
Trzy dni temu tak bardzo się cieszyła, gdy po paru miesiącach w końcu przyjechał. Wysiadł z taksówki i rzucając walizki na chodnik wbił się w jej usta. Potem tańczył z ich córką. Na ulicy, tamując na 10 minutę wszelki ruch przechodniów. Zagubiona sześciolatka nie wiedziała jak się zachować na widok przyjezdnego wujka. Wujek pobawi się z nią, da prezent, może pójdą razem do kina, scenariusz jak sprzed pół roku i dalej, i odpłynie do Francji albo gdzieś do Ameryki Łacińskiej.
- Mamo, mogę już iść do swojego pokoju? – Magda błagalnie zanurzyła wzrok w domku dla lalek.
Matka skinęła głową a dziewczynka starannie nauczona przytuliła się do taty.
Wrócił do domu przed trzema dniami i z dnia na dzień było coraz gorzej. Mała zapominała o wyznaczonych automatyzmach, nie słuchała ojca, arbitrem była matka. On nie mógł temu pobłażać nastawając na wolność dziecka zakazując podstawowych rozrywek, takich jak spotykania z koleżankami czy gry na komputerze. Magda nie miała już roczku, ale on nie umiał znormalizować swoich oczekiwań z szybkością jej rozwoju. Był tylko bogatym wujkiem dzielącym się prezentami i egzotycznymi opowieściami.
I z nimi coś się nie układało. Pierwszego dnia byli skrepowani, bardzo ostrożni i uprzejmi, badali się nawzajem niczym zapaśnicy przed walką. Nie byli sobą, mieli tylko ufność w nawiązaniu nici porozumienia tam, gdzie została przerwana przed paroma miesiącami, kiedy wyjechał. Następnego dnia miało być lepiej, lecz wszelkie wysiłki zmieniało się w miraż. Ona była taktowna, zbyt wielkoduszna, a on wychwycił to. Sytuacja rozdrażnia go i przestało mu się już podobać w tym domu. Teraz doszło do sprzeczki, może to za mocno powiedziane, ale on przyjął, że dojdzie do kłótni, celowo do niej dążył. Był wobec żony okrutny. Ale czy tego chciał? Odczuwał niemal perwersyjną przyjemność sprawienia bólu, chciał widzieć jej niepowodzenia w staraniu się, by stali się znów rodziną, chociażby na 3 tygodnie. Myślał o niej przez cały czas podróży, jak błogo będzie wrócić od niej, do małej i do domu, który ona urządzała przez parę lat. Ale gdy wrócił nie było wcale przyjemnie.
- Proszę, zejdź na dół, pobaw się z dzieckiem. Wieczorem obiecałeś Magdzie lodowisko. Twoja matka zaraz przyjdzie.
- Wspaniale, ale nie.
- Dlaczego?
- Bo nie
- A czego chcesz, jakie masz plany?
- Nie mam planów. Nie chcę nigdzie wychodzić, nawet nie chcę opuszczać łóżka. Nie mam zamiaru spotykać się w twoją czy moją rodziną. Nie będę szczerzył do nich zębów i opowiadał o ciszy na morzu. Po raz kolejny… Niektórym ciężko jest nawet pojąć podstawowe terminy, a co mówiąc powtarzane do znudzenia. To głąby, śliniące się na wszystko debile, a ja nie zamierzam zgrywać przed mini bliskiego śmiałka. Nie będę nikomu opowiadał gdzie byłem i na czym spędzałem czas, nie będę uśmiechał się wstydliwie, kiedy wpadając w zachwyt będą mnie wychwalać na wysokości. Jaki jestem to ja wiem najlepiej i dobrze mi z tym, mam gdzieś innych – wycedził jednym tchem.
Przeraziła się, nie mogła uwierzyć, że to ten sam człowiek, którego poślubiła, którego kochała. Kochała?
- To chcesz tak leżeć przez resztę urlopu?
- Tak. Będę leżał, pił piwo, palił i oglądać telewizję. Jak mi się znudzi do wyskoczę do pubu. Możesz mi przynieść parę puszek piwa?
