Archiwum z: » styczeń, 2008 «

Wirtualna kozetka

Do nieznajomego

Ciągle odchodzisz. Ode mnie, od swoich planów i swoich opowiadań. Odwlekasz w czasie to, co nas łączy, boisz się, że nie wyjdzie; nie wierzysz jak klaruję Ci, że to tylko zabawa. Ale obawiasz się, wszak jesteś człowiekiem odpowiedzialnym i jeśli coś zaczniesz – kończysz, albo kontynuujesz do czasu całkowitego wypalenia.

Nauczyłam się przy Tobie pić kawę. Najpierw była to kawa z cykorią i mlekiem, teraz jest już prawie czarna. Zasiadam z nią przed monitor i rozmawiamy o planach na przyszłość, Ty o swoich, ja o swoich. To prawda, ja mam kotwicę, mam port, w którym zwijam żagle i zatapiam się w puchowe pielesze, bezduszne zresztą, ale Ty wiesz… Ty chcesz mieć poukładanie życie.
Nie wiem co robisz, nie znam Twojej przeszłości i mało mnie ona obchodzi; liczy się tylko tu i teraz. Nigdy mi nic nie mówisz o sobie, czytam tylko w niedomówieniach przemycane myśli. Co robiłeś 10 lat temu, jakim człowiekiem byłeś? I nie pytam, obawiam się odpowiedzi.Inspirujesz mnie do rozkładania kart i widzę, że przechodzisz pewien kryzys. Ciężko Ci o tym mówić, wiadomo, facet facetowi nie powie, a co dopiero kobiecie. Nadal poszukujesz tej jedynej… a nadchodzi ten czas – czas konsolidacji, kiedy to człowiek zbiera żniwo minionych lat.

Są dwie szkoły. Pierwsza twierdzi, że warsztat jest sublimacją popędu płciowego, druga, że jest emanacja egzystencjonalnego lęku. Jest jeszcze trzecia szkoła, moja. Chęć realizacji siebie poprzez namiastkę tego, co zdołam zabrać egoistycznemu światu. Ty po trochu cierpisz na te dwa pierwsze syndromy a kryzys pewnego męskiego wieku musi minąć, aby znaleźć schronienie w zatoce równowagi. Ciągle jednak uciekasz, spieszysz się, mówisz, że masz za mało czasu. Wiedzie Cię głębokie pragnienie zmian i palenia mostów. Dlaczego, przed czym chcesz uciec? To strach przed śmiercią, uzmysłowienie sobie jak wiele od życia oczekujesz, a jak mało udało Ci się osiągnąć? Istnieje w Tobie potrzeba dalekich sukcesów, rozwinięcia pasji, nie chcesz spocząć na laurach, a jednocześnie jesteś zmęczony. Planujesz, chcesz szybko uporać się z przymusową pracą i zając się wreszcie tym, co było Twoim cichym przewodnikiem przez całe życie, a na co nie miałeś nazbyt czasu. Kalkulujesz ile potrzeba na codzienną egzystencje, przekładasz do na tygodnie i miesiące, by Twoja pasja sięgnęła szczytu a potem zarabiała sama na Ciebie. Będąc w tym psychospołecznym punkcie przełomowym, wkraczając w drugą fazę życia, walczysz z rzeczywistością, ale przegrywasz. Ta świadomość cicho wkrada się do umysłu, albo przychodzi nagle jak cios obuchem. A jak jest z Tobą?

Jesteś moim spowiednikiem, podobnie jak ja Twoim. Mamy wspólną cechę, chcemy być niezależni. We mnie dopiero wykluwa się owa świadomość, Ty ją już masz głęboko wrośniętą. Potrafisz być przeraźliwie cyniczny, narzucasz światu własny punkt myślenia, liderowanie zmusza Cię do naginania faktów dla potrzeb własnych, częstokroć dla pokazania swojego sprytu i ignorancji dla powszechnie aprobowanych praw. Walczę z tym. Nie okazujesz oznak słabości – oficjalnie, nieoficjalnie jestem ja.

