• Moje podwórko Pn, stycznia 14, 2013 14 Comments

    sen

    fot. własna
     

    Dziś będę nie merytoryczna? Mogę?

    Dawno nie miałam takiego uczucia – błogości.

    Za pięknie świeci słoneczko, za oknem mroźno, w fotelu cieplutko. Cisza.
    Nie pamiętam kiedy miałam możliwość robienia bezsensownych rzeczy bez poczucia straty czasu. Jeśli chodzi się dzień w dzień do pracy nie ma się możliwości dowiedzenia się, co piszczy wokół domu. O, właśnie, obok mięsnego facet wyrzucił na krawężnik cały pojemnik żeberek. Teraz ukradkiem, spoglądając na okolicę, czy nikt nie widział jego niechlujstwa, pospiesznie zbiera mięsko. A co tam, i tak będzie gotowane albo lepiej – pieczone!

    W kolejce do lekarza każdy nerwowo przytupuje. Rejestratorka wcześniej otworzyła okienko, zlitowała się nad panem cholerykiem, który co chwilę wysapywał z kolejki słysząc, że kolejna osoba rejestruje się do JEGO lekarza. Niemal eksplodował z niedoboru bodźców, rwąc bezpłatną gazetę i wymachując niemo rękoma na ludzi w kolejce przed nim. Panie, już chciałam zaproponować, otworzyć okno? Herbatkę z dziurawca (zdzieli mnie jak nic)?

    A pani w spożywczym powiedziała, że francuskie rogaliki przywiozą po 10 :( .

    Zapomniałam, jak mieszka się w domu. Powoli, w samotności. Sączy się herbatę z obgryzionego kubka. Włączam TV – “Kawa czy herbata”, na kolejnym kanale „Dzień dobry…” Oglądam, ale nudzę się. Jakieś, to wszystko lalkowate, piękne, idealne, za chude, jak dla mnie. Nie chodzi mi o szczupłość, zgrabność, ale o tę odrobinę nierówności, w którą zapatrują się zazdrosne – o, zobacz, wyskoczył jej pryszcz albo pogłębiła bruzda. Tą maleńką, a nawet większą różnicę między nami. Mam problem z odróżnieniem Japonek od Chinek, a cała ich nacja wydaje mi się bliźniacza. To mnie drażni. Od dłuższego czasu kupuję na opak – nierówne doniczki, anioły bez oka, albo sama robię asymetryczne bibeloty. Czy świat musi być równy? Równy powinien być chodnik, którym jedzie niepełnosprawny, ale tak nie jest. Podobnie prawo, lecz tak się nie da. Nawet patrząc w lustro widzę nierówności. Więc o co chodzi tym paniom w TV?

    Że nie poznałam tej pani, która na oko jest w moim wieku, a po chwili dowiaduje się, że jest o 20 lat strasz? Albo nie znam języka, którym posługują się panie kuchni codziennej (na ekranie)? Wszystko się świeci, miło popatrzeć na estetyczne osoby, przedmioty. Nie, wolę nierówności, a panie usprawiedliwiam pracą, którą chcą wykonywać, lubią ją. I rzeczywiście, są w tym dobre!

    P.S. Nawet nie wyjustruję dziś tekstu!

  • Moje podwórko Pn, grudnia 24, 2012 14 Comments

    Szyszkowe choinki

    W natłoku zajęć warto się zatrzymać. Na te parę dni zapomniałam o obowiązkach, skupiłam się na Świętach. Popatrzyłam na tych, którzy są koło mnie i na tych, którzy odeszli. Na te chwilę nie jest ważne, co będzie za parę dni, świat się nie zawali bez okruchów naszych zmagań z życiem. Nie jest łatwo być tu i teraz, nie pędzić myślami, gdzieś w jutrze. Dziś jestem. Trwam i bardzo cieszę się, że i Wy tu jesteście. Miło wracać, wiedząc, że ktoś zapala światło, bym nie zabłądziła.

    Wesołych Świąt!

