
Stargate Reconciled
Piramida – Egipcjanie, emocje, Oko Opatrzności, hierarchia celów, żywność… pierwsze skojarzenia. Najważniejsze są postawy aby piramida mogła piąć się w górę, aż do wszechwiedzącego Oka. Egipcjanie wybierali na swe piramidy najlepsze miejsca, ciosali dokładnie każdy kamień i stawiali go w ścisłe określonym matematycznie miejscu. W piramidzie żywieniowej zawarte grupy produktów informują ile powinno się ich znajdować w każdym posiłku w ciągu dnia. Zasada jest taka sama, jak w egipskich usypiskach to, co najważniejsze znajduje się na samym dole, u podstawy. Pierwszym i nieodzownym elementem dającym fundament wzrostu ciała jest ruch. Dopiero potem ustawiają się produkty z ziarna i tłuszcze roślinne owoce i warzywa oraz przetwory mleczne, na końcu czerwone mięsa.
Gdyby tam przewrócić piramidę żywieniową, co niektórzy robią, prędzej czy później runie. Nasze wysiłki pięcia się w górę zrównają się z ziemią, obliczenia zmienią znaki, hierarchiczność obróci się w przeciwną stronę, a emocje wezmą górę nad rozumem.Jak każda żyjąca istota – człowiek – ma własną hierarchię celów. Na szczycie z kolei tej piramidy, znajduje się “przeżyć i rozmnażać się”. Posuwając się w dół, natyka się na nieco mniej ważne cele, jak zachowanie odrębności cielesnej, dobra praca, a jeszcze niżej znajdują się cele o mniejszym znaczeniu: zakup samochodu, mebli, wycieczka w czasie weekendu. Dla każdego z tych celów istnieje szereg odpowiednich planów, które pozwalają na realizację zamierzeń. Zazwyczaj cele są ukryte, nie są zagrożone, wiec nie wymagają natychmiastowego działania. Na szczęście selekcja naturalna nie wyposażyła nas w bezduszne instynkty reprodukcji, które zmuszałoby do ciągłego odczuwania tego pragnienia, co i tak prędzej czy później robimy. Rzadko w naturalnych warunkach stajemy w sytuacji zagrożenia życia. Np. przechodzimy na drugą stronę ulicy z zamiarem wykupienia wycieczki; nagle jakiś wariat przejeżdża na czerwonym świetle prosto na nas. W przeżywanym strachu nagle nasza piramida ulega przewartościowaniu hierarchii zamierzeń. Nasz cel – wycieczka – pozostał wyparty przez naglącą potrzebę obronienia o wiele większej wartości – życia. Ciało, im jest w lepszej formie tym szybciej, automatycznie uruchamia odpowiedź – ucieczkę. Dzięki zwiększonemu wydzielaniu adrenaliny, lepszemu ukrwieniu mięśni, dodatkowych porcji tlenu udaje się odskoczyć i uniknąć niebezpieczeństwa.
Czasami to właśnie emocje ratują nas przed katastrofą jaką jest przerwanie przetrwania. Są doskonałym mechanizmem do podejmowania decyzji i polem, na którym przegrupowują się motywacje. Prowadzą do pionowego określania planów i celów, a mając przypisane automatycznie odczuwanie, pozwalają na bezpośrednią motywację i przejście do działania.
Czasami emocje to nasze przekleństwo. Kiedy biorą górą nad racjonalnością, działają impulsem w sytuacjach, które wymagają trzeźwości. Po ochłonięciu żałuje się pochopnych ruchów, których nie da się odwrócić, naprawić.Cegiełka za cegiełką budujemy swoją piramidę do słońca, do Oka, które nas oświeci i wskaże drogę. Cegiełka po cegiełce pracujemy nad kondycją fizyczną a to, co włożymy w ciało wyjmiemy po latach na szczycie. Emocjonalne podstawy kreuje dzieciństwo i to na tych wątłych cegiełkach mózg bazuje aż do wierzchołka. Całe życie pracujemy żeby okiem Boga pilnować świata, na krótko, by zaraz paść do podstaw wegetacji.



Alarm w telefonie, śpię dalej ale dzwonek nie ustępuje, dzwonek sympatyzujący z szubienicą, dzwonek jak pętla na mojej szyi. Sen chce wziąć mnie siłą, mamiąc niezłym filmem o Tobie. Śniło mi się, że leżysz koło mnie, boję się otworzyć oczy, żeby nie okazało się, że to co obejmuje jest tylko poduszką. Czuje się zawiedziony, że wciąż żyje, że nie umarłem we śnie. Umrzeć z miłości…. to taka śmierć za pomocą pistoletu kupionego razem z Twoim palcem na spuście. Błagając Cię o Twoją miłość zeszmaciłem się. Jestem psychiczny – bo miłość jest chorobą psychiczną, jej brak, jeszcze większą, wykręca duszę tak jak się szmatę do podłóg wykręca – jestem szmatą, która opadła na mą duszę, niby całun. Boję się ruszyć, bo szmata z której jestem uszyty jest z lichego materiału, jak tylko się poruszę szwy pójdą i rozsypię się wraz z całym stelażem, pod którym płonie ogień piekielny, taki specjalnie wymyślony dla mnie, za moja miłość do Ciebie za to, że sobie wymyśliłem, że kiedyś będziemy razem. I zostanę już z moją szmatławą duszą, w tym łóżku niczym w grobie, niczym w urnie, w której pozostawiam wszystko, czym byłem i wyruszam w głąb na spotkanie tego czym się stanę, składając ją w pościeli jak w ziemi w dowód miłości.
pleśń z twarzy syna. Po chwili wyglądał niemal tak samo, jak w dniu pogrzebu. Kobieta uśmiechnęła się czule spoglądając na to, co pozostało z jej syna.
Jako mała dziewczynka słyszałam bajkę, która pozwalała mi przetrwać trudne szkolne chwile. Metaforyczne ujecie pasowało do wielu sytuacji z pogranicza bajdy, snu i jawy.