi dłuzej jej zapamietac. Tylko to co rozumiemy pamietamy zawsze. Myśle, ze wiedza jest w nas i tylko swiadomość naszej jażni ją oswietla – wyłania i pozwala ją dalej przekazywac poprzez synchronizowanie się ludzkich umysłów. Swiadomośc nasza to około 10 procent pamieci mozgu a reszta to nieswiadome dziedzictwo genetyczne naszego kodu DNA zawartego miedzy innymi w materii mozgu.Moze tam jest zapis naszych przodków? może czas biegnie do tyłu? Moze nasze zycie to analiza zycia samego Boga? Bo w nim jestesmy i z niego sie skladamy. tak to rozumiem.
07/06/2008 godzina 23:41
kadarka mówi:
Przychodzimy na ten świat bez niczego i zniczym odchodzimy. Tylko oceany są wieczne – w nich zaczyna i kończy się życie… Wiara w to czy tamto, pozwala nam tylko przeżyć tę chwilkę na ziemi.