     

  • Moje podwórko Pt, października 5, 2012 18 Comments

    głodna

     fot. własna

    Czekam na emaila. Takiego z tych ważnych, od którego zależy być albo nie być. Nie mogę skupić się na innej pracy. Nerwowo przeglądam strony w przeglądarce i nic z nich nie pamiętam. Spoglądam na zegarek – jeszcze zdążę zrobić to, czy tamto. Czas płynie, za oknem ściemnia się, a wiadomości nie ma. Właściwie nic nie jest ważne po za nią, wiec niech wali się świat. Dwadzieścia pootwieranych zakładek: muzyka w uszach, trzy niedoczytane artykuły, gra, która zaciekawiła, a nie zdążyła wciągnąć, zaczęty test na czas, zdjęcia i recenzje, no i poczta, a na niej, prócz pustki z wyczekiwanego adresu, dziesięć tysięcy powiadomień z portalu społecznościowego. Wkurzona usuwam, ale nie zadaję sobie trudu wejść w opcje i anulować sieczki. Mam nadzieję na rodzyneczek, mannę z nieba, coś, jak Jackowi i Plackowi księżyc, co… na co? Co pozwoli wyrwać się z dziury, w której mieszkam, ulepszyć życie? Chyba tak… Nie może mnie przecież nic ominąć!

    Przypomina mi się niemal codzienna sytuacja: siedzimy sobie w pracy przy stole, już po śniadaniu, ktoś przyniósł ciasteczka, cukiereczki, paluszki… Omawiamy plan dnia, strategię działania, ważne tematy, a ręka samoczynnie sięga po łakocie. Niestety, mamy to po naszych przodach, towar deficytowy trzeba szybko zjadać, bo może go zabraknąć. Głód murowany. Chociaż narzekamy, że idzie w boczki i jedna drugą podpatruje, czy nie przybyło jej zapasów, nie możemy się powstrzymać od wafelka. Bo zabraknie, bo mnie coś ominie i umrę, nie nadążę za światem i też umrę, z niewiedzy.

    Głód informacji, czy pokarmu, nie ma większej różnicy. W dobie wielkich technologii niedostatek jest jeszcze większy. Pierwotny instynkt mówi – jedz, bo jutro możesz być głodny, oglądaj, czytaj, słuchaj, bo zgubisz się w poplątanym świecie, wypadniesz z obiegu.

    I jeszcze jest czas, którego nikt nie zwróci. Dziura, która nie ma dna. Co się stało z tymi kilkoma godzinami?

    Wzięłam telefon i zadzwoniłam,  umówiłam się na spotkanie twarzą w twarz. Wszystko się wyjaśniło.

     

    Z dedykacjami dla porządku Moni Ch. :)

  • Inspiracje Cz, września 27, 2012 15 Comments

    Można napisać wiele pięknych wierszy o jesieni – wymknęło się dziś jednemu z moich podopiecznych. No to piszemy – wyciągnęłam kartkę i zaczęliśmy wersować. To znaczy on dyktował, ja pisałam. Mówił patrząc w okno. O przenikających się barwach, owocach i o braku samotności na ławce. Przecież z każdego drzewa coś spada i warto mieć, na przykład, liść dębu za sąsiada. Albo przywitać się z gradem kasztanów na głowie – dodał na marginesie.

    Liście

    Czy można tak, od niechcenia napisać wiersz? Jeśli ma się to coś, tę wrażliwość i uważność – można. Jeśli nie – wyjdzie totalny niewypał. Profanacja, jak to określił ten, który dyktował.

    Liść

    fot. własne

  • Moje podwórko N, września 16, 2012 10 Comments

    Człowiek często nie widzi jak coś wygląda, a patrzy na to. Kamienie – mienią się najdziwniejszymi odmianami i kolorami. Z bliska, bo kto przygląda się tak dokładnie kamieniom. I tak chyba jest ze wszystkim. Na przykład – wrzosy. Właściwie kiedy stanęłam na polu, a właściwie nieużytkach, na których władzę objęły różowe, biały, fioletowe wrzosy i wrzośce, zdałam sobie sprawę, że nie jest to fioletowa masa. Kwiaty wrzosów to kielichy z łuskowatymi listkami. A wrzośce to dzbanuszki, niektóre z kontrastowymi końcówkami.

    wrzosy

    wrzosy

    wrzos

    fot. własne

  • Drogi Cz, sierpnia 23, 2012 11 Comments

    Irlandia to bardzo ciekawy kraj. Wracam do niej po raz któryś z kolei i zawsze zaskakuje mnie czymś innym, nowym. Nawet miejsca, do tej pory znane, nigdy nie odsłaniają swojej tajemnicy do końca. Muszę przyjechać i je odkryć, zobaczyć, w słońcu lub deszczu. Niezmordowany deszcz leje, by za chwilę tę krainę rozgrzało słońce i z ulgą chowa się parasol, który tak a propos, powyginany przez wiatr, nadaje się do wyrzucenia. Odkąd tu przyjeżdżam nie sprawdziła się żadna prognoza pogoda. No cóż, trzeba nauczyć się rozpoznawać chmury. To one mówią czy jest sens wychodzenia z domu. Obszary dalszego zwiedzania są jednak pogodowo nieodgadnione, tak jak nieodgadniony jest wiatr, odległości i pogoda w górach.

