
Maj, dość zimny, dziś zlitował się nad korzystającymi z solariów. Nieustannie padało, nie nadążam zmieniać przeciekających parasoli. I ten ból głowy – mój cichy przyjaciel. Nie mogę w takich dniach leżeć, spać, jakikolwiek statyczny czy dynamiczny podział czasu wyzwala dziwne myśli. W bólu największe wariacje się rodzą.
Jak pisze Johnson: „Każdy z nas potrafi tworzyć, a większość tak czy inaczej się tym zajmuje. Nie ulega wątpliwości, że pełnię szczęścia osiągamy właśnie, tworząc, chociażby dzieła nawet skromne i niepozorne”. Jako potomkowie Boga nosimy w sobie wrodzoną iskrę tworzenia.
Niektórzy mają podwójne szczęście, dostali dar pisania, rzeźbienia, malowania, doskonale słyszą dźwięki, popisują się erudycją, walczą na argumenty… Pozostawiają po sobie namacalne dzieła, które przetrwają wiele lat, a ich nazwiska owieje niejeden historyczny wiatr. Nie każda twórczość jest tak bezsporna. Ktoś, kto buduje fabrykę, daje pracę wielu tysiącom ludzi, czy nie czuje satysfakcji z tworzenia? Jest namacalne, jako skupisko budynków, połacie ziemi, maszyn, zwierząt. Produkty z tej fabryki można kupić w wielu miastach świata. Ale czy ktoś pamięta, kto stworzył grabarkę do siana czy jaki jest prawdziwy rodowód Barbie? Są to rzeczy użyteczne, ale kto by zapamiętał nazwiska tych wszystkich twórców i po co? To jak z ogrodami. Ile jest w przekazach źródłowych opisów pięknych starożytnych ogrodów. Twórca starał się za wszelką cenę sprawić radość ludziom, pięknymi kwiatami, owocami, kompozycjami alejek i altanek. Ten luksus przepadł w efektach i nietrwałości naszego eleganckiego świata.
Pewna ciotka na zgromadzeniach rodzinnych zawsze wspominała epizod, który zaważył na jej przyszłości. Marzyła o dostaniu się na ASP. I dostała się. Z namaszczeniem opisuje ten moment, kiedy otwiera szarawą kopertę z uczelni i czyta o pomyślnych notach przebrnięcia przez batalie graficznych prac. Satysfakcję szybko ostudził jej ojciec, rodowity rolnik, zdaniem: Z tego ziarna mąki nie będzie. Ciotka przez trzy miesiące walczyła o własne miejsce w świecie, w końcu z braku środków do życia stanęła za sklepową ladą. Nie miała już czasu na malowanie (jej stare szkice są naprawdę dobre), praca w sklepie, w polu, potem dzieci, mąż i proza życia zawiązała jej talent na łańcuszku. Nigdy nie wróciła do wyrażania świata w ten sposób. Jak to określiła – dzieci będą pamiątką po tym, że żyła. Przykro, może byłaby z ciotki sławna osóbka? Jej dzieci, jak i mąż, odeszli a twórczość przeistoczyła w sprawianie radości ludziom; komponuje różne gatunki kwiatów w przydomowym ogródku. Kształtem, barwą, artystycznym zmysłem dobiera rośliny i przeistacza je w gustowne naziemne dywany. Nie wiem czy umiałaby zatrzymać rośliny na płótnie, czy to z racji braku zdolności. czy zamknięcia życia w ciasnej klatce.
A czy to nie jest tak, że obowiązki rodzinne bardziej kobietom niż mężczyznom utrudniają tworzenie? Do twórczości potrzebna jest samotność, niekoniecznie ból czy schizofreniczny szał. Bóg (los – jak kto woli) daje nam różne dary, samotność też jest darem rozwijania zapomnianych talentów. Samotność nie jest porażką, i jak pisze Johnson – jest wsłuchaniem się w siebie. Przecież tak naprawdę jesteśmy samotni przez całe życie, a byt w pojedynkę nie oznacza przegranej.
Twórcą jest rolnik, szklarz, malarz, właściciel fabryki i sprzątacz na ulicy. I ten kto po kryjomu bazgroli na kolanie małe karteczki, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Szczęściem jest umieć dostrzec w swym życiu element twórczości.



Uśmiecham się, gdy pomyślę, że w sieci jestem poza ciałem. Nie mam oprawy, która wymaga drukowania ulotek, paktów, reklamówek, nie muszę biegać za technicznymi sprawami. Siedzę i gram – słowem, podobnie jak aktor. Gdy nie mówię – nie jestem. Może nie mam dużej publiki, ale to też mnie cieszy, jeśli mam trafić do kogoś – znajdę furtę, o mur też się obiję, tak od czasu do czasu dla zdrowia psychicznego. Nie tworzę żadnej grupy, jestem sama, decyduję o moim scenariuszu i poszczególnych aktach, każdy wyraz mogę dowolnie tworzyć od nowa. Nawet wytrzeć błąd wyrazowy w oku przeglądarek. Nie jestem zmuszona liczyć na spóźniającą się trupę, a pan reżyser nie ubliży potoczyście dekoratorowi, który pomylił znaczniki, przez co światło dało inny obraz całości.Na początku mojej drogi sieciowej potykałam się o licznych reżyserów. Moje spektakle produkowałam na zamówienie, o określonym temacie, z pokazowymi słowami kluczowymi. Twórcy ci także brawurowo grali, uwalniali emocje, szczególnie we mnie; otwierali nowe perspektywy. Zawiodły mnie trochę ich cele. Siłą pieniądza w sieci nie ma dla mnie racji przebicia, jednak ludzkie emocje są powszechnym środkiem płatniczym. Czego człowiek nie robi, by dostać obiecany dodatek, dopóki omamiony świecidełkami nie trafi w pustkę. Okłamuje się. Radzi sobie, naśladując tłum gapiów i twórców zarazem.



