Wszystkie rozważania, Twoje, jak i cała Twa osoba, wywołują dość żywe poruszenie, krwawsze w każdym razie aniżeli można sądzić spoza sieciowych o nich enuncjacji. Jak to zazwyczaj bywa w tej dziwnej krainie, istnieją – zwłaszcza jeśli chodzi o znaczących – tradycje podwójnej erudycji: jednej ustnej, drugiej pisanej. To, co i jak człowiek mówi nie ma często nic wspólnego z tym jak pisze. Mam nadzieję, iż stan tej, wynikły z obłąkanych warunków sieciowego bytu, zmieni się. Nie jest to zdrowe.
Na dłuższą metę wywarło to skutki dość opłakane: ciągła nauka, ciągłe szukanie, ciągłe podnoszenie poziomu i odstraszaniem przyciąganie ludzi. Zdaję się, że niektórzy zaczynają nienawidzić swych piewców, znudzeni tym, co o nich skandują, dławieni tym, czego o nich nie mogą powiedzieć, a nie umieją scalić wszystkiego. Rodzi się paradoks: ci, którzy nadgorliwej odlewają monolity, ci dysponują najpewniej wszelakimi dokumentami, przekonując innych, jak dalece śmiałek ich odległy bywa od tego, co z nim robią, jak bardzo jest inny i jak bardzo niezrozumiały. Teraz wszedłszy na drogę “monolityczną”, nie wiedzą, jak z niej wybrnąć.
To co piszesz niewiele mówi o Tobie, kryjesz się za kamienną lawiną słów cudzych a swoich skąpisz; słów pożądanych a trwonionych nie tam, gdzie powinny się znaleźć. Niejednokrotnie trafiają w próżnię, bezkonstruktywnie uderzają w miękki beton grzebiąc po wyschnięciu całą siłę wyrazu, a ludzie.. ludzie są poza tym.


Zapisali…