    Będzie padać, czy weźmie nas na litość? – oglądam wielkie, niskie, kłębiaste, chmury poprzecinane pasmami błękitnego nieba. Jedziemy!

    Droga wiedzie do Wexford, do Parku Dziedzictwa Narodowego Irlandii. I dalej, by pieszo przebyć epokę kamienia, aż do XII-wiecznych osad Nomadów. Jest to podróż niezwykła, nie można jej opowiedzieć, pokazać na zdjęciach. Trzeba być i poznać.

    W zwiedzaniu pomagają mi przewodniki w formie papierowej i radiowej (małe, przenośne, z ciekawą narracją i odgłosami) oraz film pokazujący transformację ziem Irlandii od pojawienia się na niej człowieka.

    Podróż zaczynam tunelem, z którego dobiegają odgłosy ptaków i dzikiego zwierza. Brrr… Biegiem pędzę do chałupy z epoki kamienia. Liche chatynki pierwszych Irlandczyków liczą sobie 9 000 lat, niekoniecznie byłyby ochroną przed niedźwiedziem…

     

    Osada neolityczna zdaje się już bardziej bezpieczna. Wielką atrakcją jest możliwość dotknięcia i wejścia we wszystkie zakamarki, nikt nie śledzi, czy nie śmiecisz, nie łamiesz gałęzie, nie kładziesz się w łóżkach, nie rozrabiasz… Ludzie jakby sami siebie pilnują. A jeśli zgłodnieją albo z pierzastej spadnie mały deszczyk, mogą ogrzać się przy ognisku i usmażyć kiełbaskę (niestety, nie miałam na podorędziu, ale kanapki były).

     

    Okrągłe zagrody w grodzisku pierścieniowatym miały się znacznie solidniej.

    I sypialnia znacznie przytulniejsza…

    Błądząc leśną ścieżką natknęłam się na osadę. Około 1 500 lat temu Irlandia stała się krajem chrześcijańskim. Życie koncentrowało się wokół klasztorów, które stały się ośrodkami kultury i nauki. W tutejszym kościele można obejrzeć film z dalszymi losami człowieka na zielonej wyspie. W jednej z chat urządzono szkołę, gdzie dzieci mogły wykazać się malarsko. W innej była kuchnia z wielką jadalnią, a obok prawdziwy ogródek. Z koprem, kapustą i grochem.

    Bardzo ciekawe są crannog, czyli sztuczne wyspy na wodzie, z kamieni i gałęzi, otoczone palisadami lub prowizorycznym płotem. Tutaj dopadł mnie deszcz. Chaty użyczyły schronienia, ale nie chciałabym mieszkać w takich warunkach.

    fot. własne

    Obiektów do zwiedzania było jeszcze sporo – osada Wikingów, młyn wodny, piec do suszenia zboża. Dla tych, którzy lubią grzebać się w ziemi zwiedzanie Park jest nie lada gratką.

    A chmury trzeba polubić.

  • Moje podwórko Śr, sierpnia 15, 2012 11 Comments

    Ile można wracać, a potem znów odchodzić?

    Dużo razy. Zwłaszcza kiedy ma się czas na wgląd “co w duszy gra”. Wiem, że nigdzie za daleko nie odejdę, to za głęboko we mnie siedzi.

    Będę falować, zmieniać się, przeistaczać w inną postać. Nie zamykam za sobą żadnych drzwi, nie palę mostów, żeby nie próbować wejść po raz kolejny do tej samej wody. Bo tu mogę.

    @

    Kuchnia

    Tymczasem znów jestem na obczyźnie.

    Za oknem świeci słońce, ale zaraz spadnie maleńki deszcz.

    A ja gotuję zupę grzybową.

    Taki scenariusz może byłby lepszy?

    Mąż wraca z pracy do domu i pyta żonę:

    - Co dziś na obiad?

    - NIC!

    - JAK TO NIC? WCZORAJ NIC i DZISIAJ NIC??!!!

    - Tak, bo ugotowałam na dwa dni.

    Zapisane na Chustce

Kalendarz

maj 2013
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

kategorie

Przeszłość

Próbuję

Gwiazdy


stat4u