Zapewnie chciałbyś bym utuliła Cię sztampowymi słowy, łagodząc każdą złą myśl? „Wszystko w porządku” – obawiam się, że stałabym się obiektem seksualnym. Taka nostalgia szybko przechodzi na rzecz innych zainteresowań, ale tłumaczę sobie to jak moralnie powinnam. Nie chcę być słaba, za błędy są zbyt duże opłaty. Niejednokrotnie dług przewyższa wszystko, co mamy, nie wystarczą podarte szmaty by odkupić winy chwilowych bolączek.

A tkwi w Tobie głęboka potrzeba podbojów, zapewne istniejąca od zawsze, teraz gwałtowniej się jej poddajesz. Czy to strach, że osiągnąłeś już szczyt swoich możliwości? A miałeś dostać tę nagrodę! A tu na razie pusta kartka, plany ledwie tlące się po nocach w głowie i depresja. Na depresję najlepsza jest kobieta – młoda, wysoka brunetka w dobrze „leżącym” kostiumie z akrylowymi białymi paznokciami. Zważ jednak, że ten podbój to tylko chwilowy parawan aby poczuć się młodszym i pełnym życia.

Jest to swego rodzaju powrót do małego chłopca, który cały czas w Tobie żyje, a teraz cofa się, uganiając za młodymi dziewczynami. Tobie jest zbyt wygodnie by wiązać się na stałe. Romanse działają jak aspiryna – są krótkotrwale. Dopóki nie uporasz się z rzeczywistością, z upływem lat, te wyziewy rozpaczy będą Ci wiernym cieniem. Ja nie zapominam o dziecku, które jest w każdym mężczyźnie. Zdarza się, że dziecko bierze górę nad mężczyzną, w chwili, gdy najbardziej potrzeba dojrzałego osądu i rozsądku. Raz impulsywność, to znów apatyczność, chwile radości i momenty psychicznego kryzysu. Możesz w kółko powstać, że rzucisz pracę, sprzedasz dom, zajmiesz się medytacją, napiszesz książkę, może dostaniesz za nią nagrodę NIKE… Wolniej, będziesz później żałował tych zapędów. To nie ma nic wspólnego z rozwagą, widzisz tylko to co chcesz zobaczyć i myślisz tylko o sobie.

Pytasz mnie po raz wtóry co jest gwarantem szczęścia w życiu. Optymizm, kompetencje, zadowolenie z siebie, umiejętność współpracy, a może niepokój, wrogość, egoizm? Po części to i to, bo im mniej człowiek ma tym jest szczęśliwszy. Ci, co nie oczekują od życia zbyt wiele nie żałują potem, że tego nie osiągnęli.

V.

P.S. Twoja opcja „komunikatorowa” jest bezużyteczna, zawsze będę w Twym rozmiarze. Poza tym, ja Cię wcale nie znam.

Kategoria: Listy  Komentarz
Forma piękna

Czym jest piękno kobiety? Czy jest nim symetria, odległość między jednym okiem a drugim, wysokość czoła a wysunięciem podbródka, masywność warg, kąt załamania kącików ust, dwie piersi… Tymczasem ciało człowieka nie jest symetryczne. Pobieżnie spoglądamy na oblicze ukochanej, w ekstazie nie zauważamy standardowych krzywizn ciała. Symetria w czasie zakochania płata nam figla. A piękno to stereotypy.

Piękno kobiety to nie stój, nie fryzura czy makijaż, chociaż kobiety wydają krocie, bo dały się zwieść przymusowi reklamowemu. Piękno kobiety to jej wnętrze światło, duchowe promieniowanie skrzętnie skrywane, jakby kobiety nieświadomie chciały zaprzeczyć jego istnieniu. A tego, czego nie pokazują siłą rzeczy pozostaje niewidzialne.
Społeczeństwo programuje kobiety, działając na podświadomość poprzez wzorce kultury masowej, aby wierzyły, że jako kobiety nie wzbudzają pożądania bez spełnienia obowiązujących w danej chwili standardów fizycznego piękna. Bardzo podatny grunt dla ciemnych sił zakłamania i społecznych manipulacji. Kobieta prawdziwie świadoma siebie, wie, że jej światło nie ma nic wspólnego ze światłem widzialnym. Gdyby uwierzyły w swą siłę nie dawałyby się tak łatwo zdominować i kontrolować. Nie mamiono by ich iluzjami, że fryzura, ubiór czy makijaż są podstawą do oceniania siebie, a dyktowany model urody świadczy o tym, że nie są piękne.
Mężczyźni w naszej kulturze są rozpuszczeni, kobiety traktują z fałszywym uwielbieniem. A może to one pozwoliły myśleć, że kobieta jest tylko ciałem, wieszakiem na ubrania i maszynką do uprawiania seksu, a efekty tego uzyskują zachowując się czasami jakby tak w rzeczywistości było. Kobieta jest zagadką, trzeba czasu i cierpliwością by ja zgłębić. Może one same przymykają na to oko i w milczeniu zmagają się z lekceważącymi postawami wobec nich.Dlaczego kobiety próbują oczarować mężczyzn, dlaczego to oni nie mogliby się trochę wysilić i oczarować je? Nie każdy mężczyzna wie jak postępować z kobietą pełną pasji, temperamentu, siły. I co taka kobieta ma zrobić, skurczyć się w sobie? Wiele kobieta tak robi i wiąże się z kimś na stałe. Nie wszystkie są szczęśliwe, podobnie jak ich mężczyźni. Lepiej być samotnym niż żyć na pól gwizdka.

Większość z nich zawiera związek małżeński. Trudno powiedzieć ile w tym prawdziwego pragnienia, ile chęci inscenizowanie życia wg powszechnie istniejący kanonów kultury. Naturalne jest pragnienie bycia z osobą, którą kochamy, świstek papieru nie splata serc. Niebagatelne jest nie to, czy kogoś poślubimy, ale czy nowa droga życia doda nam skrzydeł.

Bycie w związku małżeńskim nie oznacza wyrzeczenia się swoich pasji. Małżeństwo nie jest tylko konwencjonalnym układem, ale najczęściej tak jest i wtedy dławi kobietę, zamiast podtrzymywać na duchu Kultura oparta na wzorcach patriarchalnych węszy w kobiecie niezamężnej poważne niebezpieczeństwo. Bezżenny mężczyzna nazywamy jest kawalerem, natomiast niezamężną kobietę – starą panną. Co zatem jest niebezpiecznego w „wolnej” kobiecie, że zagraża patriarchalnemu porządkowi świata? Przecież nie stanowi niczyjej własności, nikt nie kontroluje jej ani jej dzieci.

Jest nieprzewidywalna, nie wiadomo, co może kombinować i wygadywać

Większość uprzedzeń do kobiet gromadzi się gdzieś w nieświadomości. Ci, co chcą poskromić kobiety o namiętnej naturze (a kobiety wolne są takie), ma się za społecznych liberałów o feministycznym zdawałoby się nastawieniu. Wszem i wobec wołają do uznania praw kobiet, a tak naprawdę pragną zdusić w zalążku wszystkie przejawy siły.

Śpiew słowika

„Płacze pani Słowikowa…” – wie dlaczego, gdy odgrzewa po raz trzeci obiad, kiedy samotnie krząta się po mieszkaniu zbierając porozrzucane rzeczy, gdy czyta książkę raz po raz wsłuchując się w ciszę, patrzy w ciemność za oknem i nasłuchuje kojonych obcych kroków. Kiedy rezygnuje, zapada w sen, nagle zjawia się on, pan Słowik. Radosny, przejęty różnymi ważnymi sprawami – staje się wrogiem numer jeden. Wydaje się człowiekiem nieczułym i nieodpowiedzialnym a szybkie uświadomienie mu tego przez panią Słowikową: „Gdzieś ty latał… przecież ja tu płaczę” to najpilniejsze zadanie.

