Grzeczne dziewczynki odkurzają półki z książkami

Grzeczne dziewczynki odkurzają półki z książkami

Ile mamy na półkach nieprzeczytanych książek? Podarowane, pożyczone (nasze, przez zasiedzenie), znalezione albo kupione. Moje półki uginają się od tzw. okazji, książek ze styczniowych wyprzedaży i letnich kiermaszy. Nie oznacza to, że zakup był przypadkowy. Jeśli nic mi nie mówi nazwisko autora, informacje z okładki, nie kupuję. I gromadzę, przekonując się, że znajdę czas na przeczytanie. Chyba przyszedł czas na czyszczenie półek z zapomnianych lektur. W swej decyzji utwierdziła mnie zabawa blogowa – 12 książek na 2015 rok. Wytrwam? Nie wiem, czy będę wierna mojemu książkowemu nosowi :).

Moje 12 zaplanowanych książek na 2015 rok
Moje 12  książek na 2015 rok

Nie mogę sobie przypomnieć, gdzie i jak dawno kupiłam dziś porzuconą, okurzoną książkę „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”. Urzekła mnie okładką (kolory – biel, czerwień, szarość) i tytułem – czerwone szpilki i intrygujący tytuł. Informacja z tyłu zachęcała do łamania stereotypów. Zapowiadała się lektura rozwojowa. Rok wydania polskiego to 2010. Możliwe, że pierwsze niemieckie wydanie tej książki sięga 1994 roku (nie znalazłam aż takich starych wydań, ale niektóre są z 1999), więc nie jest to pozycja najmłodsza. Czemu mnie to zainteresowało? Książka napisana jest prostym językiem, ale są momenty, gdzie ociera się o infantylizm (nie autora), a niektóre postawy są mocno nieaktualne. Ale nie jest to lektura, która całkowicie nudzi i nic nie wnosi do życia czytelnika.

Grzeczne dziewczynki

Nie znam niezawodnego sposobu na sukces, ale znam sposób na nieuchronną porażkę – starać się każdemu dogodzić

– tą myślą Platona Ute Ehrhardt zaczyna swoją książkę.

Kim są grzeczne dziewczynki? To kobiety wychowane do zaspakajania potrzeb męża, szefa, zagłuszające własne pragnienia i emocje, poświęcające się dla świata. Kobiety zdominowane, nie zdające sobie sprawy z własnych wartości, zupełnie nie asertywne. Są jeszcze wśród nas takie? Myślę, że tak, chociaż pędzący z oszałamiającą prędkością świat niedługo naturalnie zmieni świadomość kobiet.

Tym razem robi to Ute jakby z zamierzchłych czasów.

Niegrzeczna dziewczynka, według autorki, to kobieta umiejąca wyrazić własne zdanie, niezależna, dbająca o siebie, ale szanująca potrzeby innych. Są to kobiety spełnione, kobiety sukcesu, jakich dziś coraz więcej.

Autorka pokazuje stereotypy i zjawiska dotyczące kobiet – mechanizm wyuczonej bezradności, tłumiona agresja, czyli wrodzona łagodność, mająca swe odzwierciedlenie w nawracających migrenach i depresjach, czy lęk przed utratą kobiecości z powodu kariery. A także komunikaty niewerbalne – wygląd, niepewny uśmiech, postawę ciała, głos. Przedstawia kobiety, jako ofiary, które z powodu wychowania i doświadczeń, braku swojego zdania i ambicji, nie umieją walczyć o własne szczęście.

Ute do znudzenia przytacza przykłady braku asertywności kobiet, jakie są bezbronne i wątłe, i jak zdominowane przez mężczyzn. Jej porady i ćwiczenia są trafne i mogłaby powiesić je w swoim pokoju niejedna zalękniona kobieta. Ale czasem męczy. Powtarzała do znudzenia błędny myślowe kobiet. A może taki jest jej plan – by obrzydzić problem poddaństwa i podstawić pierwsze kroki w walce o sobie?

Zwróciłam uwagę zwrócił rozdział na temat roli kobiety-szefa. Chyba każda kobieta obejmująca wyższe stanowisko, stająca się liderem, ma wątpliwości, czy to naprawdę powinna otwierać drzwi do władzy i uznania, czy ta zmiana nie jest przypadkiem niewiernością, jej jako kobiety-matki, jak ją będą odbierać koleżanki (zostające piętro niżej)? Ute zręcznie wyjaśnia na licznych przykładach, że człowiek najlepiej czyje się grupie, która ma ze sobą dużo wspólnego i nie uda się żadnej zwierzchniczce zachować dawnych kontaktów z koleżankami zza biurka. Przełożona nie może należeć do grupy podwładnych, jest to konieczność narzucona przez sytuację. I ta kobieta ma wyrzuty, że zdradziła, czasami chce się wycofać, i jeśli się nie przestraszy zostanie niegrzeczną dziewczynką. Kobiety niechętnie wymagają od innych, tego co i dla nich jest niemiłe. Na wyższym stanowisku musi się z tym uporać.

A czy kobiety nie blokują same siebie? To one stworzyły kanon smukłej sylwetki i dążą do ideału. To one kreują wzorce urody. Oczywiście robią to dla mężczyzn, którzy nie przejmują się tym tak bardzo jak one.

Książka daje do myślenia, chociaż niektóre rzeczy są dla czytelnika oczywiste. Przede wszystkim przypomina o drobnostkach, które dla nas kobiet są ważne, a drobiazgi te zaniedbane z czasem urastają do rangi dużego problemu. Niejednokrotnie przez kobiety właśnie.