- Nie jestem twoją służącą, zatrudnij obsługę, będzie taniej – zakończyła ironicznie kierując się w stronę drzwi.
- Ożeniłem się z tobą byś mi usługiwała, poza tym śniłem na jawie różowymi marzeniami – uśmiechnął się drwiąco. – Pięknie razem wyglądaliśmy – ty wysoka, smukła brunetka o wielkich oczach i ja przystojny, szarmancki ogier. I mamy wspólną pasję – poklepał przyjaźnie lóżko.
Zawróciła od drzwi.
- Staram się jak mogę, by stworzyć normalny dom. Ale on już ułomny, wymkną się z ram. Wiesz dlaczego? Nie dlatego, że ciebie tu nie ma na co dzień, ściany przyzwyczaiły się już do obecności dwóch osób. Dlatego, że przyjechałeś i zburzyłeś nas spokój świńskim szowinizmem! Widzę, że jesteś rozczarowany …– zniżyła lekko głos ukazując w uśmiechu perełki zębów. – Spodziewałeś się czegoś innego?
- Ty też niczego nie rozumiesz, tak jak te głąby! Spróbuje wytłumaczyć, może pojmiesz.
- Nie próbuj; widać zmieniłeś się tak bardzo, że twój system wartości tu i na morzu nabrały innych konwencji prawnych. Poważne zmiany w tobie zauważyłam już poprzednio.
- A wiesz, czego ja chcę? Robić, co chcę robić, mieć gdzieś problemy innych ludzi, wyjść do parku i skakać na golasa po ławeczkach…
- Ten cały okres nie był dla mnie łatwy… Zmieniłeś się bardzo.
- Przykro mi.
Nie chciała wybuchnąć gniewem, choć ten zażył się w niej od początku rozmowy. Wzbierał w coraz to większe fale.
- Zmieniłem się, nie lubię już muzyki, kocham ciszę i spokój. Nie miej do mnie jakichkolwiek roszczeń.
Stawał się brutalny. Pragnął powiedzieć jej wszystko, wysyczeć szyderczo prawdę, która gnębiła go od roku. Kiedy usłyszał z jej ust oczekiwane pytanie, poczuł dumę, ale i pagardę do siebie.
- Muzyka była zawsze twoją pasją. Siłą napędową twojego życia. Uczyliśmy się jej wspólnie, pamiętasz?
- Przypominam sobie. – naigrywał się – Przez całą podróż i o tym myślałem. Kiedy usiądę w fotelu i godzinami będę słuchał starych płyt, wspominał tamte czasy. Wczoraj przesłuchałem parę z nich i, wiesz, wcale mi się nie podobały.
- Czemu?!
- Podobnie jest z tobą…- mówił powoli by rozumiała. – Już cię nie kocham.
- Jak to? – krzyknęła – To po co te wszystkie kłamstwa?
- Mówią ci to teraz, bo dopiero teraz jestem pewien. Nie ma sensu zostawiać tego na później, skoro to nieprzyjemny temat. A tak mamy wszystko za sobą – zakończył usatysfakcjonowany.
Stała nieruchomo, ale nie zauważył w jej oczach łez. Zacisnęła pieści.
- Chcesz się ze mną rozwieść?!
- Nie. Za bardzo odpowiada mi ta sytuacja. Jesteś dla mnie wielkim kredytem, który niedługo spłacę. Poza tym jestem z tobą psychicznie związany – zaśmiał się złośliwie.
- Czego ty chcesz ode mnie? –zapytała kompletnie rozczarowana.
- Parę puszek piwa i pilota.
Wybiegła z pokoju.
Za drzwiami stała Magda.
- Wiem, nie pójdziemy dziś na lodowisko.
Usiadły obydwie na schodach. Objęła córkę za ramiona.
- Po co mi taki tatuś, który ciągle krzyczy i wszystkiego zabrania?
Ona nie wiedziała, nie umiała nawet wyjaśnić,w jaki sposób kawałek życia umarł jej na dłoniach.