Słowik wraca do domu z głową pełną pomysłów i ciekawych przeżyć, czy to po przeprowadzonej rozmowie, obejrzanym filmie czy po prostu urzeczony pięknem wieczoru i z progu zostaje oblany kubłem zimnej wody. Pani Słowikowa staje się małostkowa, a dom miejscem nieciekawym, przygnębiającym, z którego chce się uciec jak najszybciej i wracać jak najrzadziej. Wtedy zaczyna się konflikt. Kto ma rację? To, że dziś podział obowiązków, nie jest tak jednoznaczny jak w rodzinie Słowików, wcale nie zmienia położenia, bo rolę oblewanego wodą słowika może pełnić raz on raz ona. Są sytuacje, kiedy wspólne gniazdko jest tylko miejscem wykonywania żmudnych obowiązków i wzajemnego obrzucania się wymówkami, a domownicy rozkwitają dopiero w pracy lub w towarzystwie „osobnych” przyjaciół.

Przyjęcie – on sam, bawi się świetnie. Ona została w domu. Nazajutrz skwaszony Słowik nie przypomina siebie z poprzedniego wieczoru. Widocznie „odpokutował” za przyjemności. Niby ten wypad był uzgodniony, a jednak świergot wracającego Słowika do smutnej Słowikowej jakoś tu nie pasuje. Ktoś musi się dostosować albo ona zacznie się śmiać z nim, albo on przyłączy się do płaczu.
Zdarzenia te potęgują gaśnięcie w Słowiku, przed wejściem do domu, wszelkiej radości i już od progu zaczyna narzekać na przemęczanie, choroby i chroniczny brak czasu. Wieczna kara pani Słowikowej powoduje zaniechanie do dzielenia się przeżyciami i skrywania prawdy pana Słowika. Nadchodzi taki moment, kiedy obie strony będą przeżywać czarowne i zajmujące chwile, ale osobno, ukrywając je wzajemnie przed sobą, bojąc się zazdrości partnera. A zazdrość niszczy zaufanie. Skończą się tematy do wspólnych rozmów, zainteresowania zmienią kierunek, nić łącząca związek będzie na tyle krucha, że łatwiej przerwać ją niż łatać.

Dlaczego pani Słowikowa umie dzielić się z mężem tylko kłopotami, nie próbuje przyjmować jego świergotu by jego przeżyciami poszerzać swój świat? Dlaczego pan Słowik rozkwita w towarzystwie a nie umie podjąć domowych trosk i odfruwa coraz dalej?
Kiedy jedno z nich świetnie się bawi, podziwia coś, często zapomina, że gdzieś tam daleko ktoś pełni ich wspólną służbę.

Kategoria: Moje podwórko  Komentarz
Poniżej temperatury ciała

Trzy dni temu tak bardzo się cieszyła, gdy po paru miesiącach w końcu przyjechał. Wysiadł z taksówki i rzucając walizki na chodnik wbił się w jej usta. Potem tańczył z ich córką. Na ulicy, tamując na 10 minutę wszelki ruch przechodniów. Zagubiona sześciolatka nie wiedziała jak się zachować na widok przyjezdnego wujka. Wujek pobawi się z nią, da prezent, może pójdą razem do kina, scenariusz jak sprzed pół roku i dalej, i odpłynie do Francji albo gdzieś do Ameryki Łacińskiej.

- Mamo, mogę już iść do swojego pokoju? – Magda błagalnie zanurzyła wzrok w domku dla lalek.
Matka skinęła głową a dziewczynka starannie nauczona przytuliła się do taty.

Wrócił do domu przed trzema dniami i z dnia na dzień było coraz gorzej. Mała zapominała o wyznaczonych automatyzmach, nie słuchała ojca, arbitrem była matka. On nie mógł temu pobłażać nastawając na wolność dziecka zakazując podstawowych rozrywek, takich jak spotykania z koleżankami czy gry na komputerze. Magda nie miała już roczku, ale on nie umiał znormalizować swoich oczekiwań z szybkością jej rozwoju. Był tylko bogatym wujkiem dzielącym się prezentami i egzotycznymi opowieściami.
I z nimi coś się nie układało. Pierwszego dnia byli skrepowani, bardzo ostrożni i uprzejmi, badali się nawzajem niczym zapaśnicy przed walką. Nie byli sobą, mieli tylko ufność w nawiązaniu nici porozumienia tam, gdzie została przerwana przed paroma miesiącami, kiedy wyjechał. Następnego dnia miało być lepiej, lecz wszelkie wysiłki zmieniało się w miraż. Ona była taktowna, zbyt wielkoduszna, a on wychwycił to. Sytuacja rozdrażnia go i przestało mu się już podobać w tym domu. Teraz doszło do sprzeczki, może to za mocno powiedziane, ale on przyjął, że dojdzie do kłótni, celowo do niej dążył. Był wobec żony okrutny. Ale czy tego chciał? Odczuwał niemal perwersyjną przyjemność sprawienia bólu, chciał widzieć jej niepowodzenia w staraniu się, by stali się znów rodziną, chociażby na 3 tygodnie. Myślał o niej przez cały czas podróży, jak błogo będzie wrócić od niej, do małej i do domu, który ona urządzała przez parę lat. Ale gdy wrócił nie było wcale przyjemnie.

- Proszę, zejdź na dół, pobaw się z dzieckiem. Wieczorem obiecałeś Magdzie lodowisko. Twoja matka zaraz przyjdzie.
- Wspaniale, ale nie.
- Dlaczego?
- Bo nie
- A czego chcesz, jakie masz plany?
- Nie mam planów. Nie chcę nigdzie wychodzić, nawet nie chcę opuszczać łóżka. Nie mam zamiaru spotykać się w twoją czy moją rodziną. Nie będę szczerzył do nich zębów i opowiadał o ciszy na morzu. Po raz kolejny… Niektórym ciężko jest nawet pojąć podstawowe terminy, a co mówiąc powtarzane do znudzenia. To głąby, śliniące się na wszystko debile, a ja nie zamierzam zgrywać przed mini bliskiego śmiałka. Nie będę nikomu opowiadał gdzie byłem i na czym spędzałem czas, nie będę uśmiechał się wstydliwie, kiedy wpadając w zachwyt będą mnie wychwalać na wysokości. Jaki jestem to ja wiem najlepiej i dobrze mi z tym, mam gdzieś innych – wycedził jednym tchem.
Przeraziła się, nie mogła uwierzyć, że to ten sam człowiek, którego poślubiła, którego kochała. Kochała?
- To chcesz tak leżeć przez resztę urlopu?
- Tak. Będę leżał, pił piwo, palił i oglądać telewizję. Jak mi się znudzi do wyskoczę do pubu. Możesz mi przynieść parę puszek piwa?
- Nie jestem twoją służącą, zatrudnij obsługę, będzie taniej – zakończyła ironicznie kierując się w stronę drzwi.
- Ożeniłem się z tobą byś mi usługiwała, poza tym śniłem na jawie różowymi marzeniami – uśmiechnął się drwiąco. – Pięknie razem wyglądaliśmy – ty wysoka, smukła brunetka o wielkich oczach i ja przystojny, szarmancki ogier. I mamy wspólną pasję – poklepał przyjaźnie lóżko.
Zawróciła od drzwi.
- Staram się jak mogę, by stworzyć normalny dom. Ale on już ułomny, wymkną się z ram. Wiesz dlaczego? Nie dlatego, że ciebie tu nie ma na co dzień, ściany przyzwyczaiły się już do obecności dwóch osób. Dlatego, że przyjechałeś i zburzyłeś nas spokój świńskim szowinizmem! Widzę, że jesteś rozczarowany …– zniżyła lekko głos ukazując w uśmiechu perełki zębów. – Spodziewałeś się czegoś innego?
- Ty też niczego nie rozumiesz, tak jak te głąby! Spróbuje wytłumaczyć, może pojmiesz.
- Nie próbuj; widać zmieniłeś się tak bardzo, że twój system wartości tu i na morzu nabrały innych konwencji prawnych. Poważne zmiany w tobie zauważyłam już poprzednio.
- A wiesz, czego ja chcę? Robić, co chcę robić, mieć gdzieś problemy innych ludzi, wyjść do parku i skakać na golasa po ławeczkach…
- Ten cały okres nie był dla mnie łatwy… Zmieniłeś się bardzo.
- Przykro mi.
Nie chciała wybuchnąć gniewem, choć ten zażył się w niej od początku rozmowy. Wzbierał w coraz to większe fale.
- Zmieniłem się, nie lubię już muzyki, kocham ciszę i spokój. Nie miej do mnie jakichkolwiek roszczeń.
Stawał się brutalny. Pragnął powiedzieć jej wszystko, wysyczeć szyderczo prawdę, która gnębiła go od roku. Kiedy usłyszał z jej ust oczekiwane pytanie, poczuł dumę, ale i pagardę do siebie.
- Muzyka była zawsze twoją pasją. Siłą napędową twojego życia. Uczyliśmy się jej wspólnie, pamiętasz?
- Przypominam sobie. – naigrywał się – Przez całą podróż i o tym myślałem. Kiedy usiądę w fotelu i godzinami będę słuchał starych płyt, wspominał tamte czasy. Wczoraj przesłuchałem parę z nich i, wiesz, wcale mi się nie podobały.
- Czemu?!
- Podobnie jest z tobą…- mówił powoli by rozumiała. – Już cię nie kocham.
- Jak to? – krzyknęła – To po co te wszystkie kłamstwa?
- Mówią ci to teraz, bo dopiero teraz jestem pewien. Nie ma sensu zostawiać tego na później, skoro to nieprzyjemny temat. A tak mamy wszystko za sobą – zakończył usatysfakcjonowany.
Stała nieruchomo, ale nie zauważył w jej oczach łez. Zacisnęła pieści.
- Chcesz się ze mną rozwieść?!
- Nie. Za bardzo odpowiada mi ta sytuacja. Jesteś dla mnie wielkim kredytem, który niedługo spłacę. Poza tym jestem z tobą psychicznie związany – zaśmiał się złośliwie.
- Czego ty chcesz ode mnie? –zapytała kompletnie rozczarowana.
- Parę puszek piwa i pilota.
Wybiegła z pokoju.
Za drzwiami stała Magda.
- Wiem, nie pójdziemy dziś na lodowisko.
Usiadły obydwie na schodach. Objęła córkę za ramiona.
- Po co mi taki tatuś, który ciągle krzyczy i wszystkiego zabrania?
Ona nie wiedziała, nie umiała nawet wyjaśnić,w jaki sposób kawałek życia umarł jej na dłoniach.

Kategoria: Donkiszoteria  Komentarz
Łóżko

Tym razem stało się, zdarza się zresztą co parę lat. Cierpię na cykliczne napady przestępnego Sylwestra.
Jest zimno. W gruncie rzeczy tego najbardziej się obawiam. Reszta jest niczym – brak wygód, brzydota, nawet głód. Kocham to, co estetyczne, wygodne, i niemal wszystko to, co jadalne. A wy nie? Ale jeśli zaistniałaby taka potrzeba mogłabym się bez tego wszystkiego obejść, wytrzymać krańcowe warunki. Z wyjątkiem niskiej temperatury i braku łóżka, które się z nią poniekąd wiąże. Kiedy spada temperatura, staję przed straszliwym niebezpieczeństwem utraty najmniejszej… każdej komórki. Jeśli pozwolę zimnu się objąć, a powietrzu zmrozić ciało, może nawet więcej niż ciało, ono się obkurcza, zanurza w ciemna sferę, w bezruchu najgorszego unicestwienia.

Stop! Miałam się obudzić w szampańskich humorze!

Szukam klucza, chce otworzyć oczy, ale to tylko pogłębia mój stan zagubienia, które zwykle towarzyszy moim pobudkom. A wiem, że są ludzie, którzy natychmiast po przebudzeniu, w ułamku sekundy odnajdują swój świat; dlaczego ja wciąż stoję przed zamkniętymi drzwiami i tłukę pięściami w żelazne podwoje? Odkąd pamiętam zawsze niedosypiałam, wieczne wagary od snu towarzyszyły pogłębiającej się wielotorowości budzenia. O poranku świat jest niekompletny, przybliżony i niedokończony, ma jakieś fragmenty z poprzedniej nocy, jakieś urywki pogubionych rebusów, jeden po drugim odnajdujące swoje miejsce we własnym rytmie by umożliwić jakąś kontrolę nad tą obczyzną. Próbowałam wszystkiego. Zawsze gdy się budzę, mój świat pojawia się źle uczesany. To jest świat „brudnopisowy”, pokreślony, źle uzgodniony, beztęczowy, czasem niezwykły i bzdurny. Ale jest mój.
Wszystko jest czarno-białe, dal spowija mgła a na szyldach mniej sprecyzowanych reklam mienią się nierozszyfrowanym alfabetem – po chińsku, tybetańsku, a może po tamilsku – napisy strzałek z kolejnymi rozwiązaniami problemów. Stare odległości nagle się zmieniają, kontury zacierają, dźwięki brzmią inaczej, jak przez watę. Tego dnia, pomimo mgły, niewyrażalnych napisów, bezbarwności filmu i jakiegoś huku w oddali wiem, że muszę w końcu znaleźć rozwiązanie na omamienie powiek by zapragnęły światła.

Straszliwa słabość do ciepła lóżka… Łóżko, jest jedną ze struktur mojego świata – to nie tylko drewniane listwy i metalowa rama. Łóżko i jego świat położony, nie jest ani materacem ani lichą konstrukcją. Nie zamieszkujemy tego samego świata, gdy leżymy i stoimy. W łóżku zmienia się stosunek przestrzeni i czasu. Czy myślimy tam i tu tak samo? Czy mamy takie same uczucia leżąc i stojąc? Czy ktoś może mi odpowiedzieć „tak”, czy „nie” w sposób równoznaczny i sprecyzowany? Nie wyobrażam sobie ulokowania się do spania w miejscu pracy. Stamtąd sufit i podłoga wyglądają inaczej, to nie ten sam świat. Mój świat to ciepły mikrokosmos – łóżko, z którym ciężko się rozstać, zwłaszcza po takiej nocy jak Ta.

Jest zimno. Zimne stopy, ale nie moje. Chłodzą moje łydki, wyrywają kołdrę, spychają na podłogę. Szybkie drganie powiek i chłód styczniowego południa wyrwa mnie z REM. Stary dziadek wpycha mi klucz w dłoń i pokazuje zamek. Otwieram drzwi… a tak stoi On, całkiem nowiutki, zaskakujący nowy model Nowego Roku.

To tylko sen. Naciągam kołdrę i wtulam błogo we wcześniejszą fazę snu. Może jeszcze Go dogonię…

Kategoria: Moje podwórko  Komentarz