Jeszcze jedna lekcja

Jeszcze jedna lekcja

Wrócę jeszcze do książki „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę” Reginy Brett.

zakładka do książki

Lekcja 4

 Świat jest pełen krytyków. Wydaje mi się, że są nimi ci sami ludzie, którzy zdradzili swoje marzenia i cierpią za każdym razem, kiedy ktoś inny zostaje wierny własnym (…).

Ludzie będą ci mówić, że świat jest pełen pisarzy, ale większość z nich trwoni słowa i pomysły na nienapisane powieści, wychylając w barze kieliszek za kieliszkiem z obawy przez porażką. Wolą uwierzyć w swoje wątpliwości, niż spróbować spełnić swoje marzenia.

Żeby sięgnąć po to, czego chcesz od życia, musisz uciszyć swoich krytyków, zaczynając od tego największego – siebie.

A żeby uciszyć tego wewnętrznego krytyka trzeba otaczać się osobami, które potrzebują tego, co masz do zaoferowania. Ludźmi który cię szanują, na których można liczyć.

Czytając ten tekst przypomina mi się ostatnia rozmowa z moją pracodawczynią. Nie krytykowała mnie, tylko moją decyzję odejścia z pracy. I dała do zrozumienia, że była szansa uratowania tej posady, gdybym porozmawiała z nią indywidualnie. Niestety, ludzie, którzy odeszli wraz ze mną byli cenniejsi. A praca de facto już nie była ukochaną sprzed paru lat.

Parę nieprzespanych nocy…

Nadszedł czas by pokazać, ze każdy ma własne życie i spróbować spełniać swoje marzenia. Staram się zapomnieć o mojej pracodawczyni. Czy sama pisała scenariusz swojego życia? Czy miała marzenia skoro próbowała wycierać buty o życie innych ludzi?

Ile razy dzieje się tak, że robimy coś, co pasuje innym. Machamy ręką, zmieniamy zdanie chociażby dla świętego spokoju. Czasami trzeba, ale jak często?

*

Dzisiaj nie chcę rozpamiętywać mocno przeszłości

Odpoczywam od męczących ludzi i chorych sytuacji

Tworzę eco drobiazgi

Czytam zaległe książki (które gdzieś, kiedyś kupiłam)

Nadrabiam wszystko, na co nie miałam wcześniej czasu

I powoli realizuję marzenia.

 

Będzie inaczej

Będzie inaczej

Przeglądając liczne strony, blogi natykam się na posumowania, postanowienia i obietnice. Nowy rok nie jest niestety dobrym czasem, który sprzyja realizacji planów. Można podsumowywać, bo umownie skończył się jakiś etap i musimy kupić nowy kalendarz. Ale czy nagonka na już i teraz, na radykalne zmiany w życiu wraz z początkiem stycznia mają sens? Czy obligują do tego świąteczne/noworoczne życzenia, karnet do siłowni, seria z książek pod choinką? Jeśli tak, to na ile? Jeśli chodzi o mnie, to daje sobie miesiąc i ze wstydem wyrwę z kalendarza kartkę z moimi deklaracjami.

Dlaczego?

  • dostając karnet na siłownię cieszyłam się jak głupia, ale już po drugiej wizycie na „rozbiegu” nie chciało mi się pokonywać samotnie drogi w ciemnościach; było zimno i daleko. Narzekałam też na zakwasy, nie pasował mi trener. Wszystko było na nie, wiec rzuciłam siłownię, pomimo wachlarzu możliwości, jakie przede mną roztaczał.
  • trzymając w ręku stosik popularnej książkowej trylogii nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać. Książki mały się stać zaczątkiem regularnego czytelnictwa. Po paru solidnych podejściach do lektury, musiałam zrezygnować – zupełnie nie trafiły w mój gust. Nie jestem typem męczennika.
  • i tak dalej…

kopalnia

Dla wielu ludzi nowy rok jest nowym porządkiem. Chcą pozbyć się złych, niezdrowych nawyków, zastępując je deklaracjami i dobrymi planami. NOWYM. Ale tak się chyba nie da. Bo to, co cenne dla nas dojrzewa długo, parę lat, całe życie.

Zdarza mi się marnować czas na bezcelowe gadanie, ale długoterminowe obietnice, nie wchodzą w grę. Wybucham gorzkim śmiechem przeglądając planer sprzed 12 miesięcy i lustrując poprzedni rok tak zaskakujący i brzemienny w skutkach. Nie, nie był zły, był dobrym kopniakiem od życia, wspaniałą wskazówką dokąd iść. Dziękuję mu za to, że zostawił mnie w zdrowiu fizycznym i psychicznym.

Planuję, robię postanowienia, nie zarzekam się, że nie. Muszę być jednak ostrożna w składaniu sobie obietnic. Te najłatwiej złamać, kiedy ma się tendencje do odkładania, „zapomiania” i nie kończenia w trakcie :).

Początek mojego nowego roku zaczął się wraz z grudniem i brzmi pod hasłem motywacja i doświadczenie. Hasła – rzeki. Dla mnie przekładają się na konkrety. Już w Nowy Rok dostałam do wypełnienia dwa harmonogramy na warsztaty teatralne i trenerskie. Jeśli przejdzie mój projekt będą też warsztaty rękodzielnicze. Ten rok będzie wyzwaniem, jakiego nie mogłam się spodziewać zostając w mojej ciepłej pracowni. Cieszę się i trochę boję, nie wiem co konkretnie mnie czeka. I nie da się tego zaplanować.

Będzie inaczej.

Spełnienia w życiu